niedziela, 27 kwietnia 2014

Sałatka z jajkiem, kurczakiem i brokułem

Wiosenna i kolorowa sałatka, sprawia, że nawet w pochmurny dzień może zaświecić słońce. Jej wykonanie nie wymaga ogromnego nakładu energii, jest szybka, a co najważniejsze przyjemnie się podjada :). Sałatki są świetne na zabicie pierwszego głodu, sprawdzają się na śniadanie,jako przekąska do pracy, na kolację, jednym słowem można je jeść kiedy tylko przyjdzie ochota. Dodatek kurczaka sprawia, że jest ona nie  tylko pożywna, ale też syta. Osobom, które jedzą bardzo dietetycznie i liczą każdą kalorię radzę nie dodawać majonezu, a sałatka i tak będzie pyszna. Sama miewam dni kiedy lubię zjeść coś lekkiego, ale mam i takie kiedy potrzebuję poczuć majonez. Nic na to nie poradzę, lubię sobie dogadzać i z zachwytem spożywać posiłek. Życie jest po to, by czerpać z niego ile się da. Choć dziś nie nadążałam z bieganiem za Emilką, dlatego dobrze, że czasem jest taki "czorcik", który mobilizuje do działania. Po całodniowym spacerze wydawało mi się, że energia gdzieś się ulotniła i, że nie jestem w stanie ruszyć palcem. Emi ma jednak dar przekonywania, na słowa "dość tego, obiecałaś!" pełna mobilizacja, i teraz dopiero czuję zmęczenie hehe. Pewne pokłady energii drzemią gdzieś uśpione, ale łatwiej powiedzieć "zrobimy to jutro", niż ruszyć tyłek. Dlatego dziękuję mojemu dziecku za upór w dążeniu do celu jakim jest pokazanie matce, że może więcej :)

Sałatka z jajkiem, brokułem i kurczakiem

Składniki:

* 1 brokuł
* 4 jajka
* 1,5 piersi z kurczaka
* 30 g migdałów pokrojonych w słupki
* przyprawa do kurczaka

Sos:

* 4 łyżki majonezu
* 2 łyżki mleka
* 2 łyżki jogurtu
* 2 ząbki czosnku
* odrobina koperku
* pieprz
* opcjonalnie szczypta przyprawy tzatziki (do smaku)

Przygotowanie:

Brokuła kroimy na różyczki, wrzucamy do wrzącej, posolonej wody,blanszujemy i wyjmujemy minutach na durszlak. Jajka można ugotować też na półtwardo, ładniej wtedy wyglądają, ale wszystko zależy od preferencji smakowych. Piersi z kurczaka kroimy w kostkę posypujemy przyprawą i odstawiamy na chwilkę, żeby się przegryzło, potem podsmażamy. Migdały wrzucamy na chwilkę na rozgrzaną, suchą patelnię, aż nabiorą złotego koloru i wydobędzie się z nich wspaniały aromat.  Wszystkie składniki sosu mieszamy ze sobą, ja blenduję, sos jest wówczas bardzo puszysty. Do miski wrzucamy na przemian różyczki brokuła, kurczaka, posypujemy migdałami, a na wierzchu układamy pokrojone na ćwiartki jajka, polewamy sosem i zabijamy pierwszy głód :)


Smacznego!!!



środa, 23 kwietnia 2014

Sernik bazyliowy

  Tym razem ogromne zaskoczenie i to właśnie uwielbiam w kuchni. Oczywiście nie jest to efekt moich eksperymentów, a raczej przetestowanie już gotowego przepisu, ale kiedyś i na mnie przyjdzie pora, podobno jeszcze jestem młoda... Według mnie najlepsze przepisy na serniki pochodzą z Kwestii Smaku i właśnie z nich najczęściej korzystam. Każdemu, kto lubi nowe doświadczenia smakowe, polecam zrobienie tego sernika.
  Najczęściej bywa  tak, że upiekę coś i  jako ostatnia próbuję, ale nie mogłam się powstrzymać, musiałam  choć skubnąć. Oderwałam jakiś odstający skrawek, uhm mniam nawet dobre pomyślałam. Uznałam, że nie tylko jest zjadliwy, ale zdecydowanie warto pokazać go innym. Moimi degustatorkami zostały dziewczyny w pracy. Przywiozłam niezbyt dużą porcyjkę na spróbowanie i fajne było to, jak każda po kawałeczku kosztowała. Wspaniałe uczucie, gdy słyszy się pochwały. Co lepsze nawet posmakował mojej mamie, która jak się dowiedziała, że upiekłam sernik z bazylią, zrobiła minę w stylu "coś Ty znowu wymyśliła?". Później przyznała, że nie spodziewała się, że to da się zjeść. Właśnie dlatego tak kusiło mnie upieczenie go, chciałam się przekonać na własnej skórze jaki będzie efekt. Smak bazylii jest zdecydowanie wyczuwalny, ale przy tym bardzo orzeźwiający, do tego cytrynowa śmietana, kiwi i truskawka... hmm wszystko idealnie do siebie pasuje. Czasem sobie myślę, że fajnie byłoby tworzyć nowe połączenia smakowe. Cóż nie pozostaje nic innego jak przesiadywanie w kuchni, bo im więcej się próbuje tym więcej pomysłów się pojawia. Lata prób i błędów,  i powstaną dzieła sztuki kulinarnej :)

Sernik bazyliowy                     

Składniki:

Spód:

* 150 g ciastek kruchych czekoladowych
* 2 łyżki masła

Masa serowa:
(Składniki powinny mieć temperaturę pokojową)

* 500 g twarogu tłustego ( lub dobrego sera sernikowego)
* 500 g mascarpone
* 1 i 1/2 szklanki cukru
* 3 płaskie łyżki mąki pszennej lub ziemniaczanej
* 200 ml śmietanki kremówki 30%
* 2 doniczki bazylii ( z dużą ilością liści)
* 5 jajek

Wierzch:

* 300 g śmietany 12% lub 18% (gęstej, homogenizowanej)
* 1 łyżka cukru waniliowego
* 1 łyżka cukru
* 1 łyżka soku z cytryny
* skórka starta z jednej cytryny

Dodatkowo:

* 2- 3 świeże kiwi
* kilka truskawek

Przygotowanie:

Spód: Tortownicę o wymiarach 24-26 cm wykładamy papierem, przed zamknięciem tortownicy, papier wypuszczamy na zewnątrz (powinien utworzyć spódnicę). Ciastka  kruszymy  na piasek (można blenderem, albo wrzucamy do woreczka i uderzamy tłuczkiem). Dodajemy roztopione masło, przygotowanym ciastem wykładamy dno tortownicy, mocno dociskamy i wkładamy do lodówki.
Masa serowa: Zwykle do serników używam gotowego sera sernikowego firmy Delfiko, dlatego pomijam proces mielenia sera. Łączymy oba rodzaje serów (sernikowy i mascarpone), dodajemy cukier, mąkę i miksujemy około 2 minuty (na najniższych  obrotach), aż do połączenia się składników.  Do kielicha blendera lub  rozdrabniacza wlewamy śmietankę kremówkę po czym dorzucamy liście bazylii. Całość miksujemy, aż powstanie gładka masa, jeśli jest problem ze zmiksowaniem można dodać jajko. Zieloną masę wlewamy do masy serowej i miksujemy do czasu, aż składniki się połączą (około 2 minuty). Następnie dodajemy po jednym jajku (miksujemy na najniższych obrotach, około 30 sekund po każdym dodanym jajku).
Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni (góra i dół, bez termoobiegu). Na spód z ciasteczek wylewamy zieloną masę serową i pieczemy przez 15 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy przez 80 minut.
Wierzch: Wysuwamy sernik z piekarnika i rozprowadzamy na jego powierzchni śmietanę wymieszaną z cukrem waniliowym, cukrem, sokiem z cytryny i startą skórką.  Ponownie wstawiamy do piekarnika i pieczemy jeszcze przez 15 minut. Sernik studzimy stopniowo, najpierw tylko uchylamy drzwiczki. kiedy sernik jest już całkowicie wystudzony, zdejmujemy obręcz i wkładamy na kilka godzin do lodówki, najlepiej na całą noc. Przed podaniem dekorujemy obranym i pokrojonym na plasterki kiwi, a także truskawką i jeśli nam zostaną- listkami bazylii. Później możemy śmiało zabrać się za degustację...

Smacznego!!!










niedziela, 20 kwietnia 2014

Koszyczek wielkanocny

 Chciałam przy okazji tego posta życzyć wszystkim odwiedzającym zdrowych, radosnych i rodzinnych Świąt :)
  Po ciężkim tygodniu i wczorajszym szaleństwie w kuchni, dziś marzyłam tylko o tym, żeby usiąść. Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze mam za mało czasu...
  Doskonale zdaję sobie sprawę, że przepis na wielkanocny koszyczek przyda się dopiero za rok, ale wierzcie mi warto. Niestety, żeby dodać posty w odpowiednim czasie musiałabym mieć tydzień wolnego, albo przygotować materiał znacznie wcześniej, co też nie byłoby takie proste... Można powiedzieć, że przy świątecznej krzątaninie jest to strata czasu, ale odpowiednie jego rozplanowanie i wcale nie odczuwa się że były to chwile zmarnowane. Szczególnie dla rodziców, którzy w czasie tej świątecznej gorączki powinni się na chwilę zatrzymać i zdziwić jakie pomysły drzemią ukryte w tych małych główkach. Ciasto rośnie przez 2 godziny i nie trzeba przy nim stać, potem rolowanie, a radość po wyjęciu z piekarnika-bezcenna.
  W przyszłym roku będę miała już większe doświadczenie w wałkowaniu i w wyplataniu, użyję mniejszej miski, a przede wszystkim nie zapomnę posmarować jajkiem. Po 10 minutach w piekarniku, gdy koszyczek nie nabierał koloru stwierdziłam, że chyba coś jest nie tak, szybka analiza i okazało się, że zapomniałam posmarować jajkiem. Smarowałam go już w piekarniku i miałam utrudniony dostęp, dlatego też nie wyszedł tak idealnie błyszczący, niemniej jestem dumna. Człowiek uczy się na błędach i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie już idealny :) Ciasto mnie nie zawiodło, a tego najbardziej się obawiałam. Nawet Emilka dołożyła wszelkich starań, żeby ciasto ładnie wyrosło. Najpierw zrobiła masaż recytując wierszyk "idzie Pani na szpileczkach, idą słonie, itd...", potem delikatnie pogłaskała i oddała do wyrośnięcia. Co chwilę biegała, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie wybuchło, bo przecież rosło, niesamowite jest to jak różne myśli przychodzą dzieciakom do głowy :) To co dla dorosłych jest oczywiste dla dzieci jest zagadką wszechświata. Przez 2 godziny pytała na zmianę "zrobimy w końcu coś z tym ciastem?", "długo jeszcze?". Oczywiście cała praca przy koszyczku była świetną zabawą. Najpierw rolowanie paseczków, które było łatwizną, bo wprawy nabrałyśmy podczas zabawy z plasteliną, potem układanie wałeczków "pod, nad", choć z różnym efektem :) Koszyczek wyszedł duży, bo tylko taką miskę miałyśmy w domu, ale po raz pierwszy nie było problemu żeby wszystko upchać. Najczęściej pojawiającym się pytaniem było "czy da się go zjeść?". Otóż da się, ale zaraz po upieczeniu i wtedy też najlepiej jest połączyć rączkę z koszem, potem ciasto robi się twarde i może być ciężko.
Przepis na koszyczek podpatrzyłam u Słodkiej Babeczki




Koszyczek wielkanocny                           

Składniki: (2 koszyczki lub 1 większy)

* 4 szklanki mąki pszennej
* 25 g świeżych drożdży
* 1 szklanka ciepłego mleka
* 1/2 łyżeczki soli
* 1/4 szklanki cukru
* 4 łyżki oleju
* 1 jajko

Dodatkowo:
* 1 roztrzepane jajko, do posmarowania koszyczka





Przygotowanie:

Do miski wsypujemy mąkę i mieszamy z solą. W mące robimy dołek, wsypujemy cukier, pokruszone drożdże i zalewamy połową podgrzanego mleka (powinno być ciepłe nie gorące). Zawartość dołka delikatnie zasypujemy mąką. Zostawiamy do wyrośnięcia na 20 minut. Gdy rozczyn jest już wyrośnięty dodajemy jajko, olej, resztę mleka i wyrabiamy gładkie ciasto. Gdyby bardzo się kleiło do rąk można dodać mąki, a następnie masaż hehe. Zostawiamy do wyrośnięcia na 2 godziny.
Potrzebna będzie miska o średnicy około 20 cm (u mnie była większa). Odwracamy ją do góry dnem, wykładamy folią i smarujemy masłem. Z ciasta formujemy wałeczki, najlepiej jednej grubości i układamy pionowo na misce, zostawiamy troszkę dłuższe, żeby zawinąć ostatni poziomy wałeczek . Następne wałeczki przeplatamy poziomo, najpierw pod potem nad, drugi poziomy wałeczek zaczynamy przeplatać zaczynając nad wałeczkiem i kontynuujemy tak jak pierwszy (góra, dół dookoła miski). Uformowany koszyczek smarujemy dokładnie jajkiem. Wycinamy kółko i przykładamy na czubek miski, aby koszyczek stał równo. Wkładamy miskę do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy około 25 minut. Po 10-15 minutach warto zajrzeć bo kółeczko na czubku koszyczka może się przypiekać, wówczas należy położyć na nim kawałeczek folii aluminiowej.
  Po upieczeniu kosza, czas na rączkę. Rolujemy 3 wałeczki, łączymy razem, a następnie robimy warkocz i kładziemy na środek miski, której używałyśmy do wypieku kosza. Pieczemy 10-15 minut w  180 stopniach. Po wystudzeniu łączymy rączkę z koszykiem, za pomocą wykałaczek. Tak przygotowany koszyczek zabieramy do święcenia, jest tylko jedno ale... musimy trzymać go od dołu, gdyż łączenie nie jest na tyle stabilne by dało się utrzymać zawartość koszyczka.

Świetnej zabawy!!!














środa, 9 kwietnia 2014

Ziemniaki faszerowane szpinakiem


Szybka i bardzo dobra przekąska, gdy trzeba czymś uraczyć gości, a w lodówce pustki. Śmiało można też użyć ich jako dodatek do mięsa, zamiast klasycznego puree. Sprawdzą się także na grillu, poza tym każdy może dowolnie kombinować z farszem. Ziemniaki układamy na folii aluminiowej  zawijamy i układamy na tacce, ponieważ trochę improwizuję, nie wiem jaki czas będzie potrzebny do ich przygotowania. Jednak zawsze w takie wieczory jest tak zwany Mistrz Grilla, osoba, która ma misję nakarmienia wszystkich. Jestem przekonana, że świetnie wywiąże się z tego zadania i dopilnuje, by ser się idealnie rozpuścił. Jeśli ziemniaki będą dobrze podgotowane, będzie to pewnie kwestia 15-20 minut, a potem jeszcze plaster mozzarelli i doglądanie aż się roztopi. Jeszcze w tym roku nie miałam okazji grillować, choć pogoda sprzyja już od dawna. Na domiar złego zostałam rozłożona na łopatki przez jakieś choróbsko, więc mogę tylko pomarzyć o nocy pod gwiazdami, a ziemniaczki wędrują do piekarnika...


 Ziemniaki faszerowane szpinakiem

Składniki:

* 8 średnich ziemniaków
* 3 łyżki mleka
* 500 g świeżego szpinaku
* 3 ząbki czosnku
* 2 łyżki śmietany 18 %
* 2 łyżki masła
* sól
* pieprz
* szczypta gałki muszkatołowej
* ostra papryka w proszku
* 1 kulka mozzarelli
* 100 g startego sera żółtego

Opcjonalnie (dla mięsożerców) :                                                           Fot. Piotr Kunc                                                                                                           
* 8 plasterków wędzonego boczku (pokrojonych w kostkę i podsmażonych) lub
* 1 mała pierś z kurczaka (pokrojona w małe kawałki i podsmażona z ulubioną przyprawą)
* kilka plastrów sera feta (pokrojonych w kostkę)
* salsa pomidorowa lub sos czosnkowy

Przygotowanie:

Ziemniaki szorujemy i gotujemy w mundurkach w posolonej wodzie. Po około 20 minutach wyjmujemy  i gdy ziemniaki trochę przestygną, kroimy na pół i wydrążamy za pomocą łyżki miąższ zostawiając około 0,5 cm obwódki. Każdego ziemniaka delikatnie posolić i posypać ostrą papryką. Chyba,że ziemniaki po ugotowaniu są już wystarczająco słone, to wówczas pomijamy sól. Wydrążony miąższ  z ziemniaków dusimy z kilkoma łyżkami mleka jak na puree, możemy też łyżką wymieszać rozgniatając. Rozgrzewamy patelnię, dajemy łyżkę masła i wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek, jak się odrobinę przyrumieni dorzucamy pokrojony w paski szpinak. Całość dusimy przez chwilę na małym ogniu, dodajemy śmietanę i doprawiamy solą, pieprzem oraz gałką muszkatołową. Puree mieszamy ze szpinakiem i startym na grubych oczkach żółtym serem. Jeśli używamy boczku, kurczaka lub fety, to jest to odpowiedni moment na ich dodanie. Tak przygotowanym nadzieniem wypełniamy wydrążonego ziemniaka i wkładamy na 15 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni, po tym czasie układamy plasterek mozzarelli  i zapiekamy aż ser się roztopi. Najlepiej smakują ciepłe, podane z ulubionym sosem, u mnie czosnkowy lub salsa pomidorowa.

Smacznego!!!




poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Czekoladowe muffinki z bitą śmietaną

Czekoladowe babeczki są moimi ulubionymi, szczególnie, że niewiele jest przy nich pracy, a efekt zawsze murowany. Łakomczuszki dzień wolny zawsze wykorzystają na jakieś słodkości. Już tyle razy obiecywałam sobie, że to ostatnia kostka czekolady, a tu aż dwie tabliczki, ale czego nie robi się z miłości...? Do jedzenia rzecz jasna :) Mogłoby ubyć trochę tu i ówdzie, ale ktoś musiałby zresetować moją pamięć i wymazać doznania jakie wywołuje jedzenie słodyczy. Dla tych co liczą kalorie, niestety, nie ma co ukrywać przygotujcie się na bombę kaloryczną, choć zawsze można pominąć bitą śmietanę. Często zdarza się tak, że zjadamy jeszcze ciepłe babeczki, bo wtedy czekolada fajnie wypływa z wnętrza, poza tym ile można czekać?  Zapach jaki wydobywa się z piekarnika kusi Wydaje mi się, że czekolady jest w sam raz, choć dodatkowe kostki sprawiają, że może i nawet jest jej troszkę więcej, do tego delikatna bita śmietana i zabieramy ją na śniadanie u Tiffany'ego...

Składniki:

* 250 g mąki pszennej
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia
* 1 łyżeczka sody
* 180 g cukru pudru
* 2 tabliczki czekolady (gorzka lub mleczna)
* 2 łyżki  kakao
* 1 duże jajko ( lub dwa małe)
* 90 ml oleju
* 200 ml mleka

Dodatkowo:

* garść orzeszków ziemnych bez soli
* bita śmietana
* 12 kostek białej i 12 kostek gorzkiej czekolady


 Przygotowanie: 

Mąkę mieszamy z proszkiem, sodą, cukrem, dodajemy starte na tarce czekolady i kakao. Osobno łączymy mokre składniki: rozkłócone jajko, olej i mleko, wlewamy do suchych i delikatnie mieszamy. Formę do muffinów wykładamy papilotkami, nakładamy łyżkę masy, następie dajemy po kostce białej  i gorzkiej czekolady i przykrywamy kolejną łyżką ciasta. Orzechy siekamy na małe kawałki i posypujemy babeczki. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopi i pieczemy przez 20 minut. Do tak zwanego suchego patyczka. Kiedy babeczki wystygną wyciskamy bitą śmietanę.


 Smacznego!!!










środa, 26 marca 2014

Sernik z bezą i brzoskwiniami

Pierwszy raz piekłam ten sernik w zeszłym roku na wyjazd do mojej siostry i za każdym razem, gdy o nim myślę przywołuje wspaniałe wspomnienia. Tym razem Jola przyjeżdżała do nas, by zając się swoją ulubioną siostrzenicą. Sernik jest raczej z rodzaju tych klasycznych, na które każdy, gdzieś wśród swoich zapisków, posiada przepis. Do zalet należy zaliczyć przyjemne w smaku i kruche ciasto, czas przygotowania i fakt, że nie wymaga chłodzenia. Nie ma w nim nic trudnego, a do popołudniowej kawy pasuje idealnie. Czasem, zdarza mi się użyć sera sernikowego z Lidla czy z Biedronki i tak było w tym przypadku. Różnica w smaku jest zdecydowanie wyczuwalna i w przypadku innych serników nie polecam testowania. Te sery mają za dużo wody i w połączeniu z mokrymi brzoskwiniami, sernik wychodzi dość mokry. Doczytałam, że do tego typu serów lepiej nie dodawać już masła. Nie jest najgorszy, ale ponieważ już mam porównanie wybieram dobry sprawdzony ser, chyba nawet wolałabym poświęcić się i zmielić taki w kostce. Czasem może też pojawić się problem w trakcie pieczenia. Góra może zacząć się przypalać, dlatego po 30 minutach warto zacząć obserwować ciasto, jeśli się przyrumieni można przykryć folią aluminiową i piec dalej. Każdy piekarnik jest inny, dlatego tak ważne jest "trzymanie ręki na pulsie". Szkoda byłoby stracić taki sernik :)
 Choć Emilka nie jest fanką serników, to jednak było w nim coś, co skusiło ją do spróbowania - cukier puder!!! Tylko czekała, aż ktoś na chwilkę zostawi pełne sitko, a potem szybko w jakiś kącik i zaczynała podjadanie. Jak byłam mała i słodycze nie były tak dostępne jak teraz, uwielbiałam czas pieczenia ciast. Wtedy zawsze zamieniało się cukier w biały puch i można było się na chwilę zasłodzić. Czas ucieka, a smaki dzieciństwa pozostają wiecznie młode, bo wracają dzięki dzieciom :)


Sernik z bezą i brzoskwiniami 

Składniki:  

Ciasto:

* 450 g mąki pszennej
* 4 łyżki cukru
* mała szczypta soli
* 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
* 200 g  zimnego masła lub margaryny
* 5 żółtek

Masa serowa:                                                       

* 1 kg zmielonego 2 - krotnie twarogu
* 100  g miękkiego masła
* 2 płaskie łyżki budyniu śmietankowego lub
   mąki ziemniaczanej
* 3/4 szklanki cukru
* 3 jajka

 Beza:

* 5 białek
* szklanka cukru

a także:

* duża puszka brzoskwiń ( 820 g)
* cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Ciasto: Zaczynamy od przesiania mąki, dorzucamy małą szczyptę soli, cukier, proszek do pieczenia i pokrojone na małe kawałki masło, całość miksujemy lub rozcieramy palcami. Kiedy powstaną drobne okruszki ciasta dodajemy żółtka i miksujemy jeszcze przez minutę, a następnie zagniatamy aż do połączenia się składników, po czym formujemy kulę. Ciasto dzielimy na dwie części:  większą - 2/3  ciasta, którą przeznaczymy na spód i mniejszą - 1/3 ciasta do starcia na bezę. Wkładamy do lodówki na godzinę.
W tym czasie przygotowujemy brzoskwinie, każdą połówkę kroimy na 4 części. Formę o wymiarach        25 cm x 40 cm smarujemy masłem i  wykładamy papierem do pieczenia. Większą część ciasta ścieramy równomiernie na tarce o dużych oczkach na papier do pieczenia, będzie to spód sernika. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni, funkcja góra/dół.
Masa serowa: Masło ucieramy z cukrem, następnie dodajemy ser, budyń lub mąkę i miksujemy na małych obrotach miksera aż składniki się połączą, wtedy dodajemy jajka i miksujemy jeszcze przez 2 minuty ( cały czas na małych obrotach). Masę serową wylewamy na starte ciasto.
Beza: Do czystej miski wlewamy białka, wsypujemy małą szczyptę soli i miksujemy na najwyższych obrotach około 2 minuty, potem dodajemy stopniowo cukier i miksujemy jeszcze około 7 minut aż do uzyskania sztywnej i błyszczącej piany. Wówczas na masie serowej układamy brzoskwinie,  następnie wykładamy pianę i ścieramy pozostałe ciasto. Wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 1 godzinę, na złoty kolor. W razie potrzeby, gdyby ciasto zaczęło się przypiekać przykrywamy folią aluminiową. Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem i zapraszamy gości.

Smacznego!!!




















piątek, 21 marca 2014

Koktajl ze szpinakiem, miętą i bananem

 To już drugi zielony koktajl, tym razem bardziej orzeźwiający, myślę, że to właśnie zasługa mięty. Przy takich bombach witaminowych nie ma co mówić o przesileniu wiosennym. Jeden czy dwa dni zdrowego odżywiania jeszcze o niczym nie świadczą, ale zawsze mogą być początkiem czegoś dobrego :) To tak jak z ćwiczeniami, najgorzej zacząć, a potem to już każdego dnia chociaż kilka skłonów trzeba zrobić. To miał być koktajl dla Emilki, wybrała sobie składniki, a ja przygotowałam, ale to chyba nie był jej dzień, albo po prostu najlepsze było smoothie z mango. Tak więc zostały mi zmiksowane owoce, dodałam szpinak i miętę, i wow, fajne orzeźwienie, to będzie dobry dzień :)

Koktajl ze szpinakiem, miętą i bananem

Składniki:

* garść szpinaku
* 1 duży banan
* 1 pomarańcza
* 1 jabłko
* 1 łyżeczka miodu (można pominąć)
* 1 ciastko z ziarnami
* 4 listki mięty
* pół łyżeczki soku z cytryny





Przygotowanie:

Od szpinaku odcinamy ogonki, obieramy pomarańczę i kroimy na kawałki, z jabłek wycinamy gniazda, i tez kroimy na kawałki. Wszystkie składniki dajemy do miski blendera i miksujemy aż do powstania gładkiego kremu. Koktajl jest dość gęsty, ale można dodać zimnej wody, a nawet lodu.

Smacznego!!!





czwartek, 20 marca 2014

Zielono mi, czyli koktajl z owsianką, szpinakiem, bananem, jabłkiem i jogurtem

  Nadchodzi wiosna, niektórzy twierdzą nawet, że dziś wypada jej pierwszy dzień. Pogoda za oknem zdecydowanie pozwala na takie stwierdzenie. Słońce sprawia, że chce się jeść lekko i zdrowo. Do niedawna piłam i robiłam tylko koktajl bananowo - truskawkowy, ale dzięki temu, że w naszym życiu pojawiają się różni ludzie otwieramy się na nowe smaki :). Zaczynamy próbować i tworzymy kombinacje, które do niedawna były tylko obrazem na monitorze.  Poznajemy w naszym życiu wiele osób, które czasem znikają tak  szybko jak się pojawiły. Całe szczęście zostają nieliczni, którzy stają się prawdziwymi przyjaciółmi :). Każda znajomość jest nowym doświadczeniem, które za każdym razem daje dobrą lekcję na przyszłość... Nigdy jakoś specjalnie nie myślałam o tym co jem i  na pewno nie zaczęłabym robić koktajli ze szpinakiem, ale jedna osoba zaraziła mnie piciem koktajli, a druga podsunęła pomysł na dodatek szpinaku. Dzięki temu moje dzisiejsze śniadanie było nie tylko smaczne, ale przede wszystkim zdrowe. Tym razem nie udało mi się przekonać mojego dziecka do zjedzenia śniadania mistrzów, niestety to jest jeszcze ten etap, kiedy kolor zielony kojarzy się tylko z pietruszką. Nie dziwi mnie bo sama kiedyś tak miałam, nawet nie próbowałam, zawsze byłam na  NIE. Dopiero później przyszedł etap poznawania. Kiedyś, gdy usiądziemy razem i będziemy zajadać takie śniadanie, pokażę jej ten post, i zapytam czy dalej jest to takie okropne?
 W tym zielonym koktajlu jest tyle zdrowych składników, że grzechem by było nie odżywić swojego organizmu. Gdzieś nawet przeczytałam, że dbanie o nasze ciało, duszę jest lepszą inwestycją niż ZUS, KRUS i OFFE razem wzięte :). Dopóki jest się młodym nie zwraca się na to uwagi, ale im dalej tym w lepszej kondycji chcemy być.
Świetne jest połączenie ciastek, zielonego koktajlu (w którym w dużej mierze przeważa smak banana) i kwaskowatego jogurtu. Taka chwila relaksu... Pozwól sobie na zdrową chwilę zapomnienia, odpręż się i ciesz się smakiem śniadania, a przy tym poczuj się lekko :)

Koktajl z owsianką, szpinakiem i bananem  

Składniki: (3 szklanki)

* 3 łyżki płatków owsianych
* 1 łyżka mielonego lnu
* 1/2 szklanki wrzątku
* 1/2 szklanki mleka (może być więcej)
* duża garść młodych liści szpinaku
* 2 dojrzałe banany (małe lub średnie)
* 1 jabłko
* 1/2 łyżeczki soku z cytryny
* 9 łyżek jogurtu naturalnego
* 6 ciasteczek owsianych



Przygotowanie:

Wieczorem wrzątkiem zalewamy otręby i len i przykrywamy talerzykiem, możemy też poodcinać ogonki ze szpinaku, rano będzie mniej pracy. Następnego dnia, rankiem, podgrzewamy mleko. Potem przelewamy je do pojemnika blendera, dodajemy mieszankę płatków i lnu, a także pokrojonego banana, jabłko (usuwamy gniazda nasienne), sok z cytryny i szpinak. Blendujemy aż do uzyskania gładkiej, kremowej masy. Do szklanki dajemy 3 łyżki ulubionego jogurtu naturalnego, następnie wlewamy koktajl ze szpinaku i posypujemy pokruszonymi ciasteczkami, a potem wyjadamy łyżką aż do dna.

Smacznego!!!





piątek, 14 marca 2014

Kakaowe ciasteczka z czekoladą i marcepanem

Dziś znów ciasteczkowo, tym razem czekoladowe  z marcepanem lub gorzką i białą czekoladą, pycha :) Robi się je bardzo szybko, choć pierwsze rozwałkowanie sprawiło, że musiałam usiąść. Nie zawsze i nie wszystko jest takie jakby się mogło wydawać. Przez chwilę zwątpiłam w siebie i w przepis. Ciasto wygląda ładnie, a przychodzi co do czego załamka hehe, ale ja się nie poddaję, czasem tylko odpuszczam!! Nie polecam podsypywać mąką ponieważ dwa kawałki się nie skleją, próbowałam. Najlepiej przed wałkowaniem ciasto podzielić na kilka części i ponownie zagnieść, wówczas robi się tłuste i nie klei się ani do tortownicy, ani do wałka, a wykrawanie ciasteczek staje się przyjemnością. Świetny wypełniacz czasu, choć nie obyło się bez spięć na linii matka - córka. Całe szczęście osiągnęłyśmy kompromis, a na koniec usłyszałam - "nawet dobre nam wyszły te ciasteczka". Nie ma się co dziwić, przecież jest w nich wszystko co najlepsze, czekolada! Idealne wieczorem z mlekiem i dobrym filmem.


Kakaowe ciasteczka z czekoladą i marcepanem

Składniki: 

* 250 g  mąki pszennej
* 150 g  miękkiego masła
* 130 g cukru pudru
* 3 żółtka
* 1 łyżka kwaśnej śmietany
* 40 g kakao
* 100 g marcepanu
* po 4 kostki  białej i gorzkiej czekolady
* cukier puder do posypania


Przygotowanie:

Masło ucieramy z cukrem pudrem, około 3 minuty, następnie dodajemy żółtka, śmietanę i miksujemy do połączenia się składników. Zmniejszamy obroty do najmniejszych i dodajemy przesianą mąkę, i kakao. Jak powstaną grudki wyłączamy mikser i zagniatamy szybko ciasto, formujemy kulę i owijamy folią spożywczą. Ciasto ląduje na godzinę w lodówce. Po wyjęciu dzielimy na 3 części, przed wałkowaniem, każdą z części jeszcze zagniatamy. Ciasto nie powinno być zbyt cienkie, lekko ponad 0,5 centymetra. Emilka swoje kawałki rozpłaszczała ręką, więc nie były wcale cienkie, ciasto nie rośnie za bardzo dlatego można gotowe ciasteczka układać blisko siebie. Po rozwałkowaniu wycinamy wybrane kształty. Na ciasteczku układamy marcepan lekko spłaszczony, albo kostkę czekolady ( jeśli się nie mieści można połamać) przykrywamy drugim ciasteczkiem lekko zlepiamy brzegi, a następnie widelcem przygniatamy brzegi. Układamy na blaszce wyłożonej papierem, u mnie wyszła jedna blaszka około 30 ciastek. Można też upiec ciasteczka bez wypełnienia, układając pojedynczo obok siebie.  Pieczemy 14 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Smacznego!!




















wtorek, 11 marca 2014

Kruche ciasteczka z dżemem

Najgorzej to coś obiecać dziecku, nawet jeśli wydaje się, że są to słowa rzucone na wiatr... Rano pełna optymizmu i wiary we własne siły zapytałam - może zrobimy dziś ciasteczka? Spotkało się to z ogromnym entuzjazmem Emilki i świetnie, pomyślałam. Po południu już nie byłam tego samego zdania, tym bardziej jak słyszałam - chodź zrobimy te ciasteczka!, -kiedy zrobimy te ciasteczka?! Udało się, nadszedł wieczór, pora spania. No cóż cisza przed burzą, bo następnego dnia od nowa, pytania wiercące dziurę w brzuchu i bezsilne - no dobra, tylko znajdę przepis... Ciasto raz, dwa zagniecione, bo i tak najważniejsze było wycinanie foremkami, powstały różne figury. Kilka ciastek naszykowałam do zdjęcia, z wyraźnym, nie ruszać! Łudziłam się chyba mówiąc to, bo nim zdążyłam ogarnąć sprzęt zostało tylko jedno. Emilka resztę wykorzystała, by przekupić dziadka, mała podstępna istotka, ale cel osiągnęła. Musiałam wybaczyć, w końcu to były jej ciastka :)
Jeśli chodzi o ciasteczka same w sobie nie są  słodkie, pomaga dżem i posypanie cukrem pudrem. Można też oblać je czekoladą i posypać orzeszkami, posypką... Ile osób tyle pomysłów :)


Szybkie ciasteczka z dżemem                             

Składniki: 

* 500 g mąki krupczatki
* 250 ml kwaśnej śmietany
* 250 g margaryny
* 2 łyżeczki cukru waniliowego
* szczypta soli
* dżem owoce leśne
* cukier puder do posypania


Przygotowanie: 

Mąkę, śmietanę, sól, cukier  waniliowy i margarynę miksujemy mikserem na gładkie ciasto. Po połączeniu składników formujemy kulę owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut. Po tym czasie wyciągamy i rozwałkowujemy, niezbyt grubo, na stolnicy podsypanej mąką. Wycinamy ciasteczka, mogą być okrągłe wówczas w jednym można zakrętką wyciąć mniejsze kółeczko. Ciastko smarujemy dżemem (smak w zależności od upodobań), przykrywamy ciasteczkiem z dziurką, układamy dość blisko siebie, gdyż nie rozrastają się. Dla Emilki piekłam pojedyncze ciastka i wówczas robią się pulchne,  ale posmarowane nutellą znikają w mgnieniu oka. Pieczemy 25 minut w 180 stopniach.

Smacznego!!




















poniedziałek, 10 marca 2014

Smoothie bananowe z mango

Nowy post, nowa energia i bardzo słonecznie :) Wczoraj wymyśliłam sobie, że dzień wolny spędzę bardzo przyjemnie. Postanowiłam zafundować sobie aktywny dzień, zdrowe jedzenie, a wieczorem relaks...Ostatnio dopadło mnie chyba jakieś przesilenie wiosenne, zauważalny brak sił na cokolwiek i ciągłe lenistwo. Podobno też zrobiłam się bardziej agresywna i marudna, ale z drugiej strony tańczę i śpiewam, więc chyba wychodzi na zero...? Całe szczęście dzisiejszy dzień przyniósł nadzieję na jakiś progres. Ileż można odkładać wszystko na później? Dziś kawę zamieniłam na smoothie bananowe z mango i to była świetna decyzja. Emilka spróbowała mango i powiedziała "bleee, ale to niedobre". Nic nowego, spodziewałam się takiej reakcji. Jednak kompletnie zaskoczyła mnie, gdy wzięła gotowy już koktajl i zaczęła pić, komentując przy tym "to jest super pyszne, chcę jeszcze!".
Tym oto sposobem sprawiłam przyjemność sobie i jej :D  Łącząc ze sobą różne składniki otrzymujemy niesamowity efekt i to jest w gotowaniu najwspanialsze... Ktoś może czegoś nie lubić, a podane w całkiem inny sposób staje się zjadliwe, a nawet pyszne :) Takie małe oszustwo...

Smoothie bananowe z mango                       

Składniki:

* 1 mały banan
* 1 dojrzałe mango
* sok z jednej pomarańczy
* 3 łyżki jogurtu greckiego (może być naturalny)
* 1 łyżka syropu klonowego (może być 1 łyżka płynnego
   miodu lub 1 łyżka brązowego cukru)
* 1/3 szklanki mleka
* 3 kostki lodu (można pominąć i dodać 2 łyżki zimnej wody)





Przygotowanie:

Obieramy banana i wkładamy na 15 minut do zamrażarki. W tym czasie myjemy i obieramy mango, następnie odcinamy miąższ od pestki (niestety nie jest to takie fajne jak w przypadku awokado). Pokrojone mango wrzucamy do pojemnika blendera i dokładamy pozostałe składniki: banana, sok z pomarańczy, jogurt, mleko, zamiast syropu klonowego dodałam miód i pominęłam lód. Całość blendujemy przez minutę i gotowe!

Smacznego!!! 











poniedziałek, 17 lutego 2014

Calzone

To było przez długi czas moje danie popisowe. Przy okazji spotkań, zawsze czekało na gości. Teraz już robię sporadycznie i tylko wtedy, gdy mam konkretną zachciewajkę. Nie jest to wcale pracochłonne, dlatego raz, dwa i spełniam swoje marzenie kulinarne, żeby tak łatwo szło ze wszystkimi...:) Wiele osób pisało, że fajnie gdybym wrzuciła przepis na Calzone i oto jest. Jak już dało się zauważyć nie lubię robić niczego z przymusu, więc święto Dnia Pizzy mnie nie rusza, z reguły jadam ją gdy mam ochotę, a nie gdy ktoś lub coś mi to narzuca.

Calzone (8 sztuk):

Składniki:    
 
Ciasto:

* 2 dag świeżych drożdży lub 7 g suszonych
* 50 dag mąki pszennej
* 4 łyżki oliwy z oliwek
* 250 ml letniej wody
* 1 łyżeczka soli

Farsz:

* 0,5 kg mięsa mielonego
* 1 duża cebula
* 5 ząbków czosnku
* kilka różyczek brokuła
* zielone lub czarne oliwki
* papryczka jalapeno
* sos bolognese z chili Knorr
* 200 ml wody
* 2 kulki mozzarelli
* 15 dag sera żółtego
                                                               
Przygotowanie:

Drożdże rozdrabniamy mieszamy z letnią wodą, aż do rozpuszczenia, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut (jeśli używamy suchych wsypujemy je bezpośrednio do przesianej mąki lub wsypujemy do szklanki z letnią wodą mieszamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut). Następnie przesiewamy mąkę do szklanej miski (czytałam, że do drożdży nie należy używać ani metalowej miski, ani też łyżki), dodajemy sól, oliwę, a następnie wlewamy rozpuszczone drożdże i zagniatamy ciasto. Wyrabiamy przez około 10 minut aż ciasto nie będzie się kleiło do rąk, będzie gładkie, miękkie i elastyczne. Jeśli będzie zbyt twarde dodajemy jeszcze trochę letniej wody. Ciasto przykrywamy ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości na 1 godzinę. W tym czasie przygotowujemy sos. Ta wersja jest na szybko, gdy goście w drodze, a trzeba coś podać. Cebulę podsmażamy, pod koniec dodajemy przeciśnięty czosnek, po czym dodajemy mięso i podsmażamy. Następnie w 200 ml wody rozpuszczamy gotowy sos i dodajemy do mięsa razem z brokułem, oliwkami i całymi papryczkami. Gdy sos zgęstnieje zabieram papryczki, chyba, że są zwolennicy ostrych dań wówczas zostawiam. Odstawiamy sos do przestygnięcia.
Z ciasta odrywamy kawałki, które następnie rozwałkowujemy w kształcie koła.  Na środku układamy 2-3 łyżki sosu mięsnego, na nim  kładziemy dwa  plasterki mozzarelli i posypujemy startym żółtym serem, a na koniec zawijamy w kształt pieroga. Smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy ziarnami czarnuszki, dyni, maku lub sezamu. Odstawiamy na 10 minut po czym wkładamy do rozgrzanego  do 200 stopni piekarnika i pieczemy 20 minut, aż będą złociste. Mniej niż na zdjęciu, bo w tym przypadku trochę się zagadaliśmy. Podajemy z ulubionym sosem.

Smacznego!!!













piątek, 14 lutego 2014

Sałatka z rukoli, z łososiem i serem pleśniowym

Za każdym rogiem czają się Walentynki!! Nie jestem przeciwniczką, ktoś miał pomysł wcielił go w życie, brawo!!! Tylko po co to całe święto, skoro kobiety same kupują sobie prezent, a potem idą do skarbnika po kasę? Jeszcze ciekawiej jest jak przychodzi facet i prosi o pomoc w znalezieniu bielizny, na pytanie jakiej? Pada odpowiedź "bez znaczenia, to na prezent". Po co ta cała szopka? Dziewczyna czeka cały rok na odrobinę luksusu, a facet przynosi jej pierwszą lepszą bieliznę i nie ma nawet na tyle fantazji, by wybrać coś co mu się spodoba, żenada. Oczywiście, fajnie jest dostawać prezenty, szkoda tylko, że większość ma taki gest tylko raz w roku i w dodatku z przymusu. Gdzie w tym wszystkim element zaskoczenia, w końcu to ma być święto zakochanych, druga osoba powinna wiedzieć w jaki sposób można sprawić radość, bo nawet zerwany na łące kwiatek bywa wspaniałym przejawem miłości. Zastanawia mnie czy naprawdę trzeba było wyznaczać specjalny dzień, by ludzie mogli okazać sobie miłość, szacunek, by dwoje ludzi chciało spędzić ze sobą czas? Dzień w którym wszystko ma być idealne, bo jak nie to foch staje się nudnym obowiązkiem. Nie rozumiem, jak może sprawiać komukolwiek przyjemność przesiadywanie w zatłoczonym kinie czy restauracji, a już najlepszą opcją są chyba zakupy walentynkowe.WOW! Wszędzie tłumy, nie ma co nawet mówić  o jakiejkolwiek prywatności, chyba, że o to właśnie chodzi, żeby się pokazać, żeby następnego dnia opowiadać o wyjątkowym dniu 14 lutego...Co z tego jeśli każdy inny dzień jest tylko szarą rzeczywistością. Nie mówię tu, że każdego dnia trzeba kupować jakieś prezenty, ale czy nie lepiej niespodziewanie sprawić bliskiej osobie przyjemność, tak po prostu, zaskoczyć nie czekając na specjalny dzień? Przecież każdy dzień spędzony z ukochaną osobą powinien wywoływać uczucie radości i prowokować do działania.
 Oprócz tego, że od poniedziałku trąbią w  radio tylko o jednym, to powiedzieli coś sensownego, a mianowicie " wygraj płytę z filmem, daj żonie na Walentynki niech sobie wieczorem obejrzy, żebyś mógł pójść z kumplami na piwo". Według mnie kwintesencja całej tej szopki jaka wytworzyła się wokół Walentynek. Przypomina mi się Peggy Bundy, której mąż dałby jakiś zbędny gadżet po czym poszedłby z kumplami na piwko, ach ileż w tym romantyzmu, no może przed wyjściem udałoby się jej zaciągnąć go na pięterko :).
Jak za pomocą jedzenia zdobyć to czego się pragnie, bardzo ciekawy artykuł w miesięczniku Kuchnia. Mimi Sheraton w swojej książce kucharskiej mocno podszytej erotyzmem, doradza jakie danie będzie miało najlepsze działanie. Lubię stare książki, mnóstwo w nich żartobliwych opowieści. Tu cytuję za autorką artykułu, a ta z kolei używa tekstu z książki " Mimi Sheraton podaje bardzo konkretnie rady, jak zwabić "ofiarę" do domu , jak przygotować stół, zaplanować menu, co podać, a czego nie: "Kapusta może i nie brzmi sexy, ale mężczyzna o niemieckich korzeniach, przywiązany do wspomnień o kotlecie wieprzowym i kiszonej kapuście, którymi karmiła go kochająca matka, może poczuć nieodparte pożądanie do dziewczyny, która przygotowała dla niego podobną kolację" . Ciekawy przykład i tu pojawia się golonka w kapuście, taki był mój pierwotny zamysł sesji walentynkowej, ale nie podjęłam wyzwania, choć nie mówię, że się nie pojawi. Fotograf zasłużył, by spełnić jego życzenie, więc w marcu szykujcie się na spory kawał tłustego mięcha. Dziś dla odmiany coś lekkiego :)
Gotowanie bowiem nie jest kwestią obowiązku, a przyjemności, jaką sprawiamy sobie i innym, tak samo powinno być z miłością. Tego życzę Wam i sobie :)
Na koniec złota myśl :)
"Pragnienie jedzenia i potrzeba prokreacji są podstawowymi popędami (...)
i z pewnością nie ma zdrowszego sposobu na uwodzenie.
Nawet jeśli nie wypali - przynajmniej zjesz dobry posiłek".
Mimi Sheraton



Sałatka z rukoli, z łososiem i serem pleśniowym
Składniki:
* opakowanie rukoli
* 100 g sera z niebieską pleśnią
* 100 g sera pleśniowego typu camembert
* opakowanie łososia wędzonego na ciepło
  z koperkiem (Biedronka)
* 1 gruszka
* pół awokado
* 7 kulek winogrona
* około 10 sztuk orzechów włoskich w całości         * sos koperkowo- ziołowy Knorra   
* 3 łyżki oliwy z oliwek  
                                                                                        Fot. Piotr Kunc
Przygotowanie:
Myjemy rukolę, odstawiamy na durszlak, aby woda spłynęła. W tym czasie obieramy gruszkę, awokado i kroimy w słupki, albo grubsze plastry, a nawet można wyciąć serca.  Umyte winogrona kroimy na 4 części. Orzechy obieramy z twardej łupiny kroimy na drobniejsze kawałki i prażymy na suchej patelni, około 2 minuty, aż po kuchni rozejdzie się wspaniały zapach. Ser z niebieską pleśnią kroimy w  kostkę, a ser camembert w trójkąciki. Rukolę wrzucamy do miski dodajemy posiekane składniki, łososia rozrywamy palcami, wszystko polewamy gotowym sosem.  Do całości podajemy schłodzone białe wino i grzanki. Raz, dwa i niespodzianka gotowa, a co najważniejsze wcale nie potrzeba do tego Walentynek :)

Smacznego!!!












niedziela, 9 lutego 2014

Cannelloni wg Roberta Makłowicza

 Doskonale pamiętam czasy, gdy nie było internetu i z drżącym sercem oczekiwałam na " Kulinarne podróże Roberta Makłowicza". Serce jak serce, ale najważniejsza była sprawna ręka, kartka papieru i coś do pisania :D. Każdy odcinek zachwycał nie tylko ze względu na smakowite potrawy i ciekawe miejsca, ale przede wszystkim na sposób w jaki było to wszystko przedstawiane. Wiele lat temu spisałam na karteluszku przepis na coś co wydawało mi się, że może być smaczne, wypróbowałam i to był strzał w dziesiątkę. Kilka przeprowadzek i notatki zaginęły, ale pozostał w pamięci smak, który zdecydowanie chciałam odtworzyć i znów poczuć. Odnalezienie przepisu nie sprawiło większych trudności, kilka kliknięć i pojawił się na ekranie, a na ustach zagościł uśmiech. Uwielbiam te momenty, kiedy jem i mruczę sobie coś pod nosem zachwycając się smakiem, a zarazem prostotą dania. Bo jedzenie musi wywoływać emocje, które zapisują się głębiej niż cokolwiek innego, szczególnie, gdy towarzyszą mu fajne wydarzenia. Wtedy po raz pierwszy przygotowywałam mięso z dodatkiem wina i powiem, że nie warto tego robić inaczej! Wino jest idealnym dodatkiem do mięsa, ale o tym chyba nie muszę nikomu mówić.
 Nie jest to takie typowe cannelloni, bo nie używa się tutaj rurek z makaronu, a naleśniki, ale czy to ważne? Wszak najistotniejszym elementem przepisu są walory smakowe, a nie jego nazwa. Poza tym nie widzę problemu, by farsz umieścić w makaronowych rurkach.
 Najśmieszniejsze jest, że gdy przyszło do napisania przepisu na naleśniki był to największy problem :) Nie dlatego, że nigdy ich nie robiłam, a właśnie dlatego, że robię je tak często, że znam konsystencję ciasta.  Jeśli jest potrzeba dosypię mąki, albo doleję mleka. Najważniejsza w pieczeniu naleśników jest patelnia, no i żeby ciasto nie było zbyt rzadkie, reszta to cierpliwość :) I tak najlepsze naleśniki robiła moja babcia, najśmieszniejsze, że robiłyśmy je razem, a ja nigdy nie byłam w stanie powtórzyć tego smaku... Może sukces tkwi w składnikach, mleko prosto od krowy, swojskie jajka i bez użycia miksera. To jest zdecydowanie mój smak dzieciństwa :) Nie nadawałyby się do tego przepisu, bo były na słodko, ale i tak będę o nich myśleć :)



Cannelloni wg Roberta Makłowicza

Składniki: (4-5 sztuk)

Farsz:

* 600 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego)
* 3 gałązki selera naciowego
* 1 cebula
* 5 ząbków czosnku
* 1 puszka pomidorów z puszki
* 2 łyżki oliwy z oliwek
* 1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina                       Fot. Piotr Kunc
*  2 średnie liście laurowe
* 1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
* sól
* świeżo zmielony pieprz

Sos beszamelowy:

* 1 łyżka mąki
* 1 łyżka masła
* 1/2 litra mleka
* 100 g parmezanu
* liść laurowy
* gałka muszkatołowa
* sól
* pieprz

Naleśniki: (5-6 sztuk)

* 100 g mąki pszennej
* 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
* 1 jajko
* 100 ml mleka
* 50 ml wody mineralnej gazowanej
* szczypta soli
* olej do smarowania patelni


Dodatkowo: 

* 200 g  mozzarelli

Przygotowanie:

Naleśniki: Do miski wsypujemy przesianą mąkę, wbijamy jajka i dolewamy mleko, wodę i sypiemy szczyptę soli. Całość miksujemy, jeśli ciasto jest za rzadkie możemy dosypać mąki, a jeśli za gęste dolewamy wody.Odstawiamy na 30 minut, choć jeśli czas na to nie pozwala możemy smażyć od razu. Najlepiej przygotować ciasto przed farszem.  Patelnię delikatnie smarujemy olejem i smażymy cienkie naleśniki. Powinny być raczej blade. Dodatek mąki ziemniaczanej sprawia, że naleśniki są sprężyste i nie rozpadają się przy zawijaniu.

Farsz: Kroimy cebulę w kostkę wrzucamy na rozgrzaną patelnię, gdy będzie już ładnie podsmażona, dorzucamy przeciśnięty czosnek i podsmażamy kilkanaście sekund, tak by czosnek nadał smaku oliwie, a jednocześnie, żeby się nie przypalił, bo będzie gorzki. Do całości dodajemy mięso i mieszamy, tak by cebula nie została na dole, bo się spali.Kiedy mięsko już nabierze koloru dodajemy pomidory i drobno posiekane gałązki selera (dodaję też kilka liści, ale po usmażeniu wyjmujemy je i zostawiamy tylko łodyżki). Wszystko dokładnie mieszamy i dodajemy wino, liść laurowy, sól, pieprz i paprykę. Jeśli mięso mielone jest z opakowania, pamiętajmy,że jest już słone. Całość powinna się dusić, aż do odparowania płynu i wytworzenia się gęstego sosu. Nie zapominajmy też o mieszaniu od czasu do czasu, żeby nie przywarło.
Sos beszamelowy: Masło topimy w rondelku, dodajemy mąkę i robimy zasmażkę. Następnie zdejmujemy z ognia dodajemy zimne mleko i dokładnie mieszamy. Wstawiamy ponownie na ogień i zagotowujemy do czasu, aż sos zgęstnieje.Dorzucamy parmezan i powstaje wspaniały jednolity i gęsty sos serowy.
Naleśniki nadziewamy przestudzonym farszem, zawijamy jak krokiety, ale trochę większe. Zawsze dopasowuję wielkością do szerokości formy do zapiekania. Do farszu można też dodać surowe jajko( tak jest w oryginalnym przepisie), choć tym razem tego nie zrobiłam. Na pewno będzie bardziej zbite. Formę smarujemy masłem, na dno dajemy trochę sosu beszamelowego, na nim układamy naleśniki z farszem i całość zalewamy sosem. Na naleśnikach układamy plastry mozzarelli. Zapiekamy około 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (funkcja góra dół). Po wyjęciu posypujemy słodką papryką i podajemy :)

Smacznego!!!

wtorek, 4 lutego 2014

Brownie z OREO

Zrobiło się u mnie trochę czekoladowo, a to dlatego, że sesja miała być Walentynkowa. Wyszło jak zwykle, zdecydowanie inaczej, ale fantastycznie. Zwykle z niecierpliwością czekam na efekty naszych sesji jedzeniowych, zazwyczaj są to spontaniczne ujęcia z uśmiechem nr 5. Tym razem zrobiliśmy coś innego, zmysłowego w sam raz do czekolady. W ciastku tym  jest to, co uwielbiam, czyli oreo i mnóstwo czekolady :) I to nie wszystko, bo jest tak proste w przygotowaniu, że wystarczy wyjąć składniki i samo się robi. Tak naprawdę znika szybciej niż można by  pomyśleć. Lubię takie wspaniałości, gdy bez zbędnego trudu osiąga się niezwykły efekt. Jestem przekonana, że kawałek ciasta uraczy największych amatorów słodkości. Ja odpływam bez reszty.
Bardzo lubię, wygodne bluzy czy to z kapturem, czy z szerokim kołnierzem. Fajnie, że są miejsca, gdzie można znaleźć coś oryginalnego, a przy tym świetnego gatunkowo. Najbardziej nie lubię, gdy moja ulubiona rzecz po kilku praniach wygląda jak ściera. CiałoZakrywacz z szyjoOtulaczem, bo taka jest nazwa tej bluzy, w połączeniu ze skórą daje przyjemny efekt. Delikatna, a zarazem wyjątkowo ciepła tkanina sprawia, że nigdy nie zechcesz jej zdjąć. Po więcej zapraszam na Nubee, znajdziecie tam wiele ciekawych propozycji.

BROWNIE Z OREO
                                                  
Składniki:

* 165 g roztopionego masła
* 200 g gorzkiej czekolady
* 3 jajka
* 2 żółtka
* 65 g cukru białego
* 100 g cukru trzcinowego
* 2 łyżki mąki pszennej
* 1 łyżka kakao
* 170 g ciasteczek Oreo połamanych na
   kawałki



Przygotowanie:

Najpierw przygotowujemy czekoladę, na około 20 minut przed miksowaniem jajek. Na garnku z wodą ustawiamy miseczkę wrzucamy połamaną czekoladę i masło i mieszamy aż do rozpuszczenia. Jajka, żółtka i oba rodzaje cukru ubijamy na puszysty krem, na najwyższych obrotach miksera. Następnie do ubitego kremu jajecznego dodajemy schłodzoną masę czekoladową i delikatnie miksujemy. Na koniec przesiewamy mąkę i kakao, dodajemy połamane ciasteczka oreo (6 zostawiam do udekorowania wierzchu). Całość delikatnie mieszamy szpatułką. Formę o wymiarach 20cm x 20 cm wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy masę czekoladową, a wierzch posypujemy ciastkami. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 20-25 minut. Nie muszę chyba pisać, co robimy później :D

Smacznego!!! 










                                                               Fot. Piotr Kunc

 



poniedziałek, 3 lutego 2014

Fondant z lodami

Ostatnio niewiele czasu poświęcałam tej stronie. Wracam, trochę będzie o kucharzeniu, a raczej o czekoladce, która jest najlepsza na wszystko :) W trakcie pieczenia było dość ciekawie, zrobiliśmy sesję portretową, co wymagało ode mnie sporo pracy. Miałam być poważna, ale jak? To jakby nie ja, ale trzeba sprostać wyzwaniom i próbować. Dziś chyba miałabym świetną minę do tej  gry. Jak przewrotne jest życie, jednego dnia chce się śpiewać i krzyczeć z radości, następnego już serce pęka. Nie wie nikt, co się może stać...jednak w najgorszych chwilach czekolada przynosi odpowiedź. Połączenie gorącego ciastka, płynnej czekolady i lodów, mniam. Ratunek dla ciała i ducha. Proste, czekoladowe ciastko, a sprawia tyle radości.  Latem dodaję jeszcze jagody, albo malinki.

FONDANT Z LODAMI

SKŁADNIKI:
( na 4 kokilki)

* 160 g gorzkiej czekolady
* 160 g masła
* 6 łyżek cukru
* 2 płaskie łyżki mąki
* 2 całe jajka i 1 żółtko

Dodatkowo:

* 4 gałki lodów
* owoce

Przygotowanie:

Zaczynamy od rozpuszczenia czekolady. Na rondelku z wodą stawiamy miseczkę, do której wkładamy połamaną czekoladę i rozpuszczamy, potem dodajemy masło i mieszamy aż się rozpuści. W oddzielnej misce miksujemy jajka, żółtko i cukier na wspaniały puch. Do pianki dodajemy roztopioną, lekko przestudzoną czekoladę z masłem, delikatnie miksuję. Na koniec dodajemy przesianą mąkę i delikatnie mieszamy. Przelewamy masę do dobrze nasmarowanych masłem kokilek lub formy na muffiny. Pieczemy w 200 stopniach przez 10 minut i szybko wyjmujemy, delikatnie przekładamy na talerzyk. Dorzucamy gałkę loda,  owoce i nie zastanawiamy się ani chwilę, tylko jemy, bo najważniejsza jest przyjemność i wspaniałe samopoczucie:)

Smacznego!!!








                        
                                                     Fot. Piotr Kunc


niedziela, 26 stycznia 2014

Sernik świąteczny z pierniczkami

Witam wszystkich w 2014 i życzę wszystkiego najlepszego, spełnienia  wszystkich marzeń, a przede wszystkim  zdrowia :D. Nadszedł czas, by nadrobić zaległości. Dawno mnie tu nie było, bo przecież okres świąteczny nie sprzyja przesiadywaniu przy kompie. Niestety gdy już znalazłam czas, mój komp chyba został zainfekowany i dopóki jakaś dobra duszyczka mnie nie wesprze, posty muszą poczekać...
  Ciągle nie mogę uwierzyć, że kiedyś nie lubiłam serników, ale podobno co 7 lat zmienia się gust, a... i jeszcze charakter pisma hehe. Dlatego jeśli akurat zmieniły się Wasze preferencje, pomyślcie czy przypadkiem nie minęło 7 lat? Z ogromną dawką humoru traktuję to wytłumaczenie, ale jak zwykle, gdy brak słusznego, można sięgnąć po takie umowne. Sernik, który mam zamiar zaprezentować, będzie idealnym pomysłem na świąteczny deser (choć dopiero w przyszłym roku), a dla tych, którzy jak ja uwielbiają pierniki, świetnie sprawdzi się jako drobna uczta, zawsze gdy tylko pojawi się ochota :) Każdy sposób jest dobry, by sprawiać sobie przyjemnostki. Dla mnie pieczenie ciasta czy gotowanie, to świetny sposób na relaks i dobrą zabawę. To, że czasem padam z nóg, nie ma najmniejszego znaczenia, gdy siadam z kawałkiem ciasta i wiem, że to ten smak!
Zrobienie karmelu może sprawić większe trudności, ale nie ma co się przejmować, jeśli w pewnym momencie cukier zrobi się suchy. Przez chwilę się zestresowałam, ale dolałam odrobinę wody i chyba wyszło dobrze, a na pewno smacznie :) Trudno czasem ocenić, jaki smak coś powinno mieć, skoro nie jadło się oryginału. Dlatego dla mnie priorytetem jest smak jaki czuję tu i teraz:)


Sernik świąteczny z pierniczkami  

Składniki:

Spód:

* 300 g pierniczków bez nadzienia lub ciastek
   korzennych
* 120 g masła
* 1,5 łyżeczki przyprawy do piernika

Masa serowa:

* 800 g tłustego twarogu zmielonego 3-krotnie może też być dobrej jakości  twaróg sernikowy
* 3 jajka
* 2/3 szklanki mleka skondensowanego słodzonego ( zamiast mleka skondensowanego można dać 200 ml
   śmietanki kremówki 30% nieubitej i 1/2 szklanki cukru pudru)
* 1/2 szklanki płynnego miodu
* skórka otarta z 1 średniej, sparzonej pomarańczy
* 1 łyżeczka aromatu rumowego
* 1 łyżka przyprawy do piernika
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej lub budyniu waniliowego

Dodatkowo:

* 200 g pierniczków alpejskich z nadzieniem
* frużelina wiśniowa, lub konfitura wiśniową

Polewa:

Czekolada do polewy:

* 200 g gorzkiej lub mlecznej czekolady
* 100 ml śmietanki kremówki
* 1 łyżka oleju słonecznikowego
* szczypta cynamonu

Sos karmelowy do polewy:

* 1/2 szklanki brązowego cukru (najlepiej muscovado)
* 60-80 ml śmietanki kremówki

Przygotowanie:

Spód:

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Spód tortownicy o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do wypieków, boki natłuścić.
Pierniczki, bądź jeśli używamy ciasteczek korzennych wkładamy do blendera i kruszymy w drobny mak. Jeśli nie posiadamy akurat blendera, możemy fajnie spożytkować energię. Ciasteczka wkładamy do woreczka, bierzemy wałek, albo tłuczek i rozdrabniamy na malutkie okruszki. Roztapiamy masło i dodajemy do pokruszonych ciasteczek. Można też użyć czekoladowych herbatników i dodać łyżeczkę przyprawy do ciasteczek korzennych lub przyprawy piernikowej. Tak przygotowaną masą wykładamy dno tortownicy i wkładamy na czas przygotowania masy serowej.

Masa serowa:

Pamiętajmy, że składniki masy serowej powinny mieć temperaturę pokojową.
Wszystkie składniki masy mieszamy ze sobą  na najmniejszych obrotach, aby nie dostało się zbyt wiele bąbelków powietrza. Połowę masy serowej wylewamy na ciasteczkowy spód, następnie układamy pierniczki jeden obok drugiego i na koniec wylewamy pozostałą część masy. Jeżeli pierniczki będą próbowały wydostać się na powierzchnię wystarczy wcisnąć je pod masę. Przez 10 minut pieczemy w temperaturze 180 stopni. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 140 stopni i piec jeszcze 50 minut, do czasu, aż wierzch wyraźnie się zetnie. Studzimy w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach, a następnie na całą noc wstawiamy do lodówki.

Polewa:

Najpierw karmelizujemy cukier, a więc dodajemy do niego 2-3 łyżki wody. Karmel nie powinien całkowicie zastygać, a raczej powinien przybrać  postać ciągutka. Cukier najpierw się rozpuści potem  zlepi się w kryształki, by na koniec znów mógł się rozpuścić. Nie doczekałam i dodałam odrobinę wody :) Ciemny muscowado jest zdecydowanie lepszy do karmelizowania. Kiedy karmel uzyska odpowiednią konsystencję dodajemy powoli śmietankę, ale mieszamy bardzo intensywnie, aż cukier się rozpuści, a sos nieco zgęstnieje. Sos odstawiamy aby przestygł.
W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. Miskę ustawiamy na garnku z gotującą się wodą. Miska nie powinna dotykać wody, należy uważać aby para i woda nie dostały się do miski, bo czekolada zgęstnieje.Rozpuszczoną czekoladę odrobinę studzimy i dodajemy do wystudzonego sosu karmelowego i dokładnie mieszamy. Jeszcze ciepłą czekoladą polać ciasto, równomiernie rozprowadzić i odstawić do przestygnięcia. Dopiero wtedy można włożyć do lodówki, a potem smakować, bo ta wyszukana dawka słodyczy ucieszy nawet najbardziej wybredne podniebienia :)

Smacznego!!!