niedziela, 29 marca 2015

Chlebek nadziewany szpinakiem i serem feta

 Normą stało się, że raz w tygodniu wraz z kilkoma innymi blogerami biorę udział w "Wypiekaniu na śniadanie". Tym razem piekliśmy Chlebek ze szpinakiem i serem feta na podstawie przepisu z książki Women's Weekly "The Baking Collection. Ponieważ lubię szpinak, chętnie wypróbowałam przepis i jestem zadowolona. Dołożyłabym jednak łososia lub pierś z kurczaka, ale tu akurat odzywa się mój wewnętrzny głos mięsożercy, bo wcale nie jest to niezbędne. Tak miałam zrobić od razu, ale piersi z kurczaka potrzebowałam też do obiadu, a dodatkowej nie chciało mi się rozmrażać. Do całości dodałabym też sosu czosnkowego i tak zrobię następnym razem. Ciasto jest klejące, nie lubię takiej babraniny, ale przełożyłam  je na papier do pieczenia podsypany mąką, trochę jej też nasypałam na górę i niewiele przykleiło się do wałka. Mąka na spodzie ułatwiła zawinięcie chlebka, zaś papier pomógł w przeniesieniu go na blaszkę.
  Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie namieszała. Nie wiem jak to się stało, ale przepisując przepis zobaczyłam 800 g mąki razowej, zastanowiło mnie to, ale byłam w jakimś amoku (chyba miłosnym hehe) i tak zostawiłam. Dziś też patrzyłam kilka razy na tę wartość, ale uznałam, że jest ok... nie było hehe. Śmieję się, bo byłam sprawdzać ilość przypraw, a ilość mąki pominęłam... Jak tylko dodałam maślankę wiedziałam, że coś namieszałam, ale niestety nie tak jak powinnam. Czasem trzeba posłuchać intuicji, a i przy okazji przypomniała mi się czytanka z podstawówki "Niedbały robi dwa razy" hehe. Ciekawe czy w elementarzu pierwszoklasisty ciągle można znaleźć takie pozycje? O tym przekonam się już we wrześniu.
Plusem chlebka jest czas przygotowania, przede wszystkim nie trzeba czekać na wyrośnięcie:) W zasadzie to można byłoby zrobić zamiast chlebka bułeczki lub coś na wzór mini calzone.


Chlebek nadziewany szpinakiem i serem feta  

Składniki:

Farsz:

* 1 łyżka oliwy
* 1 średnia cebula biała, posiekane drobno
* 300g szpinaku baby
* 1 łyżka świeżych liści tymianku
* 1 łyżka drobno posiekanego 

   świeżego rozmarynu
* 250 g sera fety pokruszonego 

Ciasto: 

* 300 g przesianej mąki pszennej
* 80g przesianej mąki razowej
* 120g grubo tartego parmezanu
* 250gml maślanki
* 1 jajko
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* 3/4 łyżeczki soli do ciasta



Przygotowanie:

Rozgrzewamy olej na patelni, smażymy cebulę aż zmięknie, dodajemy umyty, osuszony szpinak i smażymy do czasu aż zwiędnie. Gdy ostygnie wyciskamy nadmiar płynu i dodajemy zioła.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni,  formę wykładamy papierem do pieczenia.
Przesiewamy obie mąki do miski, dodajemy połowę parmezanu, po środku robimy wgłębienie i wbijamy w nie jajo, wsypujemy sól, proszek do pieczenia i na koniec maślankę. Zagniatamy lepkie ciasto. Na stolnicę dajemy kawałek papieru do pieczenia, posypujemy go mąką, wykładamy ciasto i wałkujemy na prostokąt 20cm x 30cm. Następnie na cieście rozprowadzamy szpinak  pozostawiamy pasek 2 cm wzdłuż jednego dłuższego boku. Wierzch nadzienia szpinakowego posypujemy pokruszoną fetą, resztą parmezanu  i mocno rolujemy. Przenosimy na blaszkę. Za pomocą ostrego noża lub żyletki nacinamy wierzch ciasta na osiem plasterków nie przecinamy do końca. Smarujemy odrobiną maślanki, zmniejszmy temperaturę do 180 stopni i pieczemy  30 minut, potem podnosimy temp do 200 stopni i pieczemy jeszcze 15 minut. Studzimy przed podaniem.

Smacznego!!! 

Razem ze mną wypiekali:

Marzena z Zacisze kuchenne
Nina z  Gotuj sam 
Dorota z  Moje małe czarowanie
Jagoda z  Magia w kuchni
Bernadeta z Berenika- mój kulinarny pamiętnik

Joanna z Grunt to przepis






sobota, 21 marca 2015

Chleb szwajcarski

  Już kilka razy zabierałam się za upieczenie chleba i jakoś nigdy nie miałam odpowiedniej motywacji. Teraz sobie myślę, że to głównie dlatego, że nie miałam przepisu takiego jak ten!!! Przygotował go dla nas Paweł na kolejne spotkanie przy piekarniku z cyklu "Wypiekanie na Śniadanie". Jest niezwykle łatwy w wykonaniu, nie ma więc obaw, że nie wyjdzie.Wyjęłam go z piekarnika przed samym wyjściem do pracy i niestety nie udało mi się nawet spróbować. Godzina 22.30 wracam do domu i pierwsze kroki kieruję do kuchni, zaglądam do chlebaka... Jest, zostało coś dla mnie, niewiele, ale wystarczy, by ukroić kawałek, taki malutki, tylko na spróbowanie. Po niewielkim kęsie czuję niedosyt, co tam, że jest późno, ten chleb jest pyszny, przyszła więc kolej na kromkę, a potem... jeszcze następną i następną i nie mogę się powstrzymać. Ten chleb zdobył moje serce, przepadłam z kretesem...Dobrze mówią, że przez żołądek do serca. Myślę tylko o tym jak to zrobić, by piec go częściej i choć pieczywo zastąpiłam płatkami żytnimi, to po dzisiejszym wypiekaniu nie jestem już taka twarda...


Chleb szwajcarski


Składniki:

* 600 g mąki pszennej (zwykłej, jasnej)
* 370 g  ciepłej wody
* 2 łyżeczki soli
* 2 łyżeczki cukru
* 2 łyżeczki suchych drożdży (albo 20-25 g świeżych)













Przygotowanie:

Powyższe składniki są na dość duży bochenek. Dopasowany do naszego dużego naczynia żeliwnego, pasuje też do dużego naczynia żaroodpornego. Jeżeli macie małe naczynie to stosownie proporcjonalnie zmniejszcie ilość składników.

Wszystkie składniki łączymy ze sobą i wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto (przez 15-20 minut).( Można najpierw zrobić zaczyn łączymy wodę, drożdże i cukier. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce i przykrywamy lnianą ściereczką. Po wyrośnięciu dodajemy do pozostałych składników i zagniatamy ciasto). Przekładamy do miski, przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia. Następnie uderzamy ciasto pięścią żeby je odpowietrzyć i formujemy bochenek. Układamy go na posypanym mąką papierze do pieczenia (takim trochę większym żebyśmy mogli potem razem z tym papierem przenieść bochenek do garnka żeliwnego, naczynia żaroodpornego). I zostawiamy do wyrośnięcia. Dobrze by było, żeby czas wyrastania nie przekroczył 1 godziny. Chodzi o to, żeby chleb nie przerósł za bardzo. Sęk w tym, że musi wyrastać jeszcze w piekarniku podczas pieczenia. A jak teraz za bardzo wyrośnie to już w piekarniku nie będzie miał siły i nie osiągniemy zamierzonego rezultatu.

Pół godziny przed końcem wyrastania chleba wkładamy do piekarnika garnek żeliwny razem z pokrywką (naczynie żaroodporne z pokrywką) i nagrzewamy do maksymalnej możliwej temperatury.

Gdy już chleb wyrośnie (po mniej więcej godzinie) oprószamy go mąką i nacinamy żyletką wzdłuż i wszerz. Taki krzyż po prostu robimy. Posypanie mąką jest istotne. Zapobiegnie nadmiernemu przypalaniu się chleba (i nada zamierzony wygląd).
Garnek żeliwny wyjmujemy z piekarnika (bardzo ostrożnie!), zdejmujemy pokrywkę, chwytając za krawędzie papieru do pieczenia przenosimy chleb do garnka żeliwnego (naczynia żaroodpornego), zakrywamy pokrywką i chowamy do piekarnika. Zmniejszamy temperaturę do 220 stopni i pieczemy 30 minut. Po 30 minutach zdejmujemy pokrywkę i pieczemy kolejne 30 minut. Po 10 -15 minutach przykryłam folią aluminiową, aby wierzch zbytnio się nie przypiekł
Po upieczeniu chleb około godziny studzimy na kratce. Raczej nie kroimy na ciepło (chociaż pokusa jest ogromna). Chleb podczas stygnięcia uzyskuje jeszcze swoją pożądaną strukturę.

Smacznego!!!


Razem ze mną wypiekali:
Paweł z chleby.info
Bożena z Moje domowe kucharzenie
Agnieszka  z Maryna w kuchni
Lidia  zdjecie na FB
Bernadetta z Mój kulinarny pamiętnik
Marzena z Kulinarne szaleństwa Maniusi
Justyna z Gotowanie i pieczenie

Iza z Smaczna Pyza
Marta z Kornik w kuchni
Jola z Smak mojego domu 
Kasia z Mia cucina 
Iwona z Blogotowanie 
Arletta  zdjęcie na FB
Małgosia z Smaki Alzacji
Monika Matka Wariatka 
Dorota z Moje Małe Czarowanie   
Alina z Ala piecze i gotuje

Dołączam do akcji:

Przepis bierze udział w marcowej liście "Na zakwasie i na drożdżach" prowadzonej przez Akacjowy blog

Domowa piekarenka 2015
 


 

niedziela, 15 marca 2015

Mini chałki

Wygląda na to, że moje ostatnie wpisy ograniczają się tylko do "Wypiekania na śniadanie". Niestety czas nie pozwala na więcej, choć kilka zdjęć udało się nadrobić to z wpisami już idzie gorzej :) Chałkę piekłam już w zeszłym tygodniu z  przepisu z Kwestii Smaku, ale nie zdążyłam dodać wpisu. W tym tygodniu Bernadeta z blogu "Berenika - mój kulinarny pamiętnik" podesłała pomysł na chałkę, przepis pochodzi z blogu http://www.culinaryadventuresinthekitchen.com/2012/12/08/challah-bread/ Trudno powiedzieć, która jest lepsza... obie bardzo mi smakują. Biegam do kuchni i kroję po kawałku, a na to masełko uhmm PYCHOTA!!! Niestety nie miałam miodu i zamiast niego dałam pół szklanki brązowego cukru i około 1/4 szklanki zwykłego białego. Chałka nie jest za słodka, według mnie taka w sam raz. Sklepowe, które jadałam były zdecydowanie słodsze. Pomimo iż na jej przygotowanie trzeba poświęcić trochę czasu, wiąże się to głównie z czasem wyrastania, warto podjąć wyzwanie. Fajna zabawa przy wyplataniu, choć początki bywają trudne.Trochę czasu zajęło mi nim się połapałam co do czego. Pierwszą zrobiłam zgodnie z instrukcją, a potem już improwizowałam i nie wyszło najgorzej. Trudno samemu pokazać jak  krok po kroku wyplatać, więc wstawię link strony z której korzystałam http://www.creativejewishmom.com/2011/09/how-to-braid-a-round-challah-for-rosh-hashana.html
Po raz pierwszy w taki sposób  zagniatałam ciasto. Zwykle do mąki dodawałam mokre składniki, a tu do mokrych dokładałam po szklance mąki. Podczas zagniatania dodatkowo dosypałam około pół szklanki mąki, w trakcie zagniatania ciasto kleiło się do rąk. Poza tym w przepisie były 4 szklanki mąki pszennej i 4 pełnoziarnistej, jednak wolałam uzyskać smak prawdziwej chałki i dałam tylko pszenną. Urozmaiciłam też moje mini chałki żurawiną i te chętnie polałabym białą czekoladą. Niestety po pierwsze nie mogę jej jeść (mam 40-dniowy post), a po drugie całe zapasy zużyłam do masy do tortu. Przy pierwszej partii skróciłam nieco czas wyrastania, potrzebowałam kilka dla siostry i musiałam zdążyć przed jej wyjazdem. Według mnie nie ucierpiały na tym, pierwsze wyrastanie trwało 1 godzinę, a drugie 0,5 godziny. Można też połowę ciasta włożyć do lodówki (zaraz po wyrobieniu, a przed wyrastaniem) i upiec następnego dnia. Zawsze mam ochotę zrobić kruszonkę, ale w trakcie zapominam, a potem goni mnie czas. Choć główna przyczyna jest taka, że Emilka zdecydowanie woli taką z makiem :D Właśnie przyszła do mnie Emilka, przytuliła mnie i powiedziała:
- Dziękuję Ci mamusiu za to jedzonko, jesteś najlepszą mamą na świecie!!! :D

MINI CHAŁKI                                      

Składniki:


* 2 i 1/2 szklanki ciepłej wody , 
* 1 łyżka suchych drożdży 7g
* 1/2 szklanki miodu 
  (1/2 szklanki brązowego cukru i około
  1/4 szklanki białego cukru)
* 1/4 szklanki dobrego oleju rzepakowego
   lub oliwy z oliwek extra virgin
* 3 jajka duże lub 4 małe
* 1 łyżka soli 
* 8 szklanek mąki pszennej tortowej

Dodatkowo: 


* 1-2 łyżki maku lub sezamu 

* 1 jajko



Przygotowanie:


W dużej misce, mieszamy drożdże z ciepłą wodą. Miód, olej, 3 jajka i sól mieszamy w osobnej misce, po czym dolewamy do drożdży. Następnie dodajemy mąkę po jednej filiżance na raz, mieszamy po każdym dodaniu. Ręce posypujemy mąką i wyrabiamy ciasto. Zagniatamy, aż będzie gładkie i elastyczne i się nie klei, dodając mąkę, jeśli będzie taka potrzeba. Wyrabiamy 8-10 minut.Miskę przykrywamy folią lub ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1,5 godziny lub aż ciasto podwoi swoją objętość. 

Wyjmujemy ciasto na posypany mąką blat. Jeśli robimy mniejsze bułki - chałki, dzielimy oryginalne ciasto na 16 kawałków i zaplatamy jak na rysunkach http://www.creativejewishmom.com/2011/09/how-to-braid-a-round-challah-for-rosh-hashana.html
Wykładamy blachy papierem i układamy na niej gotowe chałki. Przykrywamy folią lub czystym ręcznikiem i niech rosną przez około 1 godzinę. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C.  Rozbełtanym jajkiem smarujemy bułki, posypujemy makiem lub sezamem.
Małe okrągłe warkocze pieczemy w 180 stopniach przez 20 minut. Bułki powinny od spodu wydać głuchy dźwięk jeśli w nie postukamy. Chłodzimy na kratce przez co najmniej jedną godzinę przed krojeniem. Ręka do góry kto tyle wytrzyma, żadnych rąk w górze nie widzę hehhe :) Przecież najlepiej smakuje jeszcze ciepła :)

Smacznego!!!


Razem ze mną wypiekali:
Paweł  Chleby
Nina Gotuj-Sam!
Bernadeta  Berenika- mój kulinarny pamiętnik
Małgorzata  Smaki Alzacji
Basia  Życie w apetycie
Kamila  Życie ze smakiem
Dorota  Moje Małe Czarowanie
Justyna Gotowanie i pieczenie- I love it
Monika Matka wariatka
Kinga Małe Kulinaria 
Kasia Mia cucina
Alina Ala piecze i gotuje

Przepis bierze udział w marcowej liście "Na zakwasie i na drożdżach" prowadzonej przez Akacjowy blog











sobota, 7 marca 2015

Wytrawne Ptysie

  Rozkręciłam się z tym wypiekaniem, ale ostatnio to jedyny moment gdy mogę coś zrobić. Tak się ułożyło, że jeden weekendowy dzień mam wolny. Tematem obecnego  "Wypiekania na śniadanie"  są Wytrawne Ptysie. Pomysł podrzuciła Małgorzata, a przepis pochodzi  z książki Mała Francuska Kuchnia autorstwa Rachel Khoo. Przygotowanie ich  wymaga sporo pracy, a efektu wow nie ma. Owszem są smaczne, tylko czy potrzebna jest taka zabawa? Jeśli mamy czas i chęci to warto spróbować, ale jeśli od rana nic nie wychodzi, to lepiej nie dokładać sobie nerwów. Ciasto jest dość klejące, zamiast rękawa użyłam pojemniczków do dekoracji z których masa fajnie się wydostawała, ale żeby je napełnić trzeba się było troszkę nagimnastykować... hehe Plus jest taki, że można dowolnie kombinować z wypełnieniem, a i wizualnie wyglądają bardzo zachęcająco. Wrócę jeszcze do nich, bo na różne drobne uroczystości, sprawdzą się idealnie. W końcu nie zawsze podaje się takie serce na talerzu. Dodatkowo zachwyca zapach dobiegający z piekarnika, obudzi nawet największego śpiocha...hehe :D Tym razem Emilka nie chciała mi pomagać i jakoś mnie to nie dziwi, musiałabym tylko wysłuchiwać jęków jakie to ciasto jest klejące! Jednak i tak do przepisu dołożyła swoje trzy grosze...
-  "Mamusiu ja chcę serduszka i kwiatuszki"
Jak widać nie pokusiłam się o kwiatuszki...


Wytrawne Ptysie
Paris Brest sale
(7 sztuk)

Składniki: 
 
* 125 ml wody
* 125 ml mleka
* 10dag masła
* szczypta soli
* 1 łyżeczka cukru
* 17dag mąki przesianej
* 4 średnie jajka

 




Przygotowanie: 

Wlewamy wodę z mlekiem do rondla i dodajemy masło, sól i cukier. Stawiamy na dużym ogniu i czekamy aż masło się stopi. Wsypujemy mąkę, mieszamy energicznie, aż uzyskamy gładkie, lśniące ciasto, które nie lepiąc się odchodzi od brzegów rondla. Zdejmujemy z ognia i wciąż mieszamy aż ciasto będzie chłodne w dotyku.Wbijamy po jednym jajku, nie przerywając mieszania (pomogłam sobie mikserem, na najniższych obrotach, aż do połączenia składników, na koniec wymieszałam łyżką). Gdy masa będzie gładka i lśniąca, przekładamy ją do worka cukierniczego i wylewamy na blachę wyłożona papierem do pieczenia krążki przypominające bajgle. Posmarowałam roztrzepanym jajkiem,  posypałam makiem i sezamem i w takim zestawie smakują lepiej :)
Rozgrzewamy piekarnik do temp 180' i pieczemy  20-25 minut (u mnie było 30minut), aż ciasto wyrośnie i się zarumieni.


Nadzienie:       

Wersja I

*  wędzony łosoś
* ser brie
* kiełki brokułu
* majonez


Wersja II 

* wędzony łosoś 
* liście szpinaku 
* biały serek chrzanowy 

Wersja III

* rukola
* ser z niebieską pleśnią
* gruszka

 Wersja IV

* biały serek chrzanowy
* ser brie 
* szynka prosciutto 
* ogórek
* kiełki brokułu

Nadzienie według 
Rachel Khoo 

* 15dag brie de Meaux lub innego sera brie 
   pokrojonego na plastry
* 2 małe jabłka poszatkowane
* 10 dag liści młodego szpinaku

Mus musztardowy:
* 50 ml śmietany kremówki
* łyżka musztardy z ziarnem gorczycy
* 1 białko

Ubitą śmietanę wymieszaj z musztardą delikatnie, ubij na sztywno białko i połącz ze śmietaną, przełóż do worka cukierniczego. Upieczone ciasto przetnij na krążki w poziomie na pół. Dolne połówki przykryj plastrami sera brie a potem jabłkiem. Wyciśnij na jabłka śmietanę, połóż szpinak i przykryj górną połową ciasta. Podawaj od razu :-)

Smacznego!!!


Razem ze mną w "Wypiekaniu na śniadanie" udział wzięli: 

Paweł z Pieczenie chleba i inne przepisy 
Kinga z Małe Kulinaria 
Małgorzata z Smaki Alzacji 
Marzena z Zacisze kuchenne






sobota, 28 lutego 2015

Cebularze

  Kolejny przepis z cyklu "Wypiekanie na śniadanie". Za cebularze chciałam się zabrać już jakiś czas temu, ale zawsze było coś ważniejszego. Lubię tę akcję, te spotkania przy piekarniku i przy jednym przepisie. Szczególnie dlatego, że motywują mnie do zrobienia czegoś o czym nawet bym nie pomyślała, albo na co zwykle nie miałam czasu. Przepis przygotowali dla nas Paweł i Magda, coś prostego i niezwykle pysznego.
  Moich cebularzy nie wyszło aż 15, po pierwsze zrobiłam zbyt twarde ciasto, uparcie chciałam trzymać się przepisu, a dodatkowo nie chciało mi się podgrzewać mleka, w tym chyba tkwił największy problem. Pewnie wyszłyby bardziej puchate. No i czas pieczenia, zwykle ten pierwszy raz stoję przy piekarniku i pilnuję, ale coś mnie oderwało...  Znalazłam jeszcze jeden minus własnej pracy, pominęłam w składnikach jajko, dzięki któremu pewnie nie trzeba dodawać więcej mleka. Niemniej jednak byłam zachwycona, bo skórka była przyjemnie chrupiąca do tego mak, pychaaa!!! Chyba nie dospałam i od początku szło nie tak jak powinno. Już w trakcie przygotowywania składników pojawił się problem. Rzuciłam okiem do lodówki, hmm nie ma mleka... Nie chciało mi się wychodzić, ale szybka mobilizacja i już wracałam zadowolona ze sklepu, a żeby było śmieszniej po powrocie znalazłam mleko w lodówce, ono cały czas tam było...  Co do cebuli to miałam  już wczoraj zabrać się za pieczenie, ale gdy doczytałam przepis do końca zobaczyłam, że na cebulę potrzebuję 2 godziny... dużo, ale warto!!! Smak cebulki rewelacyjny. Na niektórych plackach dodałam też pod cebulę trochę startego sera i ta wersja smakowała mi bardziej.
 Ciasto nie było gliniaste, ale nie było też tak puszyste jak powinno,choć według mnie do szklanki mleka pasowało idealnie. Dużo zależy od mąki której używamy i czasem po prostu jest potrzebne więcej wody, albo mleka, aby ciasto było elastyczne. Dlatego też zwykle lubię ten pierwszy raz, bo wiem co zrobiłam źle lub co warto poprawić, ulepszyć. Zdarza się jednak i tak, że coś nie wyjdzie już tak dobre jak za pierwszym razem. Choć tak naprawdę nie wiem czy w tym zestawieniu rzeczywiście wolałabym zjeść mięciutkie ciasto.Nawet Emilka, która zwykle zostawia końcówki z pizzy tym razem zjadła wszystko - bo ta skórka i mak są takie dobre!!! Dla niej zrobiłam środek z sera, pieczarek i szynki.  Po rozmowie z wujkiem stwierdziła, że mi pomoże, bo jego córeczka im zwykle pomaga. Super, bo to oznacza, że wraca do zdrowia. We dwójkę zawsze przyjemniej się pracuje, w dodatku pojawiają się różne pomysły :D
Wygląda na to, że cebularze  wymagają powtórki, myślę, że wszystkim ten pomysł się spodoba hehehe :D

Cebularze               


Składniki:

NA FARSZ:
* 5 dużych cebul
* 6 łyżek oleju
* 1 łyżeczka soli
* 4 łyżeczki maku

NA CIASTO:
* 500 g maki
* 15 g suchych drożdży 

   (albo ok. 40-50 g świeżych)
* 2 łyżeczki cukru
* 1 jajko
* 1 szklanka letniego mleka
* 2 łyżeczki soli                        

* 60 g masła lub margaryny


Dodatkowo:

* 1 jajko do posmarowania

* 4 plasterki szynki prosciutto 
* starty ser




Przygotowanie:


Cebulę kroimy w grubą kostkę, dodajemy sól, mak, olej i dusimy na patelni pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez około 2 godziny. Taki długi czas duszenia jest potrzebny żeby wydobyć całą słodycz z cebuli.

Masło rozpuszczamy i wystudzone mieszamy z resztą składników na ciasto i zagniatamy. Następnie odstawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie formujemy około 15 placków, robimy dnem szklanki wgłębienie na środku. W tym wgłębieniu kładziemy ser jeśli używamy, 1-2 łyżki cebuli, a brzegi smarujemy roztrzepanym jajkiem. Odstawiamy do wyrośnięcia na 30 minut, następnie pieczemy 20-25 minut (po 15 minutach warto sprawdzić jak wyglądają )w temp. 180 stopni.

Smacznego!!!


Razem ze mną wypiekali:

Agnieszka z Aga w kuchni
Patryk z Cook
Bożena z Moje domowe kucharzenie
Nina z  Gotuj - Sam
Bernadeta z Mój kulinarny pamiętnik
Iwona z bloGotowanie z pasją
Paulina z Smaczne przepisy
Dorota z Moje Małe Czarowanie
Kasia z Ulubione przepisy
Marzena z Kulinarne Szaleństwa Maniusi


  

czwartek, 26 lutego 2015

Quesadilla z kurczakiem i brokułem

  Quesadilla nazywana przez Emilkę pizzą gości u nas dość często. Zwykle jest to wersja z serem, parówkami, albo kurczakiem, wiadomo dla kogo. Zaczęło się, gdy Emi była jeszcze mała i nie jadała prawdziwej pizzy, a ciągle zastanawiało ją co jem.. Pewnego dnia podkradła mi trójkącik z talerza,najpierw jeden, potem drugi. Ta pizza jest pyszna!!! Nadała swoją nazwę i korzystamy z niej do dziś. Zawsze gdy opowiada co jadła na śniadanie pojawia się pytanie, co to za pizza z patelni? :)
Quesadilla to dwa placki tortilli pomiędzy które wrzucamy nadzienie - ser i dowolne dodatki. Uwielbiam takie śniadania!!! Przede wszystkim dlatego, że są szybkie, smaczne i bardzo w moim guście!!

Quesadilla z kurczakiem i brokułem 
(2 porcje)


Składniki:

* 4 placki torttilli
* 1 pierś z kurczaka
* 6 różyczek brokułu
* 20 dag żółtego sera
* zioła prowansalskie
* przyprawa do gyrosa






Przygotowanie:

Różyczki brokułu myjemy i wrzucamy do posolonej wrzącej wody na około 2 minuty. Następnie przestudzone kroimy na mniejsze kawałki. Myjemy pierś z kurczaka kroimy w kostkę, posypujemy przyprawą do gyrosa i podsmażamy. Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach. Na suchą rozgrzaną patelnię dajemy jeden placek tortilli sypiemy ser, szczyptę ziół prowansalskich, kurczaka i brokuły. Delikatnie posypujemy jeszcze serem i przykładamy drugim plackiem tortilli. Smażymy na średnim ogniu przez około 3 minuty, aż ładnie się zarumieni, odwracamy na drugą stronę i po kilku minutach zdejmujemy. Kroimy trójkąciki i podajemy z sosem czosnkowym, pomidorowym lub keczupem. Uhmmm jak ja to uwielbiam!!!

Smacznego!!!






niedziela, 22 lutego 2015

Pancakes z Oreo

  Już dawno nie brałam udziału w "Wypiekaniu na śniadanie". Jakoś dziwnie omija mnie sporo wydarzeń. Tym razem były Pancakes z przepisu ze strony Moje Wypieki. Przepis prawie idealny jak poprzedni, a jednak inny. Te poprzednie bardziej mi smakowały. Nie mówię nic na temat nutelli, której tym razem nie dodawałam, na 40 dni porzuciłam czekoladę i batoniki. Jednak te poprzednie zajadałam na sucho i nie mogłam się powstrzymać, a tym razem jakoś mnie nie porwały. Różnica wynika jedynie z ilości jajek, możliwe, że ma to jakieś znaczenie. Plusem natomiast jest to, że wypróbowałam dodatek ciastek oreo. Chciałam sprawić przyjemność Emilce, jakoś ubarwić jej dzień, bo dopadła ją grypa i leżała dwa dni z wysoką gorączką Dziś jest już lepiej, apetyt powoli wraca. Założyła mój sweter i leży w nim w łóżku, twierdzi, że w nim choroba jej szybciej przejdzie :*
Wracając do pancakes zabarwiłam je też na czerwono i zielono dodając barwnik spożywczy w płynie. Nie podam dokładnie ile, bo wszystko zależy od intensywności jaką chcemy otrzymać.
Uciekam, bo czeka na mnie Emilka i Kraina Lodu, którą oglądam od trzech dni :) Ach czego nie robi się z miłości :D


Pancakes z Oreo
                       
Składniki:


* 2 szklanki mąki pszennej, przesianej
* 2 jajka
* 1,5 szklanki mleka
* 75 g rozpuszczonego masła
* 3 łyżeczki proszku do pieczenia
* 3 czubate łyżki cukru
* szczypta soli

* 11 ciasteczek oreo, ja użyłam Orito

 





Przygotowanie:

Przesianą mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Następnie roztrzepane jajka łączymy z mlekiem i masłem, dodajemy do mąki. Na koniec dorzucamy pokrojone na kawałki ciasteczka i mieszamy łyżką. Małą chochelką lub łyżką nakładamy na suchą patelnię ciasto tworząc niewielkie placuszki. Smażymy na małym ogniu do czasu, aż popękają bąbelki, a placuszek ładnie się zarumieni przez około 2-3 minuty, przewracamy na drugą stronę i po 2-3 minutach możemy już zdejmować.
Smażymy na suchej patelni, podajemy z syropem klonowym, miodem, nutellą lub wedle upodobania.


Smacznego!!! 

Razem ze mną brały udział:
Bożena - Moje domowe kucharzenie
Małgosia - Smaki Alzacji
Monika - Niezapomniane smaki
Agnieszka - Aga w kuchni
Ewa - Kobieta renesansu
Kasia - Mia cucina
Kinga - Małe kulinaria
Magda - Kulinarna piniata
Olga - Cukry proste

Alina - Ala piecze i gotuje

Edyta - Pasja Smaku
Iza - Smaczna Pyza
Dorota -Moje Małe Czarowanie  
Nina - Gotuj-Sam!
 

Dziękuję :D


 









poniedziałek, 9 lutego 2015

Oponki

   Kolejna propozycja z serii Tłusty Czwartek już się zbliża i choć planów miałam co niemiara, to rzeczywistość okazała się bezlitosna. To dopiero mój drugi wypiek, a gdzie jeszcze pączki, albo churros, które planowałam zrobić?? Już raczej nie uda mi się nadrobić zaległości. Chyba najwyższy czas pomyśleć o jakimś dodatkowym oświetleniu, bo moje zdjęcia powstają przy świetle dziennym, którego już nie ma gdy wracam po pracy, a to co powstaje z lampą raczej mnie nie przekonuje :( Dlatego też takie niewielkie ilości przepisów.
   Wracając do oponek, robiłam w zeszłym roku, ale z jakiegoś innego przepisu i niestety nie pamiętam z którego :( W tym roku wypróbowałam przepis z bloga Moje Wypieki i zmieniłam tylko tyle, że dolałam odrobinę wódki. Miały dużo pozytywnych opinii, a czas mnie gonił, spisałam przepis i do roboty, ale... Gdy już wszystko przygotowałyśmy okazało się, że nie mamy mąki, obszukałam wszystkie zakamarki, nigdzie ani śladu. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, że zabraknie akurat mąki. Ubrałyśmy się z Emilką i wyruszyłyśmy do sklepu. Kiedy wróciłyśmy czekała na nas kolejna niespodzianka, zapomniałam schować ser  do lodówki, a mój wszędobylski kot szybko zwąchał okazję. Całe szczęście sera miałam pod dostatkiem :) Kiedy w końcu zabrałam się za oponki, okazało się, że ciasto niespecjalnie chce ze mną współpracować. Było bardzo kleiste, ale czytałam, by nie dodawać za dużo mąki i starałam się trzymać zaleceń. Dlatego, gdy tylko zrobiło się nieco bardziej zbite delikatnie posypałam stolnicę mąką i położyłam na niej kulkę po czym odwróciłam, tak by z każdej strony było obtoczone w mące. Wałek też posypałam mąką i o dziwo dało się rozwałkować, miałam pewne obawy czy się usmażą, ale gdy zaczęły rosnąć pojawił się nawet  uśmiech. Oponki wyszły dość dobre i puszyste, lepsze niż te które robiłam wcześniej, choć wypróbuję jeszcze inne przepisy :)



Oponki                                              


Składniki 
(około 30 sztuk)

* 500 g półtłustego twarogu
   (może być zmielony lub sernikowy)
* 3 jajka
* 3 łyżki kwaśnej śmietany 18%
   (jeśli ser jest mokry lepiej pominąć)
* 3 łyżki cukru
* 1 opakowanie cukru waniliowego (16 g)
* 1 łyżeczka sody oczyszczonej
* 2 - 3 szklanki mąki pszennej
* 1 łyżka wódki lub spirytusu

* 1 litr oleju



Przygotowanie:

Do miski wsypujemy 2 szklaki mąki, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Uwaga, bo będzie się kleiło (co denerwuje, przynajmniej mnie). Podczas zagniatania dosypujemy jeszcze mąkę, ale nie więcej niż pół szklanki, bo ciasto wcale nie zrobi się bardziej zbite. Posypujemy stolnicę mąką, tak by po odwróceniu ciasta miało jeszcze troszkę białego puchu na którym legnie wygodnie (ale nie za dużo) i po rozwałkowaniu nie przyklei się do deski. Wałkujemy na placek o grubości około 0,5 cm. Wycinamy kółka przy pomocy szklanki i kieliszka, wrzucamy na rozgrzany olej i smażymy z obu stron na złoty kolor. Wyciągamy i układamy na papierze, by osączyć z tłuszczu. Posypujemy cukrem pudrem, polewamy lukrem lub czekoladą, można posypać orzeszkami lub kolorowymi cukierkami.

 Smacznego!!!






wtorek, 3 lutego 2015

Faworki

Miałam w tym roku poszukiwać idealnego przepisu na faworki, ale te, które teraz wypróbowałam wydają mi się strzałem w dziesiątkę. Różne jadłam, różne robiłam i nie wracam do wcześniejszych przepisów, bo je pogubiłam to raz, a tych które zostały... nie chcę już ponownie wykorzystać. Kiedyś jeszcze na studiach zrobiłam wielką górę faworków i oponek, i wtedy wyszły pyszne, niestety nie zapisałam przepisu, a potem już nie byłam w stanie go odzyskać :( Całe szczęście zostały wspomnienia z fantastycznego wieczoru :)
Przepis z którego korzystałam pochodzi z Moje Smaki Życia. Polecam zrobienie z dwóch porcji, u nas jedna zniknęła błyskawicznie, nawet Emilka schowała się ze swoim talerzykiem i zajadała w ukryciu :)Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że były pyszne. Zaletą faworków jest to, że robi się je expresowo, a jeżeli potrzebujecie jakoś spożytkować nadmiar energii nie ma lepszego sposobu hehhe. Przynajmniej przez 10 minut trzeba uderzać wałkiem w ciasto, ale warto:)

Faworki                            


Składniki:

 * 250 g mąki pszennej
* 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
* 3 żółtka
* 3 łyżki gęstej śmietany 18%
* 1 łyżka masła
* 2 łyżki wódki lub rumu
* szczypta soli
* cukier puder do posypania
do smażenia:
* 250  g smalcu
* 250 ml oleju rzepakowego



Przygotowanie:

Mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia i przesiewamy do miski, dodajemy szczyptę soli. Dokładamy łyżkę masła (dodałam w temp. pokojowej), wbijamy żółtka, dodajemy śmietanę i wódkę, całość zagniatamy, aż wszystkie składniki idealnie się połączą. Następnie energicznie uderzamy wałkiem w ciasto przez 15 minut. W trakcie rozbijania placek składamy na pół i powtarzamy uderzanie, aż zobaczymy pęcherzyki powietrza. Po takiej walce ciasto odstawiamy na godzinę do lodówki, aby sobie odpoczęło.  Wyjmujemy z lodówki i dzielimy na dwie części i jedną z nich przykryć ściereczką, ja włożyłam ponownie do lodówki.  Czytałam, że dobrze tak zrobić, aby nadmiar ciasta nie wysychał. Na stolnicę dajemy ciasto i rozwałkowujemy najcieniej jak się da (ja wolę troszkę grubsze). Jeśli jest taka potrzeba w trakcie wałkowania można podsypać niewielką ilością mąki, choć lepiej tego nie robić (ja nie potrzebowałam). Ostrym nożem lub radełkiem wycinamy paski o szerokości 2,5- 3 cm, długie paski przecinamy na krótsze paski, tak y miały około 6 cm długości i 2,5-3 cm szerokości (mi zawsze wychodzą różne, ale jeśli ktoś robi po raz pierwszy może to troszkę pomóc). W środku każdego paska robimy nacięcie przez które przekładamy jeden koniec ciasta. Nadmiar przygotowanych faworków dobrze przykryć ściereczką. Do garnka dajemy smalec i olej i rozgrzewamy tłuszcz ( dobrze do zrobić podczas wałkowania ciasta). Do gorącego tłuszczu wkładamy faworki i smażymy, aż się ładnie zarumienią. Odwracamy widelcem, a wyjmujemy łyżką cedzakową. Po wyjęciu najlepiej układać na papierowym ręczniku, by odsączyć z nadmiaru tłuszczu. Lekko przestudzone posypać cukrem pudrem, może też być z dodatkiem cynamonu.

Smacznego!!!







sobota, 31 stycznia 2015

Krem dyniowo - pasternakowy

   Mamy jeszcze drobny zapas dyni, dlatego tej zimy, krem dyniowy dość często gości na naszym stole. Nawet najsmaczniejsze potrawy powszednieją, gdy pojawiają się zbyt często. Chciałam już jakiejś odmiany i tu (całkowicie przypadkiem)  w ręce wpadł mi stary dwumiesięcznik "To jest PYSZNE", a w nim przepis na krem dyniowo-pasternakowy. Ten drugi, choć zapomniany ponownie wraca do łask, przede wszystkim ze względu na swoje walory odżywcze. Choć mam go całe mnóstwo w piwnicy, zawsze dodawałam go jedynie do wywaru z zup, a że wygląda jak pietruszka to nawet go nie próbowałam. Teraz, gdy czytam jakie ma działanie zdrowotne, istna bomba witaminowa, zdecydowanie częściej będę po niego sięgać. Poza tym smak zupy zadowolił moje kubki smakowe na tyle, że wypróbuję inne kremy z pasternakiem. Przed spróbowaniem zupy lubię ją najpierw powąchać, podnieść pokrywkę i poczuć przenikający całe ciało zapach, wtedy już wiem czy będzie dobra.
  W tym roku miałam też niezłą przygodę z pasternakiem, otóż aby wyrósł piękny i okazały trzeba powyrywać chwasty i troszkę go poprzerywać. Robiłam to po raz pierwszy, gdy był jeszcze malutki i po raz kolejny, gdy  już podrósł, a że czekało mnie sporo plewienia postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym. Skoro świeciło słońce chciałam się też troszkę opalić, jak się okazało to nie był dobry pomysł. Jak przeczytałam później liście pasternaku mają silne działanie alergizujące. Następnego dnia w yglądałam jak ofiara przemocy, na rękach i nogach pojawiły się bąble jakby ktoś przypalał mnie papierosem. Przez miesiąc schodziły bąble,a potem zostały ciemne przebarwienia, całe szczęście po kilku miesiącach w końcu zeszły. Już więcej nie wybiorę się do plewienia pasternaku, choćby nie wiem jak mało zarośnięty był, no chyba, że założę spodnie i jakieś rękawiczki. Zastanawia mnie jedno, bo przeczytałam, że we Francji dodają młode liście do sałatek czy takie małe nie wywołują alergii?
Podaję przepis jaki był w  gazecie wraz z moimi drobnymi modyfikacjami. Nie miałam już dyni w całości, tylko puree (rozgotowaną dynię, zagotowaną w słoikach) i nie mogłam podpiekać z pasternakiem.

Krem dyniowo - pasternakowy    
( 6-7 porcji)

Składniki:

* 1 dynia (około 1 i 1/2 kg)
   ja dałam 110 dag puree z dyni
* 500 g pasternaku
* 4 gałązki tymianku
   ( dałam 1 łyżeczkę suszonego)
* 1 i 1/2 łyżeczki brązowego cukru
* sól
* świeżo mielony kolorowy pieprz
* 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
* 5 łyżek oliwy z oliwek
* 2 średnie cebule
* 6 ząbków czosnku
* 3 kiełbaski np. śląskie
   ja dałam białe
* 1,5 litra wywaru warzywno - drobiowego
* 2 łyżki pestek dyni

Przygotowanie:

   Dynię kroimy na ćwiartki i łyżką wyjmujemy miąższ. Następnie kroimy na niewielkie kawałki (grusze plastry) i obieramy skórę. Pasternak obieramy i kroimy na 4 milimetrowe plastry. Świeży tymianek myjemy, suszymy i siekamy, ja użyłam suszonego. Żaroodporne naczynie wykładamy papierem do pieczenia (lub blaszkę) rozkładamy na nim pasternak i dynię. Posypujemy tymiankiem, brązowym cukrem solą i pieprzem.  Skrapiamy 3 łyżkami oliwy i pieczemy ok. 45 minut w temp. 175 stopni (termoobieg 150 stopni). Ponieważ ja miałam puree najpierw do naczynia żaroodpornego dałam plasterki pasternaku, posypałam cukrem, solą i pieprzem i piekłam przez 35 minut, potem dodałam puree i wszystko jeszcze wymieszałam i piekłam jeszcze 20 minut. Obieramy cebulę i kroimy w kostkę, następnie zdejmujemy z kiełbaski skórę i kroimy w grubsze plastry Na patelnię dajemy 2 łyżki oliwy, i przez 2-3 minuty podsmażamy kiełbaski po czym zdejmujemy z patelni, a na pozostałym tłuszczu podsmażamy cebulę. Gdy już się delikatnie zeszkli dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i smażymy kilkanaście sekund, do czasu, aż poczujemy uwalniający się zapach czosnku. Warzywa wyjmujemy z piekarnika (można kilka odłożyć do dekoracji) i dodajemy do naszego wywaru warzywno - drobiowego, dorzucamy też cebulkę. Całość zagotować, a następnie zmiksować, doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Krem rozlewamy do miseczek, dodajemy kiełbaski, odłożone warzywa i posypujemy uprażonymi pestkami dyni. Można też dorzucić grzanki czosnkowe :)

Smacznego!!!









piątek, 30 stycznia 2015

Sałatka owocowa z granatem

Kolejna propozycja na wykorzystanie granatu. Sałatka szybka i mocno witaminowa. Wpis też szybki, ale co zrobić jak czas tak szybko ucieka, a jeszcze trzeba zebrać się do pracy. Życzę wszystkim przyjemnego weekendu!!!


Sałatka owocowa  z granatem  
(4 porcje)         


Składniki:

* 1 owoc granatu
* 1 pomarańcza
* 2 banany
* 1 gruszka
* 1 serek pleśniowy (może być z dodatkiem
    orzechów)
* kilka orzechów włoskich (około 10)
* sok z limonki (lub połowy małej cytryny)
* miód lub syrop klonowy
* listki mięty do dekoracji

Przygotowanie:

Granat dzielimy na cztery części, a następnie delikatnie rozchylamy skórę i wyjmujemy łyżeczką ziarenka. To jest dla mnie najprostszy sposób na jego okiełznanie, uwaga na tryskający sok, jest trudny do usunięcia. Nasiona wsypujemy do miski, dodajemy podzieloną na cząstki pomarańcze ( wycinamy wraz ze skórką plasterki podobne do tych gruszki, tylko grubsze, potem nożem odcinamy skórkę, dobrze, żeby był ostry i dzielimy na części). Następnie kroimy banany na plasterki lub półplasterki, ser pleśniowy (kształt dowolny: trójkąciki, kwadraciki) i siekamy orzechy. Wszystko wrzucamy do miski i mieszamy. Gruszkę myjemy i kroimy  na plasterki, które układamy na każdym talerzu i nakładamy sałatkę. Na koniec skrapiamy sokiem z cytryny, polewamy miodem lub syropem klonowym i dekorujemy listkami mięty.

Smacznego!!!!