czwartek, 20 marca 2014

Zielono mi, czyli koktajl z owsianką, szpinakiem, bananem, jabłkiem i jogurtem

  Nadchodzi wiosna, niektórzy twierdzą nawet, że dziś wypada jej pierwszy dzień. Pogoda za oknem zdecydowanie pozwala na takie stwierdzenie. Słońce sprawia, że chce się jeść lekko i zdrowo. Do niedawna piłam i robiłam tylko koktajl bananowo - truskawkowy, ale dzięki temu, że w naszym życiu pojawiają się różni ludzie otwieramy się na nowe smaki :). Zaczynamy próbować i tworzymy kombinacje, które do niedawna były tylko obrazem na monitorze.  Poznajemy w naszym życiu wiele osób, które czasem znikają tak  szybko jak się pojawiły. Całe szczęście zostają nieliczni, którzy stają się prawdziwymi przyjaciółmi :). Każda znajomość jest nowym doświadczeniem, które za każdym razem daje dobrą lekcję na przyszłość... Nigdy jakoś specjalnie nie myślałam o tym co jem i  na pewno nie zaczęłabym robić koktajli ze szpinakiem, ale jedna osoba zaraziła mnie piciem koktajli, a druga podsunęła pomysł na dodatek szpinaku. Dzięki temu moje dzisiejsze śniadanie było nie tylko smaczne, ale przede wszystkim zdrowe. Tym razem nie udało mi się przekonać mojego dziecka do zjedzenia śniadania mistrzów, niestety to jest jeszcze ten etap, kiedy kolor zielony kojarzy się tylko z pietruszką. Nie dziwi mnie bo sama kiedyś tak miałam, nawet nie próbowałam, zawsze byłam na  NIE. Dopiero później przyszedł etap poznawania. Kiedyś, gdy usiądziemy razem i będziemy zajadać takie śniadanie, pokażę jej ten post, i zapytam czy dalej jest to takie okropne?
 W tym zielonym koktajlu jest tyle zdrowych składników, że grzechem by było nie odżywić swojego organizmu. Gdzieś nawet przeczytałam, że dbanie o nasze ciało, duszę jest lepszą inwestycją niż ZUS, KRUS i OFFE razem wzięte :). Dopóki jest się młodym nie zwraca się na to uwagi, ale im dalej tym w lepszej kondycji chcemy być.
Świetne jest połączenie ciastek, zielonego koktajlu (w którym w dużej mierze przeważa smak banana) i kwaskowatego jogurtu. Taka chwila relaksu... Pozwól sobie na zdrową chwilę zapomnienia, odpręż się i ciesz się smakiem śniadania, a przy tym poczuj się lekko :)

Koktajl z owsianką, szpinakiem i bananem  

Składniki: (3 szklanki)

* 3 łyżki płatków owsianych
* 1 łyżka mielonego lnu
* 1/2 szklanki wrzątku
* 1/2 szklanki mleka (może być więcej)
* duża garść młodych liści szpinaku
* 2 dojrzałe banany (małe lub średnie)
* 1 jabłko
* 1/2 łyżeczki soku z cytryny
* 9 łyżek jogurtu naturalnego
* 6 ciasteczek owsianych



Przygotowanie:

Wieczorem wrzątkiem zalewamy otręby i len i przykrywamy talerzykiem, możemy też poodcinać ogonki ze szpinaku, rano będzie mniej pracy. Następnego dnia, rankiem, podgrzewamy mleko. Potem przelewamy je do pojemnika blendera, dodajemy mieszankę płatków i lnu, a także pokrojonego banana, jabłko (usuwamy gniazda nasienne), sok z cytryny i szpinak. Blendujemy aż do uzyskania gładkiej, kremowej masy. Do szklanki dajemy 3 łyżki ulubionego jogurtu naturalnego, następnie wlewamy koktajl ze szpinaku i posypujemy pokruszonymi ciasteczkami, a potem wyjadamy łyżką aż do dna.

Smacznego!!!





piątek, 14 marca 2014

Kakaowe ciasteczka z czekoladą i marcepanem

Dziś znów ciasteczkowo, tym razem czekoladowe  z marcepanem lub gorzką i białą czekoladą, pycha :) Robi się je bardzo szybko, choć pierwsze rozwałkowanie sprawiło, że musiałam usiąść. Nie zawsze i nie wszystko jest takie jakby się mogło wydawać. Przez chwilę zwątpiłam w siebie i w przepis. Ciasto wygląda ładnie, a przychodzi co do czego załamka hehe, ale ja się nie poddaję, czasem tylko odpuszczam!! Nie polecam podsypywać mąką ponieważ dwa kawałki się nie skleją, próbowałam. Najlepiej przed wałkowaniem ciasto podzielić na kilka części i ponownie zagnieść, wówczas robi się tłuste i nie klei się ani do tortownicy, ani do wałka, a wykrawanie ciasteczek staje się przyjemnością. Świetny wypełniacz czasu, choć nie obyło się bez spięć na linii matka - córka. Całe szczęście osiągnęłyśmy kompromis, a na koniec usłyszałam - "nawet dobre nam wyszły te ciasteczka". Nie ma się co dziwić, przecież jest w nich wszystko co najlepsze, czekolada! Idealne wieczorem z mlekiem i dobrym filmem.


Kakaowe ciasteczka z czekoladą i marcepanem

Składniki: 

* 250 g  mąki pszennej
* 150 g  miękkiego masła
* 130 g cukru pudru
* 3 żółtka
* 1 łyżka kwaśnej śmietany
* 40 g kakao
* 100 g marcepanu
* po 4 kostki  białej i gorzkiej czekolady
* cukier puder do posypania


Przygotowanie:

Masło ucieramy z cukrem pudrem, około 3 minuty, następnie dodajemy żółtka, śmietanę i miksujemy do połączenia się składników. Zmniejszamy obroty do najmniejszych i dodajemy przesianą mąkę, i kakao. Jak powstaną grudki wyłączamy mikser i zagniatamy szybko ciasto, formujemy kulę i owijamy folią spożywczą. Ciasto ląduje na godzinę w lodówce. Po wyjęciu dzielimy na 3 części, przed wałkowaniem, każdą z części jeszcze zagniatamy. Ciasto nie powinno być zbyt cienkie, lekko ponad 0,5 centymetra. Emilka swoje kawałki rozpłaszczała ręką, więc nie były wcale cienkie, ciasto nie rośnie za bardzo dlatego można gotowe ciasteczka układać blisko siebie. Po rozwałkowaniu wycinamy wybrane kształty. Na ciasteczku układamy marcepan lekko spłaszczony, albo kostkę czekolady ( jeśli się nie mieści można połamać) przykrywamy drugim ciasteczkiem lekko zlepiamy brzegi, a następnie widelcem przygniatamy brzegi. Układamy na blaszce wyłożonej papierem, u mnie wyszła jedna blaszka około 30 ciastek. Można też upiec ciasteczka bez wypełnienia, układając pojedynczo obok siebie.  Pieczemy 14 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Smacznego!!




















wtorek, 11 marca 2014

Kruche ciasteczka z dżemem

Najgorzej to coś obiecać dziecku, nawet jeśli wydaje się, że są to słowa rzucone na wiatr... Rano pełna optymizmu i wiary we własne siły zapytałam - może zrobimy dziś ciasteczka? Spotkało się to z ogromnym entuzjazmem Emilki i świetnie, pomyślałam. Po południu już nie byłam tego samego zdania, tym bardziej jak słyszałam - chodź zrobimy te ciasteczka!, -kiedy zrobimy te ciasteczka?! Udało się, nadszedł wieczór, pora spania. No cóż cisza przed burzą, bo następnego dnia od nowa, pytania wiercące dziurę w brzuchu i bezsilne - no dobra, tylko znajdę przepis... Ciasto raz, dwa zagniecione, bo i tak najważniejsze było wycinanie foremkami, powstały różne figury. Kilka ciastek naszykowałam do zdjęcia, z wyraźnym, nie ruszać! Łudziłam się chyba mówiąc to, bo nim zdążyłam ogarnąć sprzęt zostało tylko jedno. Emilka resztę wykorzystała, by przekupić dziadka, mała podstępna istotka, ale cel osiągnęła. Musiałam wybaczyć, w końcu to były jej ciastka :)
Jeśli chodzi o ciasteczka same w sobie nie są  słodkie, pomaga dżem i posypanie cukrem pudrem. Można też oblać je czekoladą i posypać orzeszkami, posypką... Ile osób tyle pomysłów :)


Szybkie ciasteczka z dżemem                             

Składniki: 

* 500 g mąki krupczatki
* 250 ml kwaśnej śmietany
* 250 g margaryny
* 2 łyżeczki cukru waniliowego
* szczypta soli
* dżem owoce leśne
* cukier puder do posypania


Przygotowanie: 

Mąkę, śmietanę, sól, cukier  waniliowy i margarynę miksujemy mikserem na gładkie ciasto. Po połączeniu składników formujemy kulę owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut. Po tym czasie wyciągamy i rozwałkowujemy, niezbyt grubo, na stolnicy podsypanej mąką. Wycinamy ciasteczka, mogą być okrągłe wówczas w jednym można zakrętką wyciąć mniejsze kółeczko. Ciastko smarujemy dżemem (smak w zależności od upodobań), przykrywamy ciasteczkiem z dziurką, układamy dość blisko siebie, gdyż nie rozrastają się. Dla Emilki piekłam pojedyncze ciastka i wówczas robią się pulchne,  ale posmarowane nutellą znikają w mgnieniu oka. Pieczemy 25 minut w 180 stopniach.

Smacznego!!




















poniedziałek, 10 marca 2014

Smoothie bananowe z mango

Nowy post, nowa energia i bardzo słonecznie :) Wczoraj wymyśliłam sobie, że dzień wolny spędzę bardzo przyjemnie. Postanowiłam zafundować sobie aktywny dzień, zdrowe jedzenie, a wieczorem relaks...Ostatnio dopadło mnie chyba jakieś przesilenie wiosenne, zauważalny brak sił na cokolwiek i ciągłe lenistwo. Podobno też zrobiłam się bardziej agresywna i marudna, ale z drugiej strony tańczę i śpiewam, więc chyba wychodzi na zero...? Całe szczęście dzisiejszy dzień przyniósł nadzieję na jakiś progres. Ileż można odkładać wszystko na później? Dziś kawę zamieniłam na smoothie bananowe z mango i to była świetna decyzja. Emilka spróbowała mango i powiedziała "bleee, ale to niedobre". Nic nowego, spodziewałam się takiej reakcji. Jednak kompletnie zaskoczyła mnie, gdy wzięła gotowy już koktajl i zaczęła pić, komentując przy tym "to jest super pyszne, chcę jeszcze!".
Tym oto sposobem sprawiłam przyjemność sobie i jej :D  Łącząc ze sobą różne składniki otrzymujemy niesamowity efekt i to jest w gotowaniu najwspanialsze... Ktoś może czegoś nie lubić, a podane w całkiem inny sposób staje się zjadliwe, a nawet pyszne :) Takie małe oszustwo...

Smoothie bananowe z mango                       

Składniki:

* 1 mały banan
* 1 dojrzałe mango
* sok z jednej pomarańczy
* 3 łyżki jogurtu greckiego (może być naturalny)
* 1 łyżka syropu klonowego (może być 1 łyżka płynnego
   miodu lub 1 łyżka brązowego cukru)
* 1/3 szklanki mleka
* 3 kostki lodu (można pominąć i dodać 2 łyżki zimnej wody)





Przygotowanie:

Obieramy banana i wkładamy na 15 minut do zamrażarki. W tym czasie myjemy i obieramy mango, następnie odcinamy miąższ od pestki (niestety nie jest to takie fajne jak w przypadku awokado). Pokrojone mango wrzucamy do pojemnika blendera i dokładamy pozostałe składniki: banana, sok z pomarańczy, jogurt, mleko, zamiast syropu klonowego dodałam miód i pominęłam lód. Całość blendujemy przez minutę i gotowe!

Smacznego!!! 











poniedziałek, 17 lutego 2014

Calzone

To było przez długi czas moje danie popisowe. Przy okazji spotkań, zawsze czekało na gości. Teraz już robię sporadycznie i tylko wtedy, gdy mam konkretną zachciewajkę. Nie jest to wcale pracochłonne, dlatego raz, dwa i spełniam swoje marzenie kulinarne, żeby tak łatwo szło ze wszystkimi...:) Wiele osób pisało, że fajnie gdybym wrzuciła przepis na Calzone i oto jest. Jak już dało się zauważyć nie lubię robić niczego z przymusu, więc święto Dnia Pizzy mnie nie rusza, z reguły jadam ją gdy mam ochotę, a nie gdy ktoś lub coś mi to narzuca.

Calzone (8 sztuk):

Składniki:    
 
Ciasto:

* 2 dag świeżych drożdży lub 7 g suszonych
* 50 dag mąki pszennej
* 4 łyżki oliwy z oliwek
* 250 ml letniej wody
* 1 łyżeczka soli

Farsz:

* 0,5 kg mięsa mielonego
* 1 duża cebula
* 5 ząbków czosnku
* kilka różyczek brokuła
* zielone lub czarne oliwki
* papryczka jalapeno
* sos bolognese z chili Knorr
* 200 ml wody
* 2 kulki mozzarelli
* 15 dag sera żółtego
                                                               
Przygotowanie:

Drożdże rozdrabniamy mieszamy z letnią wodą, aż do rozpuszczenia, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut (jeśli używamy suchych wsypujemy je bezpośrednio do przesianej mąki lub wsypujemy do szklanki z letnią wodą mieszamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut). Następnie przesiewamy mąkę do szklanej miski (czytałam, że do drożdży nie należy używać ani metalowej miski, ani też łyżki), dodajemy sól, oliwę, a następnie wlewamy rozpuszczone drożdże i zagniatamy ciasto. Wyrabiamy przez około 10 minut aż ciasto nie będzie się kleiło do rąk, będzie gładkie, miękkie i elastyczne. Jeśli będzie zbyt twarde dodajemy jeszcze trochę letniej wody. Ciasto przykrywamy ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości na 1 godzinę. W tym czasie przygotowujemy sos. Ta wersja jest na szybko, gdy goście w drodze, a trzeba coś podać. Cebulę podsmażamy, pod koniec dodajemy przeciśnięty czosnek, po czym dodajemy mięso i podsmażamy. Następnie w 200 ml wody rozpuszczamy gotowy sos i dodajemy do mięsa razem z brokułem, oliwkami i całymi papryczkami. Gdy sos zgęstnieje zabieram papryczki, chyba, że są zwolennicy ostrych dań wówczas zostawiam. Odstawiamy sos do przestygnięcia.
Z ciasta odrywamy kawałki, które następnie rozwałkowujemy w kształcie koła.  Na środku układamy 2-3 łyżki sosu mięsnego, na nim  kładziemy dwa  plasterki mozzarelli i posypujemy startym żółtym serem, a na koniec zawijamy w kształt pieroga. Smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy ziarnami czarnuszki, dyni, maku lub sezamu. Odstawiamy na 10 minut po czym wkładamy do rozgrzanego  do 200 stopni piekarnika i pieczemy 20 minut, aż będą złociste. Mniej niż na zdjęciu, bo w tym przypadku trochę się zagadaliśmy. Podajemy z ulubionym sosem.

Smacznego!!!













piątek, 14 lutego 2014

Sałatka z rukoli, z łososiem i serem pleśniowym

Za każdym rogiem czają się Walentynki!! Nie jestem przeciwniczką, ktoś miał pomysł wcielił go w życie, brawo!!! Tylko po co to całe święto, skoro kobiety same kupują sobie prezent, a potem idą do skarbnika po kasę? Jeszcze ciekawiej jest jak przychodzi facet i prosi o pomoc w znalezieniu bielizny, na pytanie jakiej? Pada odpowiedź "bez znaczenia, to na prezent". Po co ta cała szopka? Dziewczyna czeka cały rok na odrobinę luksusu, a facet przynosi jej pierwszą lepszą bieliznę i nie ma nawet na tyle fantazji, by wybrać coś co mu się spodoba, żenada. Oczywiście, fajnie jest dostawać prezenty, szkoda tylko, że większość ma taki gest tylko raz w roku i w dodatku z przymusu. Gdzie w tym wszystkim element zaskoczenia, w końcu to ma być święto zakochanych, druga osoba powinna wiedzieć w jaki sposób można sprawić radość, bo nawet zerwany na łące kwiatek bywa wspaniałym przejawem miłości. Zastanawia mnie czy naprawdę trzeba było wyznaczać specjalny dzień, by ludzie mogli okazać sobie miłość, szacunek, by dwoje ludzi chciało spędzić ze sobą czas? Dzień w którym wszystko ma być idealne, bo jak nie to foch staje się nudnym obowiązkiem. Nie rozumiem, jak może sprawiać komukolwiek przyjemność przesiadywanie w zatłoczonym kinie czy restauracji, a już najlepszą opcją są chyba zakupy walentynkowe.WOW! Wszędzie tłumy, nie ma co nawet mówić  o jakiejkolwiek prywatności, chyba, że o to właśnie chodzi, żeby się pokazać, żeby następnego dnia opowiadać o wyjątkowym dniu 14 lutego...Co z tego jeśli każdy inny dzień jest tylko szarą rzeczywistością. Nie mówię tu, że każdego dnia trzeba kupować jakieś prezenty, ale czy nie lepiej niespodziewanie sprawić bliskiej osobie przyjemność, tak po prostu, zaskoczyć nie czekając na specjalny dzień? Przecież każdy dzień spędzony z ukochaną osobą powinien wywoływać uczucie radości i prowokować do działania.
 Oprócz tego, że od poniedziałku trąbią w  radio tylko o jednym, to powiedzieli coś sensownego, a mianowicie " wygraj płytę z filmem, daj żonie na Walentynki niech sobie wieczorem obejrzy, żebyś mógł pójść z kumplami na piwo". Według mnie kwintesencja całej tej szopki jaka wytworzyła się wokół Walentynek. Przypomina mi się Peggy Bundy, której mąż dałby jakiś zbędny gadżet po czym poszedłby z kumplami na piwko, ach ileż w tym romantyzmu, no może przed wyjściem udałoby się jej zaciągnąć go na pięterko :).
Jak za pomocą jedzenia zdobyć to czego się pragnie, bardzo ciekawy artykuł w miesięczniku Kuchnia. Mimi Sheraton w swojej książce kucharskiej mocno podszytej erotyzmem, doradza jakie danie będzie miało najlepsze działanie. Lubię stare książki, mnóstwo w nich żartobliwych opowieści. Tu cytuję za autorką artykułu, a ta z kolei używa tekstu z książki " Mimi Sheraton podaje bardzo konkretnie rady, jak zwabić "ofiarę" do domu , jak przygotować stół, zaplanować menu, co podać, a czego nie: "Kapusta może i nie brzmi sexy, ale mężczyzna o niemieckich korzeniach, przywiązany do wspomnień o kotlecie wieprzowym i kiszonej kapuście, którymi karmiła go kochająca matka, może poczuć nieodparte pożądanie do dziewczyny, która przygotowała dla niego podobną kolację" . Ciekawy przykład i tu pojawia się golonka w kapuście, taki był mój pierwotny zamysł sesji walentynkowej, ale nie podjęłam wyzwania, choć nie mówię, że się nie pojawi. Fotograf zasłużył, by spełnić jego życzenie, więc w marcu szykujcie się na spory kawał tłustego mięcha. Dziś dla odmiany coś lekkiego :)
Gotowanie bowiem nie jest kwestią obowiązku, a przyjemności, jaką sprawiamy sobie i innym, tak samo powinno być z miłością. Tego życzę Wam i sobie :)
Na koniec złota myśl :)
"Pragnienie jedzenia i potrzeba prokreacji są podstawowymi popędami (...)
i z pewnością nie ma zdrowszego sposobu na uwodzenie.
Nawet jeśli nie wypali - przynajmniej zjesz dobry posiłek".
Mimi Sheraton



Sałatka z rukoli, z łososiem i serem pleśniowym
Składniki:
* opakowanie rukoli
* 100 g sera z niebieską pleśnią
* 100 g sera pleśniowego typu camembert
* opakowanie łososia wędzonego na ciepło
  z koperkiem (Biedronka)
* 1 gruszka
* pół awokado
* 7 kulek winogrona
* około 10 sztuk orzechów włoskich w całości         * sos koperkowo- ziołowy Knorra   
* 3 łyżki oliwy z oliwek  
                                                                                        Fot. Piotr Kunc
Przygotowanie:
Myjemy rukolę, odstawiamy na durszlak, aby woda spłynęła. W tym czasie obieramy gruszkę, awokado i kroimy w słupki, albo grubsze plastry, a nawet można wyciąć serca.  Umyte winogrona kroimy na 4 części. Orzechy obieramy z twardej łupiny kroimy na drobniejsze kawałki i prażymy na suchej patelni, około 2 minuty, aż po kuchni rozejdzie się wspaniały zapach. Ser z niebieską pleśnią kroimy w  kostkę, a ser camembert w trójkąciki. Rukolę wrzucamy do miski dodajemy posiekane składniki, łososia rozrywamy palcami, wszystko polewamy gotowym sosem.  Do całości podajemy schłodzone białe wino i grzanki. Raz, dwa i niespodzianka gotowa, a co najważniejsze wcale nie potrzeba do tego Walentynek :)

Smacznego!!!












niedziela, 9 lutego 2014

Cannelloni wg Roberta Makłowicza

 Doskonale pamiętam czasy, gdy nie było internetu i z drżącym sercem oczekiwałam na " Kulinarne podróże Roberta Makłowicza". Serce jak serce, ale najważniejsza była sprawna ręka, kartka papieru i coś do pisania :D. Każdy odcinek zachwycał nie tylko ze względu na smakowite potrawy i ciekawe miejsca, ale przede wszystkim na sposób w jaki było to wszystko przedstawiane. Wiele lat temu spisałam na karteluszku przepis na coś co wydawało mi się, że może być smaczne, wypróbowałam i to był strzał w dziesiątkę. Kilka przeprowadzek i notatki zaginęły, ale pozostał w pamięci smak, który zdecydowanie chciałam odtworzyć i znów poczuć. Odnalezienie przepisu nie sprawiło większych trudności, kilka kliknięć i pojawił się na ekranie, a na ustach zagościł uśmiech. Uwielbiam te momenty, kiedy jem i mruczę sobie coś pod nosem zachwycając się smakiem, a zarazem prostotą dania. Bo jedzenie musi wywoływać emocje, które zapisują się głębiej niż cokolwiek innego, szczególnie, gdy towarzyszą mu fajne wydarzenia. Wtedy po raz pierwszy przygotowywałam mięso z dodatkiem wina i powiem, że nie warto tego robić inaczej! Wino jest idealnym dodatkiem do mięsa, ale o tym chyba nie muszę nikomu mówić.
 Nie jest to takie typowe cannelloni, bo nie używa się tutaj rurek z makaronu, a naleśniki, ale czy to ważne? Wszak najistotniejszym elementem przepisu są walory smakowe, a nie jego nazwa. Poza tym nie widzę problemu, by farsz umieścić w makaronowych rurkach.
 Najśmieszniejsze jest, że gdy przyszło do napisania przepisu na naleśniki był to największy problem :) Nie dlatego, że nigdy ich nie robiłam, a właśnie dlatego, że robię je tak często, że znam konsystencję ciasta.  Jeśli jest potrzeba dosypię mąki, albo doleję mleka. Najważniejsza w pieczeniu naleśników jest patelnia, no i żeby ciasto nie było zbyt rzadkie, reszta to cierpliwość :) I tak najlepsze naleśniki robiła moja babcia, najśmieszniejsze, że robiłyśmy je razem, a ja nigdy nie byłam w stanie powtórzyć tego smaku... Może sukces tkwi w składnikach, mleko prosto od krowy, swojskie jajka i bez użycia miksera. To jest zdecydowanie mój smak dzieciństwa :) Nie nadawałyby się do tego przepisu, bo były na słodko, ale i tak będę o nich myśleć :)



Cannelloni wg Roberta Makłowicza

Składniki: (4-5 sztuk)

Farsz:

* 600 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego)
* 3 gałązki selera naciowego
* 1 cebula
* 5 ząbków czosnku
* 1 puszka pomidorów z puszki
* 2 łyżki oliwy z oliwek
* 1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina                       Fot. Piotr Kunc
*  2 średnie liście laurowe
* 1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
* sól
* świeżo zmielony pieprz

Sos beszamelowy:

* 1 łyżka mąki
* 1 łyżka masła
* 1/2 litra mleka
* 100 g parmezanu
* liść laurowy
* gałka muszkatołowa
* sól
* pieprz

Naleśniki: (5-6 sztuk)

* 100 g mąki pszennej
* 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
* 1 jajko
* 100 ml mleka
* 50 ml wody mineralnej gazowanej
* szczypta soli
* olej do smarowania patelni


Dodatkowo: 

* 200 g  mozzarelli

Przygotowanie:

Naleśniki: Do miski wsypujemy przesianą mąkę, wbijamy jajka i dolewamy mleko, wodę i sypiemy szczyptę soli. Całość miksujemy, jeśli ciasto jest za rzadkie możemy dosypać mąki, a jeśli za gęste dolewamy wody.Odstawiamy na 30 minut, choć jeśli czas na to nie pozwala możemy smażyć od razu. Najlepiej przygotować ciasto przed farszem.  Patelnię delikatnie smarujemy olejem i smażymy cienkie naleśniki. Powinny być raczej blade. Dodatek mąki ziemniaczanej sprawia, że naleśniki są sprężyste i nie rozpadają się przy zawijaniu.

Farsz: Kroimy cebulę w kostkę wrzucamy na rozgrzaną patelnię, gdy będzie już ładnie podsmażona, dorzucamy przeciśnięty czosnek i podsmażamy kilkanaście sekund, tak by czosnek nadał smaku oliwie, a jednocześnie, żeby się nie przypalił, bo będzie gorzki. Do całości dodajemy mięso i mieszamy, tak by cebula nie została na dole, bo się spali.Kiedy mięsko już nabierze koloru dodajemy pomidory i drobno posiekane gałązki selera (dodaję też kilka liści, ale po usmażeniu wyjmujemy je i zostawiamy tylko łodyżki). Wszystko dokładnie mieszamy i dodajemy wino, liść laurowy, sól, pieprz i paprykę. Jeśli mięso mielone jest z opakowania, pamiętajmy,że jest już słone. Całość powinna się dusić, aż do odparowania płynu i wytworzenia się gęstego sosu. Nie zapominajmy też o mieszaniu od czasu do czasu, żeby nie przywarło.
Sos beszamelowy: Masło topimy w rondelku, dodajemy mąkę i robimy zasmażkę. Następnie zdejmujemy z ognia dodajemy zimne mleko i dokładnie mieszamy. Wstawiamy ponownie na ogień i zagotowujemy do czasu, aż sos zgęstnieje.Dorzucamy parmezan i powstaje wspaniały jednolity i gęsty sos serowy.
Naleśniki nadziewamy przestudzonym farszem, zawijamy jak krokiety, ale trochę większe. Zawsze dopasowuję wielkością do szerokości formy do zapiekania. Do farszu można też dodać surowe jajko( tak jest w oryginalnym przepisie), choć tym razem tego nie zrobiłam. Na pewno będzie bardziej zbite. Formę smarujemy masłem, na dno dajemy trochę sosu beszamelowego, na nim układamy naleśniki z farszem i całość zalewamy sosem. Na naleśnikach układamy plastry mozzarelli. Zapiekamy około 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (funkcja góra dół). Po wyjęciu posypujemy słodką papryką i podajemy :)

Smacznego!!!

wtorek, 4 lutego 2014

Brownie z OREO

Zrobiło się u mnie trochę czekoladowo, a to dlatego, że sesja miała być Walentynkowa. Wyszło jak zwykle, zdecydowanie inaczej, ale fantastycznie. Zwykle z niecierpliwością czekam na efekty naszych sesji jedzeniowych, zazwyczaj są to spontaniczne ujęcia z uśmiechem nr 5. Tym razem zrobiliśmy coś innego, zmysłowego w sam raz do czekolady. W ciastku tym  jest to, co uwielbiam, czyli oreo i mnóstwo czekolady :) I to nie wszystko, bo jest tak proste w przygotowaniu, że wystarczy wyjąć składniki i samo się robi. Tak naprawdę znika szybciej niż można by  pomyśleć. Lubię takie wspaniałości, gdy bez zbędnego trudu osiąga się niezwykły efekt. Jestem przekonana, że kawałek ciasta uraczy największych amatorów słodkości. Ja odpływam bez reszty.
Bardzo lubię, wygodne bluzy czy to z kapturem, czy z szerokim kołnierzem. Fajnie, że są miejsca, gdzie można znaleźć coś oryginalnego, a przy tym świetnego gatunkowo. Najbardziej nie lubię, gdy moja ulubiona rzecz po kilku praniach wygląda jak ściera. CiałoZakrywacz z szyjoOtulaczem, bo taka jest nazwa tej bluzy, w połączeniu ze skórą daje przyjemny efekt. Delikatna, a zarazem wyjątkowo ciepła tkanina sprawia, że nigdy nie zechcesz jej zdjąć. Po więcej zapraszam na Nubee, znajdziecie tam wiele ciekawych propozycji.

BROWNIE Z OREO
                                                  
Składniki:

* 165 g roztopionego masła
* 200 g gorzkiej czekolady
* 3 jajka
* 2 żółtka
* 65 g cukru białego
* 100 g cukru trzcinowego
* 2 łyżki mąki pszennej
* 1 łyżka kakao
* 170 g ciasteczek Oreo połamanych na
   kawałki



Przygotowanie:

Najpierw przygotowujemy czekoladę, na około 20 minut przed miksowaniem jajek. Na garnku z wodą ustawiamy miseczkę wrzucamy połamaną czekoladę i masło i mieszamy aż do rozpuszczenia. Jajka, żółtka i oba rodzaje cukru ubijamy na puszysty krem, na najwyższych obrotach miksera. Następnie do ubitego kremu jajecznego dodajemy schłodzoną masę czekoladową i delikatnie miksujemy. Na koniec przesiewamy mąkę i kakao, dodajemy połamane ciasteczka oreo (6 zostawiam do udekorowania wierzchu). Całość delikatnie mieszamy szpatułką. Formę o wymiarach 20cm x 20 cm wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy masę czekoladową, a wierzch posypujemy ciastkami. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20-25 minut. Nie muszę chyba pisać, co robimy później :D

Smacznego!!! 










                                                               Fot. Piotr Kunc

 



poniedziałek, 3 lutego 2014

Fondant z lodami

Ostatnio niewiele czasu poświęcałam tej stronie. Wracam, trochę będzie o kucharzeniu, a raczej o czekoladce, która jest najlepsza na wszystko :) W trakcie pieczenia było dość ciekawie, zrobiliśmy sesję portretową, co wymagało ode mnie sporo pracy. Miałam być poważna, ale jak? To jakby nie ja, ale trzeba sprostać wyzwaniom i próbować. Dziś chyba miałabym świetną minę do tej  gry. Jak przewrotne jest życie, jednego dnia chce się śpiewać i krzyczeć z radości, następnego już serce pęka. Nie wie nikt, co się może stać...jednak w najgorszych chwilach czekolada przynosi odpowiedź. Połączenie gorącego ciastka, płynnej czekolady i lodów, mniam. Ratunek dla ciała i ducha. Proste, czekoladowe ciastko, a sprawia tyle radości.  Latem dodaję jeszcze jagody, albo malinki.

FONDANT Z LODAMI

SKŁADNIKI:
( na 4 kokilki)

* 160 g gorzkiej czekolady
* 160 g masła
* 6 łyżek cukru
* 2 płaskie łyżki mąki
* 2 całe jajka i 1 żółtko

Dodatkowo:

* 4 gałki lodów
* owoce

Przygotowanie:

Zaczynamy od rozpuszczenia czekolady. Na rondelku z wodą stawiamy miseczkę, do której wkładamy połamaną czekoladę i rozpuszczamy, potem dodajemy masło i mieszamy aż się rozpuści. W oddzielnej misce miksujemy jajka, żółtko i cukier na wspaniały puch. Do pianki dodajemy roztopioną, lekko przestudzoną czekoladę z masłem, delikatnie miksuję. Na koniec dodajemy przesianą mąkę i delikatnie mieszamy. Przelewamy masę do dobrze nasmarowanych masłem kokilek lub formy na muffiny. Pieczemy w 200 stopniach przez 10 minut i szybko wyjmujemy, delikatnie przekładamy na talerzyk. Dorzucamy gałkę loda,  owoce i nie zastanawiamy się ani chwilę, tylko jemy, bo najważniejsza jest przyjemność i wspaniałe samopoczucie:)

Smacznego!!!








                        
                                                     Fot. Piotr Kunc


niedziela, 26 stycznia 2014

Sernik świąteczny z pierniczkami

Witam wszystkich w 2014 i życzę wszystkiego najlepszego, spełnienia  wszystkich marzeń, a przede wszystkim  zdrowia :D. Nadszedł czas, by nadrobić zaległości. Dawno mnie tu nie było, bo przecież okres świąteczny nie sprzyja przesiadywaniu przy kompie. Niestety gdy już znalazłam czas, mój komp chyba został zainfekowany i dopóki jakaś dobra duszyczka mnie nie wesprze, posty muszą poczekać...
  Ciągle nie mogę uwierzyć, że kiedyś nie lubiłam serników, ale podobno co 7 lat zmienia się gust, a... i jeszcze charakter pisma hehe. Dlatego jeśli akurat zmieniły się Wasze preferencje, pomyślcie czy przypadkiem nie minęło 7 lat? Z ogromną dawką humoru traktuję to wytłumaczenie, ale jak zwykle, gdy brak słusznego, można sięgnąć po takie umowne. Sernik, który mam zamiar zaprezentować, będzie idealnym pomysłem na świąteczny deser (choć dopiero w przyszłym roku), a dla tych, którzy jak ja uwielbiają pierniki, świetnie sprawdzi się jako drobna uczta, zawsze gdy tylko pojawi się ochota :) Każdy sposób jest dobry, by sprawiać sobie przyjemnostki. Dla mnie pieczenie ciasta czy gotowanie, to świetny sposób na relaks i dobrą zabawę. To, że czasem padam z nóg, nie ma najmniejszego znaczenia, gdy siadam z kawałkiem ciasta i wiem, że to ten smak!
Zrobienie karmelu może sprawić większe trudności, ale nie ma co się przejmować, jeśli w pewnym momencie cukier zrobi się suchy. Przez chwilę się zestresowałam, ale dolałam odrobinę wody i chyba wyszło dobrze, a na pewno smacznie :) Trudno czasem ocenić, jaki smak coś powinno mieć, skoro nie jadło się oryginału. Dlatego dla mnie priorytetem jest smak jaki czuję tu i teraz:)


Sernik świąteczny z pierniczkami  

Składniki:

Spód:

* 300 g pierniczków bez nadzienia lub ciastek
   korzennych
* 120 g masła
* 1,5 łyżeczki przyprawy do piernika

Masa serowa:

* 800 g tłustego twarogu zmielonego 3-krotnie może też być dobrej jakości  twaróg sernikowy
* 3 jajka
* 2/3 szklanki mleka skondensowanego słodzonego ( zamiast mleka skondensowanego można dać 200 ml
   śmietanki kremówki 30% nieubitej i 1/2 szklanki cukru pudru)
* 1/2 szklanki płynnego miodu
* skórka otarta z 1 średniej, sparzonej pomarańczy
* 1 łyżeczka aromatu rumowego
* 1 łyżka przyprawy do piernika
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej lub budyniu waniliowego

Dodatkowo:

* 200 g pierniczków alpejskich z nadzieniem
* frużelina wiśniowa, lub konfitura wiśniową

Polewa:

Czekolada do polewy:

* 200 g gorzkiej lub mlecznej czekolady
* 100 ml śmietanki kremówki
* 1 łyżka oleju słonecznikowego
* szczypta cynamonu

Sos karmelowy do polewy:

* 1/2 szklanki brązowego cukru (najlepiej muscovado)
* 60-80 ml śmietanki kremówki

Przygotowanie:

Spód:

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Spód tortownicy o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do wypieków, boki natłuścić.
Pierniczki, bądź jeśli używamy ciasteczek korzennych wkładamy do blendera i kruszymy w drobny mak. Jeśli nie posiadamy akurat blendera, możemy fajnie spożytkować energię. Ciasteczka wkładamy do woreczka, bierzemy wałek, albo tłuczek i rozdrabniamy na malutkie okruszki. Roztapiamy masło i dodajemy do pokruszonych ciasteczek. Można też użyć czekoladowych herbatników i dodać łyżeczkę przyprawy do ciasteczek korzennych lub przyprawy piernikowej. Tak przygotowaną masą wykładamy dno tortownicy i wkładamy na czas przygotowania masy serowej.

Masa serowa:

Pamiętajmy, że składniki masy serowej powinny mieć temperaturę pokojową.
Wszystkie składniki masy mieszamy ze sobą  na najmniejszych obrotach, aby nie dostało się zbyt wiele bąbelków powietrza. Połowę masy serowej wylewamy na ciasteczkowy spód, następnie układamy pierniczki jeden obok drugiego i na koniec wylewamy pozostałą część masy. Jeżeli pierniczki będą próbowały wydostać się na powierzchnię wystarczy wcisnąć je pod masę. Przez 10 minut pieczemy w temperaturze 180 stopni. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 140 stopni i piec jeszcze 50 minut, do czasu, aż wierzch wyraźnie się zetnie. Studzimy w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach, a następnie na całą noc wstawiamy do lodówki.

Polewa:

Najpierw karmelizujemy cukier, a więc dodajemy do niego 2-3 łyżki wody. Karmel nie powinien całkowicie zastygać, a raczej powinien przybrać  postać ciągutka. Cukier najpierw się rozpuści potem  zlepi się w kryształki, by na koniec znów mógł się rozpuścić. Nie doczekałam i dodałam odrobinę wody :) Ciemny muscowado jest zdecydowanie lepszy do karmelizowania. Kiedy karmel uzyska odpowiednią konsystencję dodajemy powoli śmietankę, ale mieszamy bardzo intensywnie, aż cukier się rozpuści, a sos nieco zgęstnieje. Sos odstawiamy aby przestygł.
W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. Miskę ustawiamy na garnku z gotującą się wodą. Miska nie powinna dotykać wody, należy uważać aby para i woda nie dostały się do miski, bo czekolada zgęstnieje.Rozpuszczoną czekoladę odrobinę studzimy i dodajemy do wystudzonego sosu karmelowego i dokładnie mieszamy. Jeszcze ciepłą czekoladą polać ciasto, równomiernie rozprowadzić i odstawić do przestygnięcia. Dopiero wtedy można włożyć do lodówki, a potem smakować, bo ta wyszukana dawka słodyczy ucieszy nawet najbardziej wybredne podniebienia :)

Smacznego!!!








sobota, 28 grudnia 2013

Ciasteczka "Guziczki"

Delikatne, kruche w sam raz na kęs, albo nawet kilka kęsów :) Sama boję się tego o czym piszę, wszystko niby na kęs, a potem znów trzeba rozważać każdą dodatkową czekoladkę, ale czymże byłoby życie bez odrobiny przyjemności? Jak powstrzymać się, gdy te  ciastka tak pięknie się prezentują? Podobnie sprawa ma się z wyprzedażami, szafa pęka w szwach, ale zawsze pojawi się coś, co muszę mieć. Choroba? Pocieszam się, że nie jestem osamotniona, ale jak powiedzieć sobie "nie"? Przecież ten sweter jest taki piękny. Czy Wy też wpadliście w wir wyprzedażowych zakupów? Czasem mam wrażenie, że ludzie kupują, żeby tylko kupić, bo przydałoby się coś nowego, bo mam chandrę, bo koleżanka ma to i ja potrzebuję, bo... Nasuwają się setki różnych wytłumaczeń. Jedno jest pewne, każda z nas chce wyglądać pięknie i jeśli przy okazji poprawimy sobie humor, to czemu nie zaszaleć? Tylko oczywiście z umiarem :)


Ciasteczka "Guziczki"               


Składniki:

* 30 dag mąki
* 20 dag masła
* 3 zółtka
* 250 ml śmietany 18 %
* szczypta soli

 
Beza:

* 2 białka
* odrobina soli
* 20 dag cukru pudru

Dodatkowo:

* kolorowe cukierki


Przygotowanie:

 Na stolnicę wysypujemy mąkę dodajemy masło i siekamy do czasu, aż powstaną grudki. Następnie dodajemy żółtka, śmietanę i szczyptę soli. Całość zagniatamy, jeśli ciasto będzie za gęste można dodać więcej śmietany, a jeśli za rzadkie, podsypujemy mąką. Odstawiamy do lodówki minimum na 2 godziny, ale najlepiej na całą noc.
Do białek dodajemy odrobinę soli i miksujemy,  po czym stopniowo wsypujemy cukier puder. Ciasto wałkujemy i wycinamy kieliszkiem guziczki. Układamy łyżeczką bezę i posypujemy kolorowymi cukiereczkami. Pieczemy 15-20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Smacznego!!!



czwartek, 26 grudnia 2013

Ciasteczka drożdżowe

Kolejny przepis na ciasteczka, również idealne do podjadania. Stół pełny, pozycja leżąca i nic tylko trenuję mięsień dwugłowy ramienia, dobre i tyle. W tle romantyczne świąteczne filmy z happy endem. Idealnie, czasem potrzeba takich dni. Cieszmy się zatem czasem spędzonym z rodziną, z najbliższymi, bo te chwile naprawdę warto zapamiętać. Choć schemat wieczoru wigilijnego pozostaje od lat taki sam, to emocje nam towarzyszące już nigdy nie są do odtworzenia. Chwila, kiedy znikają wszelkie troski, a w sercu rozbrzmiewa radość. Emilka z roku na rok zaskakuje mnie coraz bardziej, jest coraz starsza, coraz więcej wie i umie, to dzięki niej wszystko wygląda inaczej, piękniej. Z innej strony podchodzę do Świąt, wiele trzeba jej pokazać, wytłumaczyć.  Nawet nie martwi brak śniegu, choć bez wątpienia wtedy byłoby idealnie. Obraz jaki  pamiętam z dzieciństwa. Siedziałyśmy w oknie i wyczekiwałyśmy pierwszej gwiazdki, bo dopiero wtedy mogliśmy zasiąść do stołu. Wokół było pełno śniegu, bałwan stał przed oknem, a po niebie przemykał Mikołaj, choć było widać tylko ślady sań jakie pozostawały wśród gwiazd. Fajnie w tej gonitwie zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie co jest tak naprawdę ważne...

http://www.youtube.com/watch?v=5wqxvTTve7s

Ciasteczka drożdżowe

Składniki:

* 75 dag mąki
* 25 dag smalcu
* 25 dag margaryny
* 3 jajka
* 1 szklanka śmietany
* 5 dag drożdży
* szczypta soli




Przygotowanie:

Margarynę, smalec, mąkę siekamy nożem do czasu aż powstaną grudki. Drożdże rozrabiamy ze śmietaną. Następnie dodajemy całe jajko, dwa żółtka, szczyptę soli i szybko zagniatamy. Wstawiamy na dwie godziny do lodówki, potem wyciągamy porcjami taką ilość, aby wystarczyła na blaszkę. Wałkujemy tak jak ciasto na pierogi i wykrawamy różne wzory. Białka należy roztrzepać widelcem i z jednej strony maczamy ciastka, a potem w cukrze (może też być brązowy i można posypać posiekanymi orzeszkami). Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 15-20 minut, grzanie góra- dół. Z podanych porcji wychodzą 3 duże blaszki ciastek.

Smacznego!!!






Karbowane ciasteczka

Spóźnione, ale pewnie jeszcze się przydadzą, niestety nie było czasu na pisanie. Dobrze, że chociaż zdjęcia udało się pstryknąć. Przecież ciasteczka są idealne do podjadania. Bez dwóch zdań, ewidentnie wciągające, dlatego kto może niech zajada :D. Święta w trakcie, choć niestety coraz bardziej zbliżają się ku końcowi. Co dobre szybko się kończy.  Wigilia, to dla mnie wyjątkowy wieczór, choć tradycyjnie przypominający ten zeszłoroczny, a i dwa lata temu tak było, z resztą jak daleko sięgam pamięcią zawsze ten sam schemat. Wspaniałe chwile, lubię tą powtarzalność, ten jeden wieczór w roku zawsze może wyglądać tak samo.Wspominaliśmy, jak fajnie było, gdy wszyscy czekaliśmy na choinkę pachnącą lasem i na ten moment, gdy w końcu mogliśmy ją przystroić. Rozmowy, prezenty pod choinką i sporo fałszu przy kolędowaniu, ale co tam, kto by się przejmował, gdy wokół tyle radości. Różna jest tylko liczba uczestników, ale tych których już nie ma na zawsze zachowamy w pamięci i we wspomnieniach :D.

Karbowane ciasteczka                                     

Składniki:

* 50 dag mąki tortowej
* kostka masła lub margaryny
* niepełna szklanka cukru pudru
* jedno żółtko
* jajko
* 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie:

Mąkę wysypujemy na stolnicę dodajemy drobno posiekane masło. Wszystko siekamy nożem, aż z margaryny i mąki utworzą się grudki. Dodajemy cukier puder, jajko, żółtko i proszek do pieczenia. Zagniatamy ciasto. Na maszynkę do mielenia mięsa nakładamy specjalną blaszkę do ciastek. Do maszynki wkładamy porcjami ciasto i przepuszczamy przez blaszkę odcinając równej długości ciasteczka. Układamy na wyłożonej pergaminem blaszce. Pieczemy 20 minut w piekarniku nagrzanym do temp. 180 stopni. Gotowe ciasteczka możemy oblać do połowy czekoladą, posmarować marmoladą lub oprószyć cukrem pudrem. U nas są oblane czekoladowym lukrem i posypane orzeszkami.

Smacznego!!







sobota, 21 grudnia 2013

Likier kawowy

Cóż mogę powiedzieć, jest wciągający... Po raz pierwszy zrobiłam go w prezencie mikołajkowym i od tego czasu stale gości w barku :) Trafiłam w końcu w swój gust, no przynajmniej w tej dziedzinie hehe. Na jego korzyść zdecydowanie przemawia czas wykonania, a co najważniejsze nie ma w nim  nic trudnego. Dla porównania, wzięłam się też za likier kokosowy  i tu mnie lekko poniosło. Była opcja łatwiejsza, ale podeszłam ambitnie do tematu i postanowiłam zrobić taki z dodatkiem wiórków kokosowych, błąd. Choć mimo wszystko mam nadzieję, że smak mnie powali. Skusiła mnie też możliwość wykorzystania wiórków do zrobienia trufli, w tym przypadku jedno jest pewne- będą miały moc. Dlaczego marudzę? Otóż wiórki napęczniały i zamiast przelewania (jak to sobie wyobrażałam) będzie wyciskanie, już na samą myśl mam dość. Czasem nie warto być nadgorliwym, a może miło się zaskoczę?
Idealnie się sprawdzi na spotkanie babskie. Najlepiej od razu zrobić  kilka butelek :) Jeśli ktoś jeszcze nie ma pomysłu na prezent, to jest strzał w 10 :). Przepis pochodzi z niezawodnej Kwestii Smaku. Cóż mogę rzec, czekam na książkę z przepisami autorki tego bloga, gdyby takowa się pojawiła nie zawahałabym się ani sekundy nad jej kupnem. Podaję przepis oryginalny plus moje zmiany.


Likier kawowy                                                       


Składniki:

* 200 ml mocnej kawy (około 4-5 espresso)
   zrobiłam w kubku 500 ml, pół kawy na pół
   wody
* 200 g cukru
   dałam 50 g ciemnego brązowego cukru
   muscovado i 150 g cukru białego
* 80 ml spirytusu 95%
   dałam 100 ml








Przygotowanie:

Banalnie proste :D
Zaparzamy kawę, odstawiamy do wystudzenia, najlepiej kilka godzin.Kawę przelewamy do garnka, dodajemy cukier i rozpuszczamy mieszając. Po ostudzeniu dodajemy spirytus, mieszamy i przelewamy do butelki. Najlepszy jest schłodzony, ale nie ma potrzeby trzymania go w lodówce.

 ZDRÓWKO!!



piątek, 20 grudnia 2013

Śledzik lubi pływać...

Okres Bożego Narodzenia, to czas kiedy jest wzmożone zapotrzebowanie na śledzie. Zapewne każdy ma swój sprawdzony przepis, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dorzucić do tego zestawu coś nowego. Tak więc dziś pojawi się u mnie nasz tradycyjny przepis na śledzie w occie, ale... to dopiero początek. Zapewniam, że to na pewno nie koniec, bo mam ogromną ochotę wypróbować jeszcze kilka innych pozycji, o czym chętnie doniosę przy kolejnych wpisach. Jestem przekonana, że pomysły na śledzie przydadzą się również przy okazji prywatki sylwestrowej, nie ma to jak przyjemna zagryzka :).
Również zdjęcia, są w troszkę innym klimacie i tutaj chciałabym bardzo podziękować za udostępnienie miejsca i sprawdzenia się w tak niecodziennych warunkach. Nie było tak jak sobie wymyśliłam, zdjęcia to zawsze improwizacja, nawet jeśli na coś jest gotowy scenariusz i tak wychodzi inaczej. Swoją drogą wielki szacun dla modelek, one muszą się namęczyć, a przy tym niewiele jedzą hehe. Jak można przez pół godziny trzymać śledzia pod nosem i go nie zjeść? Mówię Wam, nie da się!  Najważniejsze to dobrze się bawić, może następnym razem spina będzie mniejsza.
A tymczasem zachęcam do odwiedzenia bardzo fajnego miejsca http://www.schodydonikad.pl/

Śledzie w occie

Składniki:

* 80 dag wymoczonych filetów śledziowych
* 2 szklanki wody
* pół szklanki octu
* 2 łyżki cukru
* szczypta soli
* 3 cebule
* około 2 łyżeczki gorczycy
* 3 listki laurowe
* 4 ziarenka ziela angielskiego
* 3 ziarenka pieprzu

Przygotowanie:

 Filety należy opłukać i pozostawić 2 godziny zalane wodą. Do rondelka wlewamy wodę, dodajemy cukier, szczyptę soli i przyprawy. Całość zagotowujemy i dorzucamy pokrojone cebule (dzielimy je na pół, a następnie kroimy w średniej grubości plastry). Gdy cebula  zmięknie, po ok 10 minutach, dodajemy ocet i po zawrzeniu odstawiamy do całkowitego ostygnięcia. Śledzie można pokroić w grubsze paski,zwinąć w ruloniki, albo włożyć w całości. U nas są one w całości, układamy je w słoiku i zalewamy marynatą. Na dwa dni lądują w lodówce, a potem znikają w mgnieniu oka :)











                                                         Fot. Piotr Kunc

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rogaliki drożdżowe mojej mamy

Nie wiedzieć kiedy, znowu nadeszło Boże Narodzenie. Z każdym dniem coraz bardziej zbliżamy  się do tego wyjątkowego wieczoru, kiedy to mnóstwo jest w każdym z nas ciepła, miłości, serdeczności. Powoli czas zacząć świąteczną krzątaninę w kuchni, pokazać najbliższym jak są dla nas ważni, bo przecież jedzenie zbliża ludzi. Jako pierwsze pojawiają się  ciasteczka. Nie wiem, ile z nich doczeka do świąt, ale chyba lepiej jeść po troszkę niż wszystko jednego wieczoru :D. Poza tym najważniejsze to jakoś rozłożyć sobie te przygotowania, aby w dzień Wigilii nie padać ze zmęczenia, a wręcz przeciwnie móc cieszyć się chwilami spędzonymi z rodziną. Czasem wystarczy kilka sprawdzonych potraw, które wszyscy uwielbiają i na które czekają cały rok, aby zobaczyć uśmiech na twarzy, łezkę wzruszenia.
Rogaliki są najlepsze jeszcze ciepłe. Moje łakomstwo nie zna granic, nigdy nie czekam aż wystygną i zawsze kończę z poparzonym językiem, ale co mi tam. Jak wytrzymać gdy w kuchni roznosi się taki zapach? Mogę spokojnie zabrać się za pisanie, szklaneczka mleka i rogaliki, ach...

Rogaliki drożdżowe
(dwie duże blachy, około 80 rogalików)

Składniki:

* 1 kg mąki
* 14 dag drożdży
* łyżki cukru
* cukier waniliowy
* 4 jajka
* 2 margaryny
* 250 ml śmietany kwaśnej 18 %
* 2 słoiczki powideł (u mnie domowe)
* roztrzepane 1 jako do posmarowania
* cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Przygotowujemy rozczyn. Drożdże rozcieramy z 4 łyżkami cukru dodajemy śmietanę i roztopioną przestudzoną margarynę, wszystko dokładnie mieszamy, najlepiej drewnianą łyżką. Drożdże nie lubią metalu. Do przesianej mąki dodajemy jajka i rozczyn, wszystko wyrabiamy ręką lub mikserem zaopatrzonym w haki, aż do połączenia składników. Z jednolitej masy formujemy kulę, owijamy w folię spożywczą i na 2 godziny wkładamy do lodówki. Odrywamy po kawałku i wałkujemy nasze ciasto, tak aby powstało koło wielkości dużego talerza, dzielimy je na 8 części. Powstają nam trójkąciki, na środek każdego z nich rozsmarowujemy cienką  warstwę powideł i rolujemy zaczynając od zewnątrz, czyli od podstawy trójkąta. Tak zwinięte rogaliki smarujemy roztrzepanym jajkiem. Wstawiamy na 20 minut do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Rogaliki powinny mieć piękny złoty kolor. Po przestygnięciu posypujemy cukrem pudrem, można polać roztopioną czekoladą, albo lukrem.

Smacznego!!!!


`


środa, 11 grudnia 2013

Zupa krem z dyni

   A może dyniowa? Szybka, łatwa i bardzo przyjemna. Choć powiem szczerze, że najbardziej czasochłonne jest obieranie dyni, ale później cała reszta to już tylko i wyłącznie przyjemność. Dyniowa niespodzianka w środku zimy, piękny kolor i imbir sprawiają, że całe ciało ogarnia nieoczekiwane uczucie ciepła i radości. Dla takiej chwili warto dłużej posiedzieć w kuchni, obrać dodatkową dynię, zetrzeć na tarce o grubych oczkach, albo pokroić w kostkę, wrzucić do woreczka lub pojemnika zamrozić i wyciągać gdy tylko przyjdzie ochota. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić z imbirem, bo choć porządnie rozgrzeje, to samo jedzenie może być dość męczące. Najlepszym dodatkiem jak dla mnie były grzanki czosnkowe, jeszcze lepiej podkreśliły smak kremu.
  Jeśli mówię dynia na myśl przychodzi mi Kopciuszek i karoca w jaką się zmieniła... Niestety, mimo usilnych prób, nigdy nie udało mi się uzyskać takiego efektu. Prędzej zamienię Emilkę w Księżniczkę. W zasadzie dopiero od dwóch lat  zajadam się dynią i jeśli kojarzy mi się z dzieciństwem to tylko i wyłącznie przez pestki, i nocne wyprawy na pola dyniowe. Co jakiś czas pojawiały się u nas w ogródku, ale nikt jej nie jadł. Tworzyliśmy potwory, suszyliśmy pestki, a cała reszta szła na zmarnowanie i to w czasach gdy półki sklepowe świeciły pustkami, aż żal. Teraz to wspaniałe warzywo na stałe zagościło w naszym ogródku i na naszym stole, a i bez problemu znajduje się dla niej miejsce w zamrażarce.
Olbrzymia dawka koloru i witamin, szczypta pikanterii, wszystko to sprawia, że ten wspaniały posiłek poprawi nawet najgorszy humor i wspomoże naszą odporność. Do dzieła!!!

Zupa dyniowa

Składniki:

* 1 litr rosołu lub wywaru z warzyw (wraz z
    marchewką i porem)
* 800 g surowej dyni ( obranej i pokrojonej w
   kostkę)
* 2 duże ziemniaki
* cebula pokrojona w kostkę
* 3 ząbki czosnku
* 1 łyżeczka przyprawy curry                                
* około 1 cm korzenia imbiru                                               Fot. Piotr Kunc
* połowa małej papryczki chili
* sól
* pieprz
* cukier
* 4 łyżki oliwy

Dodatkowo:

groszek ptysiowy, grzanki (najlepsze czosnkowe), uprażone pestki dyni + 1 łyżka śmietany...


Przygotowanie:

Dynię  kroimy na mniejsze części i obieramy, a następnie kroimy w kostkę. Na oleju podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę, a gdy już zmięknie dorzucamy czosnek, a następnie pokrojoną w kostkę dynię, ziemniaki, papryczkę chili, starty imbir i curry . Całość  podsmażamy około 10 minut po czym dodajemy do bulionu. Z  przygotowanego wcześniej wywaru zostawiamy marchewkę i  pora. Jeśli korzystamy z gotowego bulionu wówczas marchewkę i białą część pora dodajemy do podsmażenia wraz z dynią i ziemniakami. Gotujemy około 30 minut, aż warzywa będą miękkie. Wszystkie składniki miksujemy do czasu, aż zupa nabierze konsystencji kremu. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem i dorzucamy wybrany dodatek.

Smacznego!!!!











poniedziałek, 9 grudnia 2013

Pralinki z nadzieniem z sera mascarpone

 Post powstał z niewielkim opóźnieniem, bo urodziny już  dawno za mną, ale pozostają najpiękniejsze wspomnienia. Pamiętam jak mówiłam, "dzieci?! nie ma mowy, to nie dla mnie!". Życie jednak płata figle i odkąd Emilka pojawiła się w moim życiu, każdy dzień spędzony z nią jest niesamowity, a ona sama zaskakuje mnie coraz bardziej.  Uwielbiam to, że dzięki niej, łzy w moim życiu pojawiają się tylko w wyniku wzruszenia, albo wszechogarniającego śmiechu. Najwspanialsze uczucie jakiego można doświadczyć to miłość dziecka, taka bezwarunkowa, idealna. Przy okazji urodzin  to Emi  miała największą frajdę, oprócz tego, że wszystkim opowiadała o moich urodzinach to udało jej się w końcu kupić doniczkowy kwiat. Wchodząc do sklepu zawsze biegnie w stronę kwiatów, "mamusiu kup" - słyszę. Kończy się zwykle tak, że podchodzimy do kwiatów, a wszystkie powiędłe, brzydkie czasem gdzieś uchowa się jeden w miarę zdrowy, więc i tak zawsze wracamy z czekoladą :D. Tym razem było inaczej zabrała babcię na zakupy i wyrecytowała listę pt. " dla mamy na urodziny", o dziwo nie dostałam konika :D Oczywiście mogła w końcu kupić swojego upragnionego kwiatuszka i orzeszki pistacjowe, plus kilka innych drobiazgów. Dostałam kwiatka, laurki, a orzeszki trzymała mocno ściśnięte w rączce i pełna radości wykrzyczała, "hura, mogę już zjeść!!!" i zasiadła do swojej uczty. Potem było jeszcze lepiej, bo wymyśliła sobie czekoladki w foremkach, które do tej pory służyły raczej do lodu. Tak to już u nas jest, że Emi podrzuca pomysł, ja go ulepszam i razem tworzymy. Niesamowita jest ta dziecięca wyobraźnia, chyba nigdy nie przestanie mnie to zachwycać.W ten sposób powstały nasze pralinki, które natychmiast wywołują uśmiech, a cieszą tym bardziej, że wykonane są własnoręcznie.Poza tym dzieci uwielbiają malowanie pędzelkiem, całe mnóstwo zabawy dla każdego! Dodatkowo stanowią genialny pomysł na prezent, włożone do tekturowego pudełeczka lub zawinięte w przeźroczystą folię.



                  "Naprawdę silny jest ten, kto potrafi połamać całą tabliczkę czekolady i zjeść 
                   tylko jeden kawałek"
                                                 Judith Viorst

Pralinki czekoladowe z serkiem mascarpone 
(około 40 czekoladek)

Korpus czekoladowy:

* 400 g czekolady mlecznej lub gorzkiej, albo gotowej kuwertury

Nadzienie:

* 250 g serka mascarpone
* 250 g czekolady mlecznej
 opcjonalnie posiekane orzechy laskowe

Przygotowanie:

Nadzienie:

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, czekamy aż trochę przestygnie i dodajemy do serka mascarpone wraz z orzechami, jeśli używamy. Całość dokładnie mieszamy i odstawiamy do wystygnięcia.

Korpus czekoladowy:

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (miseczka włożona do garnka z gotującą się wodą). Miseczkę zabieramy, z garnka, zwykle gdy pozostają jeszcze malutkie cząsteczki czekolady i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Pędzelkiem  dokładnie rozprowadzamy  czekoladę na ściankach foremek, pozostawiamy około 15 minut w temperaturze pokojowej, po czym wkładamy do lodówki by czekolada stwardniała. Po 10 minutach wypełniamy schłodzonym kremem mascarpone i pamiętamy, by  zostawić trochę miejsca na warstwę czekolady, którą musimy zamknąć pralinkę. Przez 30 minut zostawiamy czekoladki w temperaturze pokojowej i na koniec wkładamy nasze arcydzieła do lodówki. Pralinki wyciągamy podobnie jak kostki lodu, choć zdecydowanie delikatniej. Widok jest piękny, ale nie trwa długo, bo czekoladki znikają w tempie ekspresowym!!!

Smacznego!!!