wtorek, 2 sierpnia 2016

Zupa z bobem

  Piszę post w pierwszy dzień urlopu, obiecałam fance mojego bloga, a szczególnie zupy z soczewicą - Madziu to dla Ciebie. Wybacz mi, że tak późno :) Obiecałam to jeszcze jednej osobie, więc są dwie i nie mogę ich zawieść :D Post będzie konkretny, bez zbędnych opisów tego co się dzieje u mnie. Napiszę tylko, że warto czuć i myśleć sercem, ale do tego trzeba się wsłuchać w samego siebie, a cała reszta pięknie się ułoży. Nic nie dzieje się od razu, warto poczekać, by uśmiechać się z głębi serca :) Życzę Wam tego i uciekam na urlop, pełen słonecznych, radosnych dni!!!
Zupa szybka i bardzo smaczna, w sam raz na letnie upały. Przepis pochodzi z Kwestii Smaku.

Zupa z bobem                                                        

Składniki:

* 2/3 szklanki ugotowanego i obranego bobu
* 1/2 kglodych ziemniaków
* 2 łyżki oliwy extra vergine
* 1 łyżka masła
* 3 ząbki czosnku
* 1 litr bulionu jarzynowego lub drobiowego
* 4 łyżki posiekanego koperku
* 3 lyzki posiekanego szczypiorku
* 100 g śmietany 18% lub 12%
* ser feta

Przygotowanie:

Zaczynamy od ugotowania bobu. Wrzucamy go do osolonej wody, czas gotowania zależy od tego czy to jest młody bób, czy już bardziej dojrzały, ja zwykle sprawdzam podczas gotowania czy to już. Ostatnio bardzo plubiłam bób krócej gotowany, jest wtedy jędrny i delikatnie chrupiący idealny do zup lub sałatek. Następnie skrobiemy ziemniaki, płuczemy i kroimy w plasterki. Do garnka z grubym dnem dajemy masło, oliwę i  podgrzewamy. Po roztopieniu masła dodajemy ziemniaki i obsmażamy przez 5 minut, tak by delikatnie się zrumieniły. Czosnek przeciskamy przez praskę i smażymy wszystko jeszcze około minutę, co jakiś czas mieszamy, aby czosnek się nie przypalił. Potem wlewamy gorący bulion i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez 10-15 minut, aż ziemniaki będą miękkie. W międzyczasie  siekamy koperek i szczypiorek. Jak ziemniaki są już miękkie dorzucamy ugotowany i obrany bób i gotujemy jeszcze przez 1-2 minuty. Dodajemy 3 łyżki posiekanego koperku i szczypiorku i zdejmujemy z ognia. Na koniec do kubeczka dajemy śmietanę, rozcieńczamy ją z kilkoma łyżkami letniej wody, a następnie dodajemy wywar z zupy i za każdym razem mieszamy. W sumie wychodzi około 10 łyżek wywaru, robimy tak, by zahartować śmietanę i by się nie zważyła. Tak przygotowaną śmietanę dodajemy do garnka z zupą. Podajemy z pokruszonym serem feta i pozostały koperkiem, można też podać z podsmażonym boczkiem, a nawet kurkami lub grzanką.

Smacznego!!!




wtorek, 12 lipca 2016

Sałatka z bobem, czereśniami i kalarepką

Tym razem proponuję coś lekkiego. Zestaw dość niecodzienny, ale zdecydowanie wart wypróbowania. Bobu mamy dostatek, dlatego testuję jak jeszcze inaczej można go podać. Połączenie z czereśniami czy to może się udać? Pewnie, że tak!!! Gdyby tak nie było, przepis nie pojawiłby się na blogu Kwestia Smaku, a teraz i u mnie. Lubię takie zaskakujące efekty, całość bardzo dobrze się komponuje, a wszystko idealnie do siebie pasuje. Sos z dodatkiem syropu klonowego idealnie  pasuje zarówno do czereśni, jak i do słonej fety, a porcja zdrowych warzyw idealnie dopełnia całość. Nie miałam estragonu i dlatego też pominęłam ten składnik.

Sałatka z bobem, czereśniami i kalarepką


Składniki:  

* 2 garści sałaty
* 2/3 szklanki bobu
* 2 garści czereśni
* 1 mała kalarepka
* 60 g sera feta

 Sos:    

* 4 łyżki oliwy extra vergine
* 2 lyżki syropu klonowego
* 2 łyżki  soku z limonki
* 1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki
* 1 łyżeczka różowego pieprzu rozgniecionego 
   w moździerzu

Przygotowanie:

Najpierw gotujemy bób w osolonej wodzie, następnie studzimy i obieramy odmierzamy potrzebną ilość. Na talerzach ukladamy kolejno garść sałaty, startą na drobnych oczkach kalarepkę. Z czereśni wyjmujemy pestki i połowki rozsypujemy po talerzu, jako ostatnia ląduje pokruszona feta. W miseczce łączymy wszystkie składniki sosu i polewamy nim sałatkę. Przyda się też grzanka lub tost :D

Smacznego!!!!!!!!





                                    

środa, 6 lipca 2016

Sernik z białą czekoladą i jagodami

WRACAMY DO NASZEGO BLOGOWANIA, GOTOWANIA, FOTOGRAFOWANIA :D
  Prób i pomysłów na powrót było sporo, ale zwykle coś szło nie tak, wszystko nagle zaczęło być ważniejsze ode mnie. Przecież życie jest tak fantastyczne, że aż brak czasu na robienie zdjęć, gotowanie i całą resztę, pierwsza klasa i nowe obowiązki Emilki, moja praca zawodowa wszystko stanęło na podium, minął rok i okazało się, jak bardzo się pomyliłam. Dużo czasu upłynęło nim to zrozumiałam. Cieszę się ogromnie, że znów chcę pisać, gotować i fotografować,że znów kogoś zainspiruję do wypróbowania przepisu. Największą przyjemność sprawia mi myśl o poszukiwaniu nowych smaków, czyli to co stanowi kwintesencję mojego gotowania. Zdecydowanie bardziej świadomie zaczynam podchodzić do zdrowego odżywiania, dlatego też tutaj będę podrzucać pomysły. Nie oznacza to jednak, że drastycznie zrezygnuję z pewnych dań, co to to nie, w końcu każdemu należy się zadowolenie z jedzenia! Będzie to wyglądało tak jak w przypadku kawy i czekolady, nie mam już potrzeby by po nie sięgać, robię to sporadycznie i dobrze mi ż tym. Pamiętam jak zaczynałam, pojawiało się całe mnóswo wymówek i niemal łzy w oczach, przekonywałam siebie, że tego potrzebuję, by normalnie funkcjonować. Nic bardziej mylnego. Przez całe życie tworzymy schematy, które zamiast pomagać- utrudniaja. Dobrze jest czasem wyjść poza strefę własnego komfortu i zobaczyć, że jest lepiej, że nasze życie smakuje doskonale pod każdym względem. To nie dzieje się od razu, każda zmiana wymaga czasu, ale jest nasza, pozostaje z nami na zawsze i sprawia, że nie boimy się zaryzykować i ruszyć do przodu...
W styczniu pisałam, że pozytywna opinia na temat mojego bloga pchnęła mnie do dalszego działania. Krótkotrwałe działanie, nic z tego nie wyszło, a wystarczyło to zaledwie na chwilę, aż dwa wpisy. Już nawe nie policzę ile razy planowałam usiąść przy laptopie i znów coś napisać, zawsze jednak pojawiało się coś ważniejszego, jakaś głupia wymówka, a jak się okazało w moim życiu było ich aż nadto. Dużo czasu sraciłam, ale całe szczęście dużo mam go jeszcze przed soba. Przekonałam się, że dużo energii poświęcałam nie tam gdzie trzeba. Musiałam do tego dojrzeć, a tym samym odkryć jak to jest dla mnie ważne. Sama pewnie nie wpadłabym na to tak szybko, szczerze mówiąc pewnie nigdy, ale bywa, że w odpowiednim momencie pojawia się ktoś, kto przewraca wszystko do góry nogami i pomaga w odkrywaniu samej siebie. Niewiarygodne i wspaniałe uczucie poznawać siebie na nowo, dotrzeć tam gdzie jeszcze nie był nikt, i budować lepsze życie.
Jak to z moim pieczeniem bywa, miało być jedno, a wyszło zupełnie coś innego. W taki sposób z dwóch serników powstał jeden, korzystałam jak zwykle z pomysłów z blogu Kwestia Smaku. Musiałam trochę poczekać na wypróbowanie tego cuda. Już myślałam, że nie wytrzymam, wzięłam mikser do ręki, a tu brak prądu i tak przez godzinę. A w telefonie taka informacja " Twój sernik jest majestatyczny. Rozbudza zmysły i emocje. Dzieło sztuki! Pycha!!!" Jak wytrzymać? Nie  mogłam jednak ukroić nim nie ubiłam śmietany, musiało być idealnie! Oczywiście nawet mój największy krytyk kulinarny, nie mógł przejść obojęnie. Emilce smakowało i dokładkę też dostała :D Najlepsze były jagodowe języczki, radochy co niemiara :D
Jagody mają swój czas, dlatego ten kto lubi zbierać niech ciśnie do lasu, a pozostali do sklepu, bo każdemu należy się odrobina przyjemności...!!!

Sernik z białą czekoladą i jagodami

Składniki:

Spód:


* 50 g ciastek kruchych czekoladowych
* 100 g ciastek oreo
* 2 łyżki masła

Mus owocowy:

* 250 g owoców ( jagody, truskawki, maliny, wiśnie)
* 30 g cukru (3 łyżki)
* kisiel błyskawiczny o smaku użytych owoców


Masa serowa:

wszystkie skladniki powinny mieć temperaturę pokojową

* 0,5 kg  twarogu sernikowego
* 100 g serka mascarpone
* 1/4 szklanki cukru
* 1 łyżeczka ekstraktu z wnilii                                                
* 300 g białej czekolady
* 3 duże jajka                                                                    
* 1 łyżka mąki ziemniaczanej

Polewa jogurtowa:

* 50 g białej czekolady
* 100 g jogurtu greckiego lub naturalnego

Dodatkowo:

* 150 g śmietany 30% lub 36%
   ubitej na sztywną pianę
* 2 łyżki cukru pudru
* świeże owoce do posypania


Przygotowanie:
Etykiety

Mus owocowy: Najpierw płuczemy owoce, jei jest taka potrzeba osuszamy i kroimy (wisnie, truskawki). Tak przygotowane owoce wkładamy do rondelka, dodajemy cukier i zagotowujemy. Od czasu jak zacznie bulgotać  zostawiamy jeszcze 6-7 minut na średnim ogniu, po czym zdejmujemy i od razu wsypujemy kisiel, mieszamy do calkowitego rozpuszczenia się proszku. Odstawiamy do ostygnięcia.
Spód: Tortownicę o wymiarach 20 cm wykładamy papierem, przed zamknięciem tortownicy, papier wypuszczamy na zewnątrz (powinien utworzyć spódnicę). Ciastka  kruszymy  na piasek (można blenderem, albo wrzucamy do woreczka i uderzamy tłuczkiem). Dodajemy roztopione masło, przygotowanym ciastem wykładamy dno tortownicy, mocno dociskamy i wkładamy do lodówki.
Masa serowa: Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. W kąpieli wodnej rozpuszczamy biała czekoladę. Kąpiel wodna czyli do wiekszego garnka wlewamy wodę, na nim ustawiamy metalową miseczkę lub rondeleki do niego wrzucamy czekoladę. Pod wplywem gorącej wody topi się czekolada. Najlepiej stać i mieszać, bo będziemy mieli pewność, że nie powstaną grudki. Sery miksujemy z cukrem, ekstraktem z wanilli i roztopioną, przestudzoną czekoladą. Jajka ubijamy w oddzielnej misce przez około minutę, a następnie dodajemy do masy serowej, miksujemy jeszcze 1-2 minuty i wykladamy na spód. Na masę wykładamy mus owocowy, zachowując odstępy i zagłębiając do połowy łyżeczkę. Pieczemy przez 15 minut w 170 stopniach, potem zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy przez 60 minut. Na 10 minut przed upływem czasu rozpuszczamy w kąpieli wodnej czekoladę, odstawiamy do ostudzenia i następnie dodajemy jogurt, całość mieszamy i powstałą polewę rozsmarowujemy na powierzchni sernika. Pieczemy jeszcze 15 minut, po czym wyłączamy piekarnik i zostawiamy około 20 minut w zamkniętym piekarniku,a potem delikatnie otwieramy drzwiczki. Schładzamy, najlepiej całą noc w lodówce.
Na koniec w zasadzie przed podaniem ubijamy śmietankę, najpierw na małych obrotach potem zwiększamy i dodajemy po łyżce cukru. Wykładamy na sernik i posypujemy owocami.


Smacznego!!!












niedziela, 31 stycznia 2016

Szwedzkie bułeczki z kardamonem

Po kilku miesiącach przerwy udało mi się dołączyć do weekendowej akcji "Wypiekanie na śniadanie". Tym razem szwedzkie bułeczki z kardamonem- kardemummabullar z blogu Moje Wypieki. Fajna zabawa z tym zwijaniem choć u mnie z różnym skutkiem, jedna miała być w kształcie serca. Zrolowałam ją i stworzyłam coś na wzór, niestety po upieczeniu już niespecjalnie je przypomina. Nie byłam jakoś extra z nich zadowolona, tak to jest jak się piecze w pośpiechu. Dodałam do nadzienia kardamonowego kropelki czekoladowe. Jak już wspomniałam nie byłam jakoś specjalnie zachwycona ich smakiem, a co dziwne całą drogę powrotna z pracy myślałam tylko o nich. Tym oto sposobem o 22.30 zjadłam, aż trzy- rozpusta!!! Polecam je zatem choć lepiej użyć mąki chlebowej, niestety nie miałam i dodałam pszennej, ale jak widać nie sposób i się oprzeć :D

Szwedzkie bułeczki kardamonowe                   



Składniki na 17 sztuk:

* 530 g mąki pszennej chlebowej

* 250 ml mleka
* 90 g cukru
* pół łyżeczki soli
* 100 g masła, roztopionego i przestudzonego
* 12 g drożdzy suchych lub 
   25 g drożdży świeżych
* 7 g kardamonu, zmielonego


Nadzienie kardamonowe:


* 100 g masła, w temperaturze pokojowej

* 100 g brązowego cukru (miałkiego np. muscovado)
* 1.5 łyżki zmielonego kardamonu
Wszystkie składniki utrzeć/zmiksować.
Syrop cukrowy:


* 70 ml wody

* 1 łyżka golden syrupu
** Jeśli nie posiadasz golden syrupu, przygotuj syrop cukrowy   przez zagotowanie 70 ml wody 
    z 60 g cukru,   do rozpuszczenia się cukru.
Składniki umieścić w garnuszku, zagotować.

Cukier kardamonowy:


* 50 g cukru

* 1 łyżka zmielonego kardamonu
Składniki wymieszać.


Przygotowanie:
Mąkę pszenną wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn - tutaj instrukcja), dodać resztę składników i wyrobić, pod koniec dodając rozpuszczony tłuszcz. Wyrobić ciasto, odpowiednio długo, by było miękkie i elastyczne. Uformować z niego kulę, włożyć do oprószonej mąką miski, odstawić w ciepłe miejsce, przykryte ściereczką, do podwojenia objętości (około 1,5 - 2 godziny).
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wielkości około 34 x 60 cm (dłuższe boki prostokata po lewej i prawej, krótsze na górze i dole), delikatnie podsypując mąką. Równomiernie posmarować kardamonowym nadzieniem. Długie boki podzielić na 3 części (po 20 cm), zaznaczyć delikatnie nożem. Podnosząc krótszy bok ciasta założyć go do 2/3 długości ciasta, potem kolejny krótszy bok założyć na złożone ciasto - powinny powstać 3 warstwy ciasta dwukrotnie przełożone nadzieniem. Tak przygotowane ciasto pokroić ostrym nożem (najlepiej kółkiem do pizzy) na 1.7 cm paski. Zwinąć, jak na filmie z blogu Moje Wypieki (paski ciasta są elastyczne i łatwo je rozciągnąć w razie konieczności).Układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (2 blaszki), w sporych odległościach od siebie. Przykryć luźno folią spożywczą pozostawić w cieple do czasu podwojenia objętości (około 45 - 60 minut). Po wyrośnieciu bułeczki posmarować syropem cukrowym i oprószyć cukrem kardamonowym. Piec w temperaturze 220ºC przez około 8 minut lub do wyraźnego zezłocenia i lekkiego zbrązowienia ciasta (uwaga, ze względu na cukier w glazurze i cukrową posypkę szybko się przypalają, nie odchodzić od piekarnika i w razie konieczności obniżyć temperaturę). Wyjąć, przenieść na kratkę i wystudzić. Pyszne są ciepłe!
Metoda dla maszynistów:
Wszystkie składniki na ciasto umieścić w maszynie do chleba w kolejności: płynne, sypkie, na końcu drożdże. Nastawić program do wyrabiania i wyrastania ciasta 'dough' (około 1,5 h), po czym ciasto wyjąć, krótko wyrobić i dalej postępować według powyższego przepisu.

Smacznego!!!








Razem ze mną wypiekali:



niedziela, 24 stycznia 2016

Keks z białą czekoladą

  Tak to się dzieje,że czasami wystarczy,że pojawi się jakiś problem i już znika cały zapał, ale tak szybko się nie poddam. I choć pisanie postu wymaga ode mnie sporo cierpliwości, bo padła mi klawiatutra i chwilowo muszę korzystać z tej ekranowej, to i tak nie przestanę.  Uzbierałam trochę zdjęć to trzeba je pokazać, poza tym wiele osób czeka na ten przepis... Nie jest on mojego autorstwa, ale przetestowałam i mogę polecić, bo jest to najlepszy keks jaki jadłam. Robię go juz od kilku lat, ale niestety nigdy nie dotrwał do zdjeć. To jest ciasto przy którym można sobie porozmyślać, a przy okazji zjeść niepostrzeżenie kilka kawałków. Po każdym przepysznym kęsie pojawia się nowa myśl, nowy pomysł. Ciągle marzę o moim idealnym fotelu zapomnienia. Póki co nie mam, aż tyle wolnego czasu, by w nim przesiadywać, więc nie poszukuję i korzystam z tego który mam, ale kiedyś nadejdzie taki dzień... Bez wyrzutów zatopię się w moim ogromnym fotelu i zniknę w świecie magii i zabiorę ze sobą ten wspaniały keks :)
W przyszłym roku możecie też wykorzystać szablon renifera. Wystarczy zwykła jednokolorowa poszewka, kawałek filcu, igła i nić i dekoracja świąteczna jest gotowa :)
Przepis pochodzi z blogu Kwestia Smaku.

Keks z biała czekoladą      

Składniki:

* 300 g suszonych moreli pokrojonych na małe kawałeczki
* 100 g rodzynek
* 200 g posiekanych orzechów włoskich
* 250 g mąki pszennej tortowej
* 250 g drobnego cukru
* skorka starta z 2 pomarańczy
* skórka starta z 1 cytryny
* 5 jajek
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 200 g białej czekolady roztopionej i ostudzonej
* 2 lyzki likieru pomarańczowego lub brandy

Dodatkowo:

* cukier puder do posypania

Przygotowanie:

Nagrzewamy piekarnik do 160 stopni C. Z tej porcji mamy zwykle dwie  foreki aluminiowe, ale można też użyć kwadratową formę o boku 22 cm lub tortownicę o średnicy 23 cm, albo forekę keksową. Foremki aluminiowe smaruję tylko masłem i posypujemy bułką tartą. Następnie drobno kroimy  morele, siekamy też rodzynki, żurawinę i orzechy, całość mieszamy z 30 g mąki. Do miski dajemy masło, drobny cukier i ubijamy przez 8 minut na puszysty krem, po ty czasie dodajemy skórkę z pomarańczy i cytryny. Potem dodajemy po 1 jajku nie przerywając ubijania, może się trochę rozdzielić ale spokojnie po dodaniu  i ziksowaniu pozostałej mąki (g) powinno być wszystko dobrze. Na koniec dajemy ostudzoną białą czekoladę, likier lub brandy oraz bakalie i ponownie miksujemy do połączenia się składników. Ciasto przekładamy do formy i pieczemy przez okolo 40-60 minut, aż patyczek będzie suchy. W mniejszych formach krócej, a w większych dłużej. Po wystudzeniu przykrywamy folią aluminiową, aby ni,e wyschły,a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego!!!


















piątek, 8 stycznia 2016

Miniaturowe domki z piernika

  Za oknami śnieg, wspaniałe, poranne słońce zagląda w nasze okna...Gorąca czekolada, domek z piernika i niesamowity zapach rozchodzący się po mieszkaniu. To główny powód dla którego domki wylądowały na filiżance, oprócz tego, że fantastycznie się na niej prezentują :). Zestaw idealnie pasujący do noworocznych przemyśleń. Aromatyczny zapach piernika wprawia w dobry nastrój, a czekolada..? Już sam jej zapach wywołuje uczucie szczęścia, czyli wszystko czego potrzebowałam. Wraz  z Nowym Rokiem zaczęło się pojawiać wiele pytań, wątpliwości i przemyśleń... Chyba każdy tak ma..? Zwykle są to jakieś głębsze refleksje, choć bywają i takie zwykłe, banalne . U mnie zaatakowały ze zdwojoną mocą, bo gdy człowiek ma wolne więcej może, a jeśli dodatkowo jest już po 30-stce zdecydowanie więcej jest do analizowania hehe. Pojawiają się plany, postanowienia na kolejny rok.... Tak się czasami zastanawiam czy to co złe może trwać długo, ile człowiek może znieść i, przede wszystkim czy warto?  Gdzieś coś poszło nie tak jak powinno. Czas uporządkować myśli i pragnienia, tylko tak solidnie, a nie na chwilę i bez sensu. W dobrym nastroju ruszyć do przodu z wspaniałym planem na siebie, na nas, bo przecież jest też EMI.  
  Z części ciasta upiekłyśmy pierniczki, a z reszty powstały domki. Dwa wylądowały na torciku, a pozostałe na filiżankach. Chyba tęskniłam za tymi wieczorami przed kompem, gdy mogę spędzić chwilę z własnymi myślami. Najpierw zdjęcia, potem obróbka i uśmiech. Lubię te momenty, gdy widzę, że coś mi wychodzi, a przynajmniej mi się podoba. Cóż opinie mogą być różne i każdy ma prawo do ich wyrażania, o ile są oczywiście szczere. Bloga tworzę to dla nas i dla naszej przyjemności a także wygody, bo tutaj zdecydowanie łatwiej wyszukać przepis. Wspólne chwile spędzane podczas pieczenia, gotowania sprawiają, że nawiązuje się wspaniała wieź między nami. Tworzymy razem fajne rzeczy, śmiejemy się, wygłupiamy, jedna wpływa na drugą, pobudzamy się nawzajem. Lubię patrzeć jak się zmienia, jak dorasta. Jak z małej rozwrzeszczanej robi się duża jeszcze bardziej rozkrzyczana, ale zarazem tak cudowna, że nic tylko wycałować. Siada już przy mnie i wspólnie obrabiamy zdjęcia. Jeszcze chwila i zacznie pisać posty :D Póki co sprząta swój pokój i przesyła pozytywne wibracje. Postanowiła wyczyścić swoje drzwi. Podczas zdzierania naklejek słyszę " Ale mi ich szkoda, tyle z nimi przeżyłam... Ale po co mi one, przecież jestem już dorosła! Teraz już rozumiem, że naklejki są dla małych dzieci". Czasem ot po prostu czarodziejska myśl i wtedy nie trzeba ani czekolady, ani domku z piernika...
Wzór na domek pochodzi z książki "Cuda z piernika" chciałam ich więcej stworzyć, ale czas nie pozwolił. Przepis natomiast  z blogu  Moje Wypieki. Polecam z czystym sumieniem, bo trzymam je już od świąt i smakują rewelacyjnie, a co najważniejsze nie wyczuwam sody, a Emilka zajada się bez opamiętania :) Po otwarciu blaszanego pojemnika, znów czuć świąteczną atmosferę. Jeśli zdarzy się, że stwardnieją, można je uratować. Do puszki dajemy kawałek jabłka albo tylko skórkę, ćwiartki pomarańczy bądź cytryny, ale może być tez sama skórka (nabierają wówczas wspaniałego aromatu). Pomocne moga się też okazać kromki chleba. Na jednej ukladamy pierniczki, a następną przykrywamy i też zostawiamy na 1-2 dni po czym zastępujemy je nowymi. Pamiętajmy tylko o ich wymianie, najlepiej zaglądać już po jednym dniu, żeby przypadkiem nie spleśniały, Tak zrobiłam w zeszłym roku i jedno pudełko poszło do kosza, dlatego zaglądamy i nie zapominamy!  W tym błogim nastroju życzę Wam wszystkim wspaniałego Nowego Roku 2016!!!!

Miniaturkowe domki z piernika    

Skadniki:

*  300 g mąki pszennej
*  100 g mąki żytniej pełnoziarnistej
*  2 duże jajka
*  130 g cukru pudru
*  100 g masła, roztopionego i lekko przestudzonego
*  100 g łagodnego miodu np. akacjowego
*  1 łyżka przyprawy do piernika
*  1 łyżka kakao
*  1 łyżeczka sody oczyszczonej






Przygotowanie:

Banalnie proste. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni C. Najpierw wsypujemy wszystkie suche składniki- mieszamy, następnie dodajemy roztopione masło i płynny miód, wszystko ponownie mieszamy i wyrabiamy na gładkie ciasto. Możemy użyć miksera, ale tylko z dodatkiem haków inaczej możemy się z nim pożegnać. Ciasto jest zbyt ciężkie do mieszadeł. Po połączeniu się składników ciasto może być klejące i zapewne takie będzie, ale w żadnym wypadku nie dodajemy mąki. Lepka klejąca konsystencja może być zabawna! Wyciągamy stolnicę, delikatnie posypujemy ją i wałek mąką, odrywamy po kawałku ciasta, wałkujemy je na 6 mm grubości i przystępujemy do najlepszej zaraz po lukrowaniu czynności-wycinania. Pamiętajmy też, by pierniczki nie były zbyt cienkie, bo wyjdą twarde i nic nie da się zrobić by zmiękły. Wycięte pierniczki układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce, w niewielkich odstępach. Pieczemy w 180 stopniach C od 8-10 minut, nie dłużej, jeśli formy są malutkie nawet krócej. Wyjmujemy, studzimy i dekorujemy, o ile coś jeszcze zostanie :)

Smacznego!!!




























sobota, 26 grudnia 2015

Świateczny tort makowy

 Czasem jedno dobre słowo potrafi zdziałać cuda. Dawno nie miałam motywacji, nawet chęci, aby wrzucić nowy post. Wczorajszy wieczór przyniósł wielką zmianę i dziś już powstaje post. Jakaś nowa energia we mnie wstąpiła, może to dlatego, że ciężki grudzień już za mną. Choć jutro pewnie tłumy będą zaszczycać centrum swoją obecnością, w końcu były aż dwa dni wolnego... W styczniu mam urlop, a co za tym idzie więcej czasu wolnego. Poza tym nie będę już robiła stroików, bombek i aniołków. Był już taki  moment, że zaczęłam zastanawiać się czy nie zacząć pisać postów o robótkach ręcznych, tyle ich było. Drzewo z szyszek powstało dzięki pomocy  Doroty z Pachnące łąki. Obejrzałam jakiś filmik i stwierdziłam, że to 10 minut roboty, ale ona wiedziała, że to nie pójdzie tak szybko. Tak to bywa, jak posiada się tylko wyobrażenie, a doświadczenia zero. Gdyby nie jej pomoc, trwałoby to jeszcze dłużej. Połączyłyśmy przyjemne z pożytecznym spędziłyśmy fantastyczne chwile przy wspólnej pracy. Czasem potrzebne jest takie oderwanie od codziennego natłoku spraw, relaks przy kawie i serniku, a do tego spora szczypta marzeń :D Nasz kocur upodobał sobie miejscówkę pod drzewkiem i co jakiś czas wąchał, przygryzał,a nawet przewracał, dlatego nie mogło go zabraknąć na zdjęciu...
Przepis na torcik pochodzi z Kwestii Smaku, mojego ulubionego blogu. Ciasto jest bardzo dobre, smaki fajnie się łączą, a powidła super przełamują słodycz. Pycha!!! Po kilku tygodniach bez słodyczy fajnie było sobie pofolgować.


Świąteczny tort makowy


Ciasto makowe:

* 350 g gotowej słodzonej masy makowej z bakaliami
* 7 łyżek kaszy manny
* 50 g orzechów włoskich
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 125 g serka mascarpone
* 7 jaj (rozmiar M)
* 1/2 szklanki cukru pudru

Krem:

* 500 ml śmietanki kremówki (36%)
* 125 g serka mascarpone (zimnego)
* 1/2 szklanki cukru pudru

Dodatkowo:

* 160 g powideł śliwkowych lub dżemu porzeczkowego,
   morelowego
* 450 g brzoskwiń w puszce
* czekoladowe gwiazdki
* dwa domki z piernika

Przygotowanie:

Ciasto: Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C. Orzechy włoskie drobno siekamy, dodajemy masę makową, kaszę, proszek do pieczenia i mascarpone- całość mieszamy. Żółtka dajemy do miski, wsypujemy cukier puder i ubijamy na puszystą, gęstą masę. Następnie dodajemy do masy makowej i delikatnie mieszamy. Na koniec ubijamy białka, wsypujemy szczyptę soli i miksujemy na sztywną pianę, a potem delikatnie mieszamy z masą. Do formy o średnicy ok. 21-22 cm wykładamy masę i pieczemy przez ok. 50-55 minut. Po ostudzeniu kroimy na trzy blaty, można skropić 3 łyżkami syropu z brzoskwiń.
Krem: Wszystkie składniki dajemy do miski i miksujemy na gładki, puszysty krem.
Wykończenie: Na paterze układamy jeden blat, smarujemy powidłami śliwkowymi, następnie wykładamy 1/3 masy i wciskamy kawałki brzoskwiń, układamy drugi blat i powtarzamy te same czynności. Na trzecim blacie rozsmarowujemy pozostałą część kremu, Dekoracja pozostaje kwestią naszej fantazji.

Smacznego!!!