Post powstał z niewielkim opóźnieniem, bo urodziny już dawno za mną, ale pozostają najpiękniejsze wspomnienia. Pamiętam jak mówiłam, "dzieci?! nie ma mowy, to nie dla mnie!". Życie jednak płata figle i odkąd Emilka pojawiła się w moim życiu, każdy dzień spędzony z nią jest niesamowity, a ona sama zaskakuje mnie coraz bardziej. Uwielbiam to, że dzięki niej, łzy w moim życiu pojawiają się tylko w wyniku wzruszenia, albo wszechogarniającego śmiechu. Najwspanialsze uczucie jakiego można doświadczyć to miłość dziecka, taka bezwarunkowa, idealna. Przy okazji urodzin to Emi miała największą frajdę, oprócz tego, że wszystkim opowiadała o moich urodzinach to udało jej się w końcu kupić doniczkowy kwiat. Wchodząc do sklepu zawsze biegnie w stronę kwiatów, "mamusiu kup" - słyszę. Kończy się zwykle tak, że podchodzimy do kwiatów, a wszystkie powiędłe, brzydkie czasem gdzieś uchowa się jeden w miarę zdrowy, więc i tak zawsze wracamy z czekoladą :D. Tym razem było inaczej zabrała babcię na zakupy i wyrecytowała listę pt. " dla mamy na urodziny", o dziwo nie dostałam konika :D Oczywiście mogła w końcu kupić swojego upragnionego kwiatuszka i orzeszki pistacjowe, plus kilka innych drobiazgów. Dostałam kwiatka, laurki, a orzeszki trzymała mocno ściśnięte w rączce i pełna radości wykrzyczała, "hura, mogę już zjeść!!!" i zasiadła do swojej uczty. Potem było jeszcze lepiej, bo wymyśliła sobie czekoladki w foremkach, które do tej pory służyły raczej do lodu. Tak to już u nas jest, że Emi podrzuca pomysł, ja go ulepszam i razem tworzymy. Niesamowita jest ta dziecięca wyobraźnia, chyba nigdy nie przestanie mnie to zachwycać.W ten sposób powstały nasze pralinki, które natychmiast wywołują uśmiech, a cieszą tym bardziej, że wykonane są własnoręcznie.Poza tym dzieci uwielbiają malowanie pędzelkiem, całe mnóstwo zabawy dla każdego! Dodatkowo stanowią genialny pomysł na prezent, włożone do tekturowego pudełeczka lub zawinięte w przeźroczystą folię.

"Naprawdę silny jest ten, kto potrafi połamać całą tabliczkę czekolady i zjeść
tylko jeden kawałek"
Judith Viorst
Pralinki czekoladowe z serkiem mascarpone
(około 40 czekoladek)
Korpus czekoladowy:
* 400 g czekolady mlecznej lub gorzkiej, albo gotowej kuwertury
Nadzienie:
* 250 g serka mascarpone
* 250 g czekolady mlecznej
opcjonalnie posiekane orzechy laskowe
Przygotowanie:
Nadzienie:
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, czekamy aż trochę przestygnie i dodajemy do serka mascarpone wraz z orzechami, jeśli używamy. Całość dokładnie mieszamy i odstawiamy do wystygnięcia.
Korpus czekoladowy:
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (miseczka włożona do garnka z gotującą się wodą). Miseczkę zabieramy, z garnka, zwykle gdy pozostają jeszcze malutkie cząsteczki czekolady i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Pędzelkiem dokładnie rozprowadzamy czekoladę na ściankach foremek, pozostawiamy około 15 minut w temperaturze pokojowej, po czym wkładamy do lodówki by czekolada stwardniała. Po 10 minutach wypełniamy schłodzonym kremem mascarpone i pamiętamy, by zostawić trochę miejsca na warstwę czekolady, którą musimy zamknąć pralinkę. Przez 30 minut zostawiamy czekoladki w temperaturze pokojowej i na koniec wkładamy nasze arcydzieła do lodówki. Pralinki wyciągamy podobnie jak kostki lodu, choć zdecydowanie delikatniej. Widok jest piękny, ale nie trwa długo, bo czekoladki znikają w tempie ekspresowym!!!
Smacznego!!!
Najlepsze życzenia :)
OdpowiedzUsuńA czekoladki wyglądają cudownie :)
Dziękuję :)
Usuń