sobota, 28 lutego 2015

Cebularze

  Kolejny przepis z cyklu "Wypiekanie na śniadanie". Za cebularze chciałam się zabrać już jakiś czas temu, ale zawsze było coś ważniejszego. Lubię tę akcję, te spotkania przy piekarniku i przy jednym przepisie. Szczególnie dlatego, że motywują mnie do zrobienia czegoś o czym nawet bym nie pomyślała, albo na co zwykle nie miałam czasu. Przepis przygotowali dla nas Paweł i Magda, coś prostego i niezwykle pysznego.
  Moich cebularzy nie wyszło aż 15, po pierwsze zrobiłam zbyt twarde ciasto, uparcie chciałam trzymać się przepisu, a dodatkowo nie chciało mi się podgrzewać mleka, w tym chyba tkwił największy problem. Pewnie wyszłyby bardziej puchate. No i czas pieczenia, zwykle ten pierwszy raz stoję przy piekarniku i pilnuję, ale coś mnie oderwało...  Znalazłam jeszcze jeden minus własnej pracy, pominęłam w składnikach jajko, dzięki któremu pewnie nie trzeba dodawać więcej mleka. Niemniej jednak byłam zachwycona, bo skórka była przyjemnie chrupiąca do tego mak, pychaaa!!! Chyba nie dospałam i od początku szło nie tak jak powinno. Już w trakcie przygotowywania składników pojawił się problem. Rzuciłam okiem do lodówki, hmm nie ma mleka... Nie chciało mi się wychodzić, ale szybka mobilizacja i już wracałam zadowolona ze sklepu, a żeby było śmieszniej po powrocie znalazłam mleko w lodówce, ono cały czas tam było...  Co do cebuli to miałam  już wczoraj zabrać się za pieczenie, ale gdy doczytałam przepis do końca zobaczyłam, że na cebulę potrzebuję 2 godziny... dużo, ale warto!!! Smak cebulki rewelacyjny. Na niektórych plackach dodałam też pod cebulę trochę startego sera i ta wersja smakowała mi bardziej.
 Ciasto nie było gliniaste, ale nie było też tak puszyste jak powinno,choć według mnie do szklanki mleka pasowało idealnie. Dużo zależy od mąki której używamy i czasem po prostu jest potrzebne więcej wody, albo mleka, aby ciasto było elastyczne. Dlatego też zwykle lubię ten pierwszy raz, bo wiem co zrobiłam źle lub co warto poprawić, ulepszyć. Zdarza się jednak i tak, że coś nie wyjdzie już tak dobre jak za pierwszym razem. Choć tak naprawdę nie wiem czy w tym zestawieniu rzeczywiście wolałabym zjeść mięciutkie ciasto.Nawet Emilka, która zwykle zostawia końcówki z pizzy tym razem zjadła wszystko - bo ta skórka i mak są takie dobre!!! Dla niej zrobiłam środek z sera, pieczarek i szynki.  Po rozmowie z wujkiem stwierdziła, że mi pomoże, bo jego córeczka im zwykle pomaga. Super, bo to oznacza, że wraca do zdrowia. We dwójkę zawsze przyjemniej się pracuje, w dodatku pojawiają się różne pomysły :D
Wygląda na to, że cebularze  wymagają powtórki, myślę, że wszystkim ten pomysł się spodoba hehehe :D

Cebularze               


Składniki:

NA FARSZ:
* 5 dużych cebul
* 6 łyżek oleju
* 1 łyżeczka soli
* 4 łyżeczki maku

NA CIASTO:
* 500 g maki
* 15 g suchych drożdży 

   (albo ok. 40-50 g świeżych)
* 2 łyżeczki cukru
* 1 jajko
* 1 szklanka letniego mleka
* 2 łyżeczki soli                        

* 60 g masła lub margaryny


Dodatkowo:

* 1 jajko do posmarowania

* 4 plasterki szynki prosciutto 
* starty ser




Przygotowanie:


Cebulę kroimy w grubą kostkę, dodajemy sól, mak, olej i dusimy na patelni pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez około 2 godziny. Taki długi czas duszenia jest potrzebny żeby wydobyć całą słodycz z cebuli.

Masło rozpuszczamy i wystudzone mieszamy z resztą składników na ciasto i zagniatamy. Następnie odstawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie formujemy około 15 placków, robimy dnem szklanki wgłębienie na środku. W tym wgłębieniu kładziemy ser jeśli używamy, 1-2 łyżki cebuli, a brzegi smarujemy roztrzepanym jajkiem. Odstawiamy do wyrośnięcia na 30 minut, następnie pieczemy 20-25 minut (po 15 minutach warto sprawdzić jak wyglądają )w temp. 180 stopni.

Smacznego!!!


Razem ze mną wypiekali:

Agnieszka z Aga w kuchni
Patryk z Cook
Bożena z Moje domowe kucharzenie
Nina z  Gotuj - Sam
Bernadeta z Mój kulinarny pamiętnik
Iwona z bloGotowanie z pasją
Paulina z Smaczne przepisy
Dorota z Moje Małe Czarowanie
Kasia z Ulubione przepisy
Marzena z Kulinarne Szaleństwa Maniusi


  

czwartek, 26 lutego 2015

Quesadilla z kurczakiem i brokułem

  Quesadilla nazywana przez Emilkę pizzą gości u nas dość często. Zwykle jest to wersja z serem, parówkami, albo kurczakiem, wiadomo dla kogo. Zaczęło się, gdy Emi była jeszcze mała i nie jadała prawdziwej pizzy, a ciągle zastanawiało ją co jem.. Pewnego dnia podkradła mi trójkącik z talerza,najpierw jeden, potem drugi. Ta pizza jest pyszna!!! Nadała swoją nazwę i korzystamy z niej do dziś. Zawsze gdy opowiada co jadła na śniadanie pojawia się pytanie, co to za pizza z patelni? :)
Quesadilla to dwa placki tortilli pomiędzy które wrzucamy nadzienie - ser i dowolne dodatki. Uwielbiam takie śniadania!!! Przede wszystkim dlatego, że są szybkie, smaczne i bardzo w moim guście!!

Quesadilla z kurczakiem i brokułem 
(2 porcje)


Składniki:

* 4 placki torttilli
* 1 pierś z kurczaka
* 6 różyczek brokułu
* 20 dag żółtego sera
* zioła prowansalskie
* przyprawa do gyrosa






Przygotowanie:

Różyczki brokułu myjemy i wrzucamy do posolonej wrzącej wody na około 2 minuty. Następnie przestudzone kroimy na mniejsze kawałki. Myjemy pierś z kurczaka kroimy w kostkę, posypujemy przyprawą do gyrosa i podsmażamy. Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach. Na suchą rozgrzaną patelnię dajemy jeden placek tortilli sypiemy ser, szczyptę ziół prowansalskich, kurczaka i brokuły. Delikatnie posypujemy jeszcze serem i przykładamy drugim plackiem tortilli. Smażymy na średnim ogniu przez około 3 minuty, aż ładnie się zarumieni, odwracamy na drugą stronę i po kilku minutach zdejmujemy. Kroimy trójkąciki i podajemy z sosem czosnkowym, pomidorowym lub keczupem. Uhmmm jak ja to uwielbiam!!!

Smacznego!!!






niedziela, 22 lutego 2015

Pancakes z Oreo

  Już dawno nie brałam udziału w "Wypiekaniu na śniadanie". Jakoś dziwnie omija mnie sporo wydarzeń. Tym razem były Pancakes z przepisu ze strony Moje Wypieki. Przepis prawie idealny jak poprzedni, a jednak inny. Te poprzednie bardziej mi smakowały. Nie mówię nic na temat nutelli, której tym razem nie dodawałam, na 40 dni porzuciłam czekoladę i batoniki. Jednak te poprzednie zajadałam na sucho i nie mogłam się powstrzymać, a tym razem jakoś mnie nie porwały. Różnica wynika jedynie z ilości jajek, możliwe, że ma to jakieś znaczenie. Plusem natomiast jest to, że wypróbowałam dodatek ciastek oreo. Chciałam sprawić przyjemność Emilce, jakoś ubarwić jej dzień, bo dopadła ją grypa i leżała dwa dni z wysoką gorączką Dziś jest już lepiej, apetyt powoli wraca. Założyła mój sweter i leży w nim w łóżku, twierdzi, że w nim choroba jej szybciej przejdzie :*
Wracając do pancakes zabarwiłam je też na czerwono i zielono dodając barwnik spożywczy w płynie. Nie podam dokładnie ile, bo wszystko zależy od intensywności jaką chcemy otrzymać.
Uciekam, bo czeka na mnie Emilka i Kraina Lodu, którą oglądam od trzech dni :) Ach czego nie robi się z miłości :D


Pancakes z Oreo
                       
Składniki:


* 2 szklanki mąki pszennej, przesianej
* 2 jajka
* 1,5 szklanki mleka
* 75 g rozpuszczonego masła
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* 3 czubate łyżki cukru
* szczypta soli

* 11 ciasteczek oreo, ja użyłam Orito

 





Przygotowanie:

Przesianą mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Następnie roztrzepane jajka łączymy z mlekiem i masłem, dodajemy do mąki. Na koniec dorzucamy pokrojone na kawałki ciasteczka i mieszamy łyżką. Małą chochelką lub łyżką nakładamy na suchą patelnię ciasto tworząc niewielkie placuszki. Smażymy na małym ogniu do czasu, aż popękają bąbelki, a placuszek ładnie się zarumieni przez około 2-3 minuty, przewracamy na drugą stronę i po 2-3 minutach możemy już zdejmować.
Smażymy na suchej patelni, podajemy z syropem klonowym, miodem, nutellą lub wedle upodobania.


Smacznego!!! 

Razem ze mną brały udział:
Bożena - Moje domowe kucharzenie
Małgosia - Smaki Alzacji
Monika - Niezapomniane smaki
Agnieszka - Aga w kuchni
Ewa - Kobieta renesansu
Kasia - Mia cucina
Kinga - Małe kulinaria
Magda - Kulinarna piniata
Olga - Cukry proste

Alina - Ala piecze i gotuje

Edyta - Pasja Smaku
Iza - Smaczna Pyza
Dorota -Moje Małe Czarowanie  
Nina - Gotuj-Sam!
 

Dziękuję :D


 









poniedziałek, 9 lutego 2015

Oponki

   Kolejna propozycja z serii Tłusty Czwartek już się zbliża i choć planów miałam co niemiara, to rzeczywistość okazała się bezlitosna. To dopiero mój drugi wypiek, a gdzie jeszcze pączki, albo churros, które planowałam zrobić?? Już raczej nie uda mi się nadrobić zaległości. Chyba najwyższy czas pomyśleć o jakimś dodatkowym oświetleniu, bo moje zdjęcia powstają przy świetle dziennym, którego już nie ma gdy wracam po pracy, a to co powstaje z lampą raczej mnie nie przekonuje :( Dlatego też takie niewielkie ilości przepisów.
   Wracając do oponek, robiłam w zeszłym roku, ale z jakiegoś innego przepisu i niestety nie pamiętam z którego :( W tym roku wypróbowałam przepis z bloga Moje Wypieki i zmieniłam tylko tyle, że dolałam odrobinę wódki. Miały dużo pozytywnych opinii, a czas mnie gonił, spisałam przepis i do roboty, ale... Gdy już wszystko przygotowałyśmy okazało się, że nie mamy mąki, obszukałam wszystkie zakamarki, nigdzie ani śladu. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, że zabraknie akurat mąki. Ubrałyśmy się z Emilką i wyruszyłyśmy do sklepu. Kiedy wróciłyśmy czekała na nas kolejna niespodzianka, zapomniałam schować ser  do lodówki, a mój wszędobylski kot szybko zwąchał okazję. Całe szczęście sera miałam pod dostatkiem :) Kiedy w końcu zabrałam się za oponki, okazało się, że ciasto niespecjalnie chce ze mną współpracować. Było bardzo kleiste, ale czytałam, by nie dodawać za dużo mąki i starałam się trzymać zaleceń. Dlatego, gdy tylko zrobiło się nieco bardziej zbite delikatnie posypałam stolnicę mąką i położyłam na niej kulkę po czym odwróciłam, tak by z każdej strony było obtoczone w mące. Wałek też posypałam mąką i o dziwo dało się rozwałkować, miałam pewne obawy czy się usmażą, ale gdy zaczęły rosnąć pojawił się nawet  uśmiech. Oponki wyszły dość dobre i puszyste, lepsze niż te które robiłam wcześniej, choć wypróbuję jeszcze inne przepisy :)



Oponki                                              


Składniki 
(około 30 sztuk)

* 500 g półtłustego twarogu
   (może być zmielony lub sernikowy)
* 3 jajka
* 3 łyżki kwaśnej śmietany 18%
   (jeśli ser jest mokry lepiej pominąć)
* 3 łyżki cukru
* 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
* 1 łyżeczka sody oczyszczonej
* 2 - 3 szklanki mąki pszennej
* 1 łyżka wódki lub spirytusu

* 1 litr oleju



Przygotowanie:

Do miski wsypujemy 2 szklaki mąki, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Uwaga, bo będzie się kleiło (co denerwuje, przynajmniej mnie). Podczas zagniatania dosypujemy jeszcze mąkę, ale nie więcej niż pół szklanki, bo ciasto wcale nie zrobi się bardziej zbite. Posypujemy stolnicę mąką, tak by po odwróceniu ciasta miało jeszcze troszkę białego puchu na którym legnie wygodnie (ale nie za dużo) i po rozwałkowaniu nie przyklei się do deski. Wałkujemy na placek o grubości około 0,5 cm. Wycinamy kółka przy pomocy szklanki i kieliszka, wrzucamy na rozgrzany olej i smażymy z obu stron na złoty kolor. Wyciągamy i układamy na papierze, by osączyć z tłuszczu. Posypujemy cukrem pudrem, polewamy lukrem lub czekoladą, można posypać orzeszkami lub kolorowymi cukierkami.

 Smacznego!!!






wtorek, 3 lutego 2015

Faworki

Miałam w tym roku poszukiwać idealnego przepisu na faworki, ale te, które teraz wypróbowałam wydają mi się strzałem w dziesiątkę. Różne jadłam, różne robiłam i nie wracam do wcześniejszych przepisów, bo je pogubiłam to raz, a tych które zostały... nie chcę już ponownie wykorzystać. Kiedyś jeszcze na studiach zrobiłam wielką górę faworków i oponek, i wtedy wyszły pyszne, niestety nie zapisałam przepisu, a potem już nie byłam w stanie go odzyskać :( Całe szczęście zostały wspomnienia z fantastycznego wieczoru :)
Przepis z którego korzystałam pochodzi z Moje Smaki Życia. Polecam zrobienie z dwóch porcji, u nas jedna zniknęła błyskawicznie, nawet Emilka schowała się ze swoim talerzykiem i zajadała w ukryciu :)Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że były pyszne. Zaletą faworków jest to, że robi się je expresowo, a jeżeli potrzebujecie jakoś spożytkować nadmiar energii nie ma lepszego sposobu hehhe. Przynajmniej przez 10 minut trzeba uderzać wałkiem w ciasto, ale warto:)

Faworki                            


Składniki:

 * 250 g mąki pszennej
* 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
* 3 żółtka
* 3 łyżki gęstej śmietany 18%
* 1 łyżka masła
* 2 łyżki wódki lub rumu
* szczypta soli
* cukier puder do posypania
do smażenia:
* 250  g smalcu
* 250 ml oleju rzepakowego



Przygotowanie:

Mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia i przesiewamy do miski, dodajemy szczyptę soli. Dokładamy łyżkę masła (dodałam w temp. pokojowej), wbijamy żółtka, dodajemy śmietanę i wódkę, całość zagniatamy, aż wszystkie składniki idealnie się połączą. Następnie energicznie uderzamy wałkiem w ciasto przez 15 minut. W trakcie rozbijania placek składamy na pół i powtarzamy uderzanie, aż zobaczymy pęcherzyki powietrza. Po takiej walce ciasto odstawiamy na godzinę do lodówki, aby sobie odpoczęło.  Wyjmujemy z lodówki i dzielimy na dwie części i jedną z nich przykryć ściereczką, ja włożyłam ponownie do lodówki.  Czytałam, że dobrze tak zrobić, aby nadmiar ciasta nie wysychał. Na stolnicę dajemy ciasto i rozwałkowujemy najcieniej jak się da (ja wolę troszkę grubsze). Jeśli jest taka potrzeba w trakcie wałkowania można podsypać niewielką ilością mąki, choć lepiej tego nie robić (ja nie potrzebowałam). Ostrym nożem lub radełkiem wycinamy paski o szerokości 2,5- 3 cm, długie paski przecinamy na krótsze paski, tak y miały około 6 cm długości i 2,5-3 cm szerokości (mi zawsze wychodzą różne, ale jeśli ktoś robi po raz pierwszy może to troszkę pomóc). W środku każdego paska robimy nacięcie przez które przekładamy jeden koniec ciasta. Nadmiar przygotowanych faworków dobrze przykryć ściereczką. Do garnka dajemy smalec i olej i rozgrzewamy tłuszcz ( dobrze do zrobić podczas wałkowania ciasta). Do gorącego tłuszczu wkładamy faworki i smażymy, aż się ładnie zarumienią. Odwracamy widelcem, a wyjmujemy łyżką cedzakową. Po wyjęciu najlepiej układać na papierowym ręczniku, by odsączyć z nadmiaru tłuszczu. Lekko przestudzone posypać cukrem pudrem, może też być z dodatkiem cynamonu.

Smacznego!!!







sobota, 31 stycznia 2015

Krem dyniowo - pasternakowy

   Mamy jeszcze drobny zapas dyni, dlatego tej zimy, krem dyniowy dość często gości na naszym stole. Nawet najsmaczniejsze potrawy powszednieją, gdy pojawiają się zbyt często. Chciałam już jakiejś odmiany i tu (całkowicie przypadkiem)  w ręce wpadł mi stary dwumiesięcznik "To jest PYSZNE", a w nim przepis na krem dyniowo-pasternakowy. Ten drugi, choć zapomniany ponownie wraca do łask, przede wszystkim ze względu na swoje walory odżywcze. Choć mam go całe mnóstwo w piwnicy, zawsze dodawałam go jedynie do wywaru z zup, a że wygląda jak pietruszka to nawet go nie próbowałam. Teraz, gdy czytam jakie ma działanie zdrowotne, istna bomba witaminowa, zdecydowanie częściej będę po niego sięgać. Poza tym smak zupy zadowolił moje kubki smakowe na tyle, że wypróbuję inne kremy z pasternakiem. Przed spróbowaniem zupy lubię ją najpierw powąchać, podnieść pokrywkę i poczuć przenikający całe ciało zapach, wtedy już wiem czy będzie dobra.
  W tym roku miałam też niezłą przygodę z pasternakiem, otóż aby wyrósł piękny i okazały trzeba powyrywać chwasty i troszkę go poprzerywać. Robiłam to po raz pierwszy, gdy był jeszcze malutki i po raz kolejny, gdy  już podrósł, a że czekało mnie sporo plewienia postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym. Skoro świeciło słońce chciałam się też troszkę opalić, jak się okazało to nie był dobry pomysł. Jak przeczytałam później liście pasternaku mają silne działanie alergizujące. Następnego dnia w yglądałam jak ofiara przemocy, na rękach i nogach pojawiły się bąble jakby ktoś przypalał mnie papierosem. Przez miesiąc schodziły bąble,a potem zostały ciemne przebarwienia, całe szczęście po kilku miesiącach w końcu zeszły. Już więcej nie wybiorę się do plewienia pasternaku, choćby nie wiem jak mało zarośnięty był, no chyba, że założę spodnie i jakieś rękawiczki. Zastanawia mnie jedno, bo przeczytałam, że we Francji dodają młode liście do sałatek czy takie małe nie wywołują alergii?
Podaję przepis jaki był w  gazecie wraz z moimi drobnymi modyfikacjami. Nie miałam już dyni w całości, tylko puree (rozgotowaną dynię, zagotowaną w słoikach) i nie mogłam podpiekać z pasternakiem.

Krem dyniowo - pasternakowy    
( 6-7 porcji)

Składniki:

* 1 dynia (około 1 i 1/2 kg)
   ja dałam 110 dag puree z dyni
* 500 g pasternaku
* 4 gałązki tymianku
   ( dałam 1 łyżeczkę suszonego)
* 1 i 1/2 łyżeczki brązowego cukru
* sól
* świeżo mielony kolorowy pieprz
* 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
* 5 łyżek oliwy z oliwek
* 2 średnie cebule
* 6 ząbków czosnku
* 3 kiełbaski np. śląskie
   ja dałam białe
* 1,5 litra wywaru warzywno - drobiowego
* 2 łyżki pestek dyni

Przygotowanie:

   Dynię kroimy na ćwiartki i łyżką wyjmujemy miąższ. Następnie kroimy na niewielkie kawałki (grusze plastry) i obieramy skórę. Pasternak obieramy i kroimy na 4 milimetrowe plastry. Świeży tymianek myjemy, suszymy i siekamy, ja użyłam suszonego. Żaroodporne naczynie wykładamy papierem do pieczenia (lub blaszkę) rozkładamy na nim pasternak i dynię. Posypujemy tymiankiem, brązowym cukrem solą i pieprzem.  Skrapiamy 3 łyżkami oliwy i pieczemy ok. 45 minut w temp. 175 stopni (termoobieg 150 stopni). Ponieważ ja miałam puree najpierw do naczynia żaroodpornego dałam plasterki pasternaku, posypałam cukrem, solą i pieprzem i piekłam przez 35 minut, potem dodałam puree i wszystko jeszcze wymieszałam i piekłam jeszcze 20 minut. Obieramy cebulę i kroimy w kostkę, następnie zdejmujemy z kiełbaski skórę i kroimy w grubsze plastry Na patelnię dajemy 2 łyżki oliwy, i przez 2-3 minuty podsmażamy kiełbaski po czym zdejmujemy z patelni, a na pozostałym tłuszczu podsmażamy cebulę. Gdy już się delikatnie zeszkli dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i smażymy kilkanaście sekund, do czasu, aż poczujemy uwalniający się zapach czosnku. Warzywa wyjmujemy z piekarnika (można kilka odłożyć do dekoracji) i dodajemy do naszego wywaru warzywno - drobiowego, dorzucamy też cebulkę. Całość zagotować, a następnie zmiksować, doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Krem rozlewamy do miseczek, dodajemy kiełbaski, odłożone warzywa i posypujemy uprażonymi pestkami dyni. Można też dorzucić grzanki czosnkowe :)

Smacznego!!!









piątek, 30 stycznia 2015

Sałatka owocowa z granatem

Kolejna propozycja na wykorzystanie granatu. Sałatka szybka i mocno witaminowa. Wpis też szybki, ale co zrobić jak czas tak szybko ucieka, a jeszcze trzeba zebrać się do pracy. Życzę wszystkim przyjemnego weekendu!!!


Sałatka owocowa  z granatem  
(4 porcje)         


Składniki:

* 1 owoc granatu
* 1 pomarańcza
* 2 banany
* 1 gruszka
* 1 serek pleśniowy (może być z dodatkiem
    orzechów)
* kilka orzechów włoskich (około 10)
* sok z limonki (lub połowy małej cytryny)
* miód lub syrop klonowy
* listki mięty do dekoracji

Przygotowanie:

Granat dzielimy na cztery części, a następnie delikatnie rozchylamy skórę i wyjmujemy łyżeczką ziarenka. To jest dla mnie najprostszy sposób na jego okiełznanie, uwaga na tryskający sok, jest trudny do usunięcia. Nasiona wsypujemy do miski, dodajemy podzieloną na cząstki pomarańcze ( wycinamy wraz ze skórką plasterki podobne do tych gruszki, tylko grubsze, potem nożem odcinamy skórkę, dobrze, żeby był ostry i dzielimy na części). Następnie kroimy banany na plasterki lub półplasterki, ser pleśniowy (kształt dowolny: trójkąciki, kwadraciki) i siekamy orzechy. Wszystko wrzucamy do miski i mieszamy. Gruszkę myjemy i kroimy  na plasterki, które układamy na każdym talerzu i nakładamy sałatkę. Na koniec skrapiamy sokiem z cytryny, polewamy miodem lub syropem klonowym i dekorujemy listkami mięty.

Smacznego!!!!







środa, 28 stycznia 2015

Sałatka z kurczakiem, granatem, rukolą i sosem miodowo-cytrynowym

Sałatka w sam raz na romantyczny wieczór, hmm nawet w pojedynkę :). Szybka w przygotowaniu i równie szybka w pochłanianiu.Lubię takie smakołyki, ach ale czegóż ja nie lubię...? Są takie dania, ale tutaj ich nie znajdziecie!!! Chyba, że odkryję lepszą wersję znienawidzonej potrawy :)



Sałatka z kurczakiem, granatem, rukolą i
 sosem miodowo-cytrynowym
(4 porcje) 

Składniki:

* 1 opakowanie rukoli
* 1 opakowanie sera z niebieską pleśnią
* 1 owoc granatu
* 1 gruszka
* około 10 orzechów włoskich
*  2 piersi z kurczaka
* przyprawa arabska zatar

Sos miodowo- cytrynowy

* 2 łyżki miodu
* 2 łyżki musztardy
* 2 łyżki oliwy z oliwek
* 1 i 1/2 łyżki soku z cytryny
* sól
* świeżo mielony kolorowy pieprz



Przygotowanie:

 Umytą rukolę układamy na talerzu, po dwie garści na każdym, ser kroimy w kostkę rozrzucamy na sałacie i posypujemy posiekanymi orzechami.  Gruszkę kroimy na plasterki i układamy na rukoli.
Piersi z kurczaka obieramy z błonek, najlepiej jeśli nie będą zbyt grube, lepiej się wówczas podsmaża. Jeśli jednak mamy spory kawałek można ją delikatnie rozbić, albo przeciąć w poprzek. Mięso posypujemy delikatnie solą, następnie przyprawą arabską zatar, całość podsmażamy na kilku łyżkach oleju, 3-4 minuty z każdej strony. Można też użyć własnej sprawdzonej przyprawy. Po usmażeniu kroimy pod skosem plastry i układamy na rukoli. Łączymy wszystkie składniki sosu i polewamy przed podaniem sałatki. Możemy podać z grzankami  z serem żółtym lub bagietką, paluszkami grissini, albo focaccią. Taki zestaw możemy też zawinąć w tortillę. Jedno danie, a tyle możliwości :D Zapomniałam o lampce wina :D

Smacznego!!!










wtorek, 27 stycznia 2015

Gozleme ze szpinakiem

  Bardzo lubię tego typu pomysły. Piszą, że jest to chlebek turecki, ale jak to zwykle bywa, są różne jego wersje.  Zniechęca mnie tylko wyrastanie ciasta i wcześniejsza pobudka, o ile ma to być wersja śniadaniowa. Kto czyta moje wpisy ten wie, że nie znoszę wcześnie wstawać i zawsze na to narzekam. Choć jakby dłużej pomyśleć, to nie byłoby takie potworne, gdybym po prostu poszła spać o normalnej porze, ale wieczorem mam swój azyl. Zwykle wtedy mogę poczytać, pomyśleć, czasem coś napisać i obejrzeć film. Choć czasem poranne pobudki należą do bolesnych, to mimo wszystko warto, zwlec się z łóżka i odkryć nowe doznania smakowe. Zwykle, gdy gra jest warta świeczki tzn. śniadanie wprawia mnie w dobry nastrój, to wcześniejsza pobudka okazuje się przyjemnością. Tak jest i teraz. Choć nie obyło się bez wtopy. Pierwsze gozleme, które zrobiłam wyrzuciłam do kosza, o tak i takie rzeczy się zdarzają! Byłam zła, ale jak zwykle ciekawość zwyciężyła i wypróbowałam inny przepis. Rzadko daję za wygraną, choć jeśli na czymś mi nie zależy, odpuszczam bez niepotrzebnego stresu i żalu. Tym razem przepis był dopracowany (pochodzi z bloga Przepisy Kulinarne) i śniadanie zakończyło się sukcesem. Nie pamiętam bloga, z którego korzystałam za pierwszym razem, ale też można mu przypisać pewne zasługi, bo przecież to dzięki niemu postanowiłam przetestować ten przepis. Widziałam też przepisy na ciasto bez drożdży, ale to może innym razem i z innym wnętrzem...
Wiadomo, że świeże dania nie mają sobie równych, ale te tureckie chlebki można  też zabrać na wynos i zjeść w pracy, a jeśli planujemy dłuższy spacer, będą świetną przekąską.


Gozleme ze szpinakiem             

(6 sztuk)

Składniki:

Ciasto:

* 300 g mąki pszennej
* 125 ml ciepłej wody
* szczypta cukru
* szczypta soli
* 10 g świeżych drożdży
* 1 łyża oliwy

Farsz:

* 100 g sera feta
* 100 g liści szpinaku
* 5 listków mięty
* 1 czerwona cebula
* 3 ząbki czosnku
* 5 plastrów wędzonego łososia
* pieprz

Przygotowanie:

Ciasto: Do szklanki wlewamy ciepłą wodę (około 1/4 szklanki) wsypujemy pokruszone drożdże i szczyptę cukru. Wszystko mieszamy, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 10 minut, aż zaczną się pienić.Do miski dajemy mąkę robimy wgłębienie, w które wsypujemy szczyptę soli, wlewamy drożdże i dolewamy pozostałą ciepłą wodę. Całość zagniatamy, wyrabiamy elastyczne ciasto. Miskę natłuszczamy olejem, wkładamy do niej ciasto, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce, aż do wyrośnięcia.
Farsz: Myjemy  i siekamy szpinak. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojoną w piórka cebulę, po kilku minutach dodajemy czosnek i gdy tylko poczujemy uwalniający się zapach, dodajemy szpinak. Smażymy do czasu, aż liście stracą jędrność, dodajemy szczyptę gałki muszkatołowej i mieszamy.  Zdejmujemy z ognia, dodajemy miętę i odstawiamy do wystudzenia. Do przestudzonego szpinaku dodajemy pokrojoną w kostkę fetę, kawałki łososia i doprawiamy pieprzem, jeśli brakuje soli można odrobinkę dorzucić, choć radziłabym nie przesadzać, bo feta i łosoś są już wystarczająco słone.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 4 części, każdą rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach około 20x30 cm i grubości około 3 mm. Na połówkę prostokąta wykładamy farsz ze szpinaku, pozostawiając około 1 cm, by można było dobrze zlepić brzegi. Patelnię rozgrzewamy, delikatnie naoliwiamy i smażymy na średnim ogniu przez 2-3 minuty z każdej strony, aż do zarumienienia. Podajemy z sosem czosnkowym

Smacznego!!!






    niedziela, 25 stycznia 2015

    Pancakes czekoladowe

    Miłośnicy czekolady, tacy jak ja, nie oderwą się od talerza. Do zwykłych pancakes  dodałam czekoladę i kakao-pycha!!! Pewnie mnóstwo kalorii, ale żyję w przekonaniu, że gorzka czekolada jest zdrowa, a nawet ma działanie odchudzające :) Uwielbiam gdy po przekrojeniu placka wypływa czekolada, do pełni szczęścia brakowało mi tylko bitej śmietany, a może lodów? Starość nie radość- zapomniałam kupić, choć może to i lepiej.
    Jeśli tak jak ja uwielbiacie czekoladę, na pewno z przepisu skorzystacie nie tylko jeden raz, a śmiem twierdzić, że zostanie z Wami już na zawsze!!!

    Pancakes czekoladowe                            

    (około 12 sztuk)


    Składniki:

    * 4 jajka (rozmiar M )
    * 340 ml mleka
    * 75 g roztopionego masła
    * 70 g cukru
    * szczypta soli
    * 3 łyżeczki proszku do pieczenia
    * 320 g mąki
    * 3 łyżki kakao
    * 1/2 szklanki posiekanej czekolady lub
       groszków czekoladowych (dałam gorzką i
       dodatkowo kilka kostek białej czekolady)


    Dodatki:

    * bita śmietana
    * owoce
    * syrop klonowy
    * miód
    * dżem
    * nutella

    Przygotowanie:

    Do miski wlewamy mleko, dodajemy jajka, roztopione masło, szczyptę soli, cukier i wszystko miksujemy, po chwili dodajemy przesianą mąkę, kakao, a także proszek do pieczenia. Całość ponownie miksujemy na średnich obrotach, ciasto wychodzi dość gęste. Na koniec dodajemy posiekaną czekoladę i całość mieszamy łyżką. Małą chochelką lub łyżką nakładamy na suchą patelnię ciasto tworząc niewielkie placuszki. Smażymy na małym ogniu do czasu, aż popękają bąbelki,a placuszek ładnie się zarumieni około 2-3 minuty, przewracamy na drugą stronę i po 2-3 minutach możemy już zdejmować. Kwestię podania pozostawiam w Waszych rękach, dopuszczalna jest każda kombinacja. Można nakładać pojedynczo lub stworzyć wieżyczkę, jak kto woli. Dodatki także można dobierać wedle gustu.

    Smacznego!!!




    piątek, 23 stycznia 2015

    Pancakes

    Wypróbowałyśmy z Emilką pancakes z przepisu z bloga ChiliBite, było mnóstwo pozytywnych opinii, dlatego czym prędzej wzięłyśmy się do roboty. Tym bardziej, że kusiła nas wizja dodanych do nich owoców. Emilka ostatnio uwielbia sałatki owocowe, a tym razem był przewidziany dodatek. Wyszły świetne, nie dość, że expresowe wykonanie to jeszcze tyle przyjemności z jedzenia. Pierwsze zjadałyśmy bez dodatków, komentując "wow jakie pyszne!". Każda z nas odrywała po kawałku i żadna nie chciała oddać kolejki :) Uwielbiam ten moment, gdy widzę, że trafiłam w gust mojego wybrednego dzieciaczka :) Najlepsze jest to, że możliwości dodatków są nieograniczone i wszystko zależy od naszej fantazji, a takie śniadanie sprawia, że cały dzień jest piękniejszy. Pyszne puszyste placuszki będą częstym gościem na naszym stole.

    Pancakes   
    (około 12 sztuk)                                    

    Składniki:

    * 4 jajka (rozmiar M )
    * 340 ml mleka
    * 75 g roztopionego masła
    * 75 g cukru
    * szczypta soli
    * 3 łyżeczki proszku do pieczenia
    * 320 g mąki

    Dodatki:

    * bita śmietana
    * owoce
    * syrop klonowy
    * miód
    * dżem
    * nutella

    Przygotowanie:

    Do miski wlewamy mleko, dodajemy jajka, roztopione masło, szczyptę soli, cukier i wszystko miksujemy. Po chwili dodajemy przesianą mąkę wraz z proszkiem do pieczenia i całość ponownie miksujemy na średnich obrotach, ciasto wychodzi dość gęste. Małą chochelką lub łyżką nakładamy na suchą patelnię ciasto. Tworzymy niewielkie placuszki. Smażymy na małym ogniu do czasu, aż popękają bąbelki, a placuszek ładnie się zarumieni, przez około 2-3 minuty, przewracamy na drugą stronę i po 2-3 minutach możemy już zdejmować. Można zjadać pojedynczo lub tworzyć wieżyczkę, jak kto woli. Dodatki można dobierać wedle gustu, a przy okazji uruchomić wodze wyobraźni :)

    Smacznego!!!