piątek, 22 listopada 2013

Sernik ze śliwkami

  Śliwki zawsze kojarzyły mi się z końcówką lata. Te ciemnofioletowe skarby są nie tylko smaczne, ale i korzystnie wpływają na nasze zdrowie, Szczególnie zalecane są osobom, które mają problem z cerą naczynkową, czyli mi. Jeśli zaś chcemy utrzymać długo młodość to już pędźmy do sklepu, najlepiej po całą skrzynkę :)
   Począwszy od października sernik ten jest dość częstym gościem na naszym stole. Zdecydowanym plusem jest łatwość w przygotowaniu, bo o smaku już nie wspominam. Oczywiste jest, że kulinarny niewypał, w piekarniku ląduje tylko raz. Szczerze mówiąc nie miałam jeszcze takiej wpadki. Częściej zdarzało mi się, że ciacho zawiodło w kwestii smaku, po prostu oczekiwałam więcej, intensywniej, ale tu zawsze coś da się poprawić. Poza tym częściej okazuje się,że to ja wymyślam, bo cała reszta twierdzi, że jest pycha! Są gusta i guściki, a o tym podobno się nie dyskutuje, i ja tak robię. Przepis pochodzi z książki " Ciasta na każdą okazję", odrobinę zmodyfikowany.

Sernik ze śliwkami

Składniki:

Spód: 

* 150 g ciastek digestive w czekoladzie (daję 150 g herbatników i
   50 g roztopionej razem z masłem gorzkiej czekolady)
* 50  masła

Masa serowa:

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową
* 700 g półtłustego twarogu (zmielonego dwukrotnie) lub gotowego
   sernikowego
* 1-1,5 szklanki cukru (w zależności jak słodkie ciasta lubicie,
   wystarcza nieco ponad szklanka)
* 3 łyżki mąki ziemniaczanej
* 3 jajka
* 2/3 szklanki śmietanki 36%
* 1 łyżeczka aromatu migdałowego (daję troszkę
    mniej bo jak dla mnie jest za bardzo wyczuwalny)
* 1/2 kg śliwek

Kruszonka:

* 3/4 szklanki mielonych migdałów
* 3/4 szklanki cukru brązowego demerara
* 100 g miękkiego masła
                                                                      
                                                                                           Fot. Piotr Kunc


Przygotowanie:

Dno tortownicy o średnicy 24 cm wykładamy papierem do pieczenia. Ciasteczka rozdrabniamy w malakserze lub tłuczkiem na drobny piasek i mieszamy ze stopionym masłem ( jeśli robimy z herbatnikami, dodajemy stopione masło z czekoladą). Wykładamy ciastem dno formy, łyżką dociskamy i wygładzamy, na czas przygotowania masy serowej wkładamy do lodówki. Wszystkie składniki masy serowej miksujemy na gładki krem, niezbyt długo, aby masa nie napowietrzyła się. Wylewamy na spód z ciastek. Na wierzchu ciasno układamy połówki śliwek ( chyba, że są duże to dzielimy na 3 części) rozcięciami do góry. Wszystkie składniki kruszonki mieszamy ze sobą, wyrabiając palcami. Posypujemy sernik, zbitymi grudkami. Wkładamy do nagrzanego  do 180 stopni piekarnika i pieczemy 1 godzinę. Jeśli ciasto za bardzo się przypieka, można przykryć folią aluminiową, mi to się nie przytrafiło. Sernik jest gotowy gdy się lekko zetnie, nie pieczemy go do tzw. suchego patyczka. Wyłączam piekarnik i zostawiam przez 15 minut sernik w zamknięciu, potem powoli otwieram drzwiczki. Wystudzony sernik wkładamy na kilka godzin do lodówki, najlepiej na całą noc. Rano, skoro świt uderzamy do lodówki i... :D

Smacznego!!








środa, 20 listopada 2013

Paczuszki figowe

W tym roku zachwycam się figami, będę próbować i eksperymentować, choć nie zostało mi już dużo czasu. Gdzieś, kiedyś znalazłam przepis, ale to nie wszystko, było też zdjęcie, które wywołało uśmiech na twarzy, gonitwę myśli i absolutne must have. Nie ma co zwlekać trzeba próbować. Może być świetną przystawką podczas imprezy andrzejkowej lub sylwestrowej (wówczas można spróbować z suszonymi figami). Dla mnie to finezja w każdym calu. Są tak piękne, że aż żal zjadać i tak smaczne, że aż żal tego nie zrobić... Wszystko zachwyca, idealna gra kształtów i kolorów, połączenie dość standardowe, a mimo to niesamowite w swej prostocie. Nieraz już potwierdzałam, że figa lubi kozi ser, szynkę parmeńską o miodku nie wspomnę, ale, że  do tego wszystkiego jeszcze naleśnik, fantazja ludzka nie zna granic. Moja wersja jest zrobiona na szybko, żeby wzbudzić zachwyt, usłyszeć WOW i udało się!  Obiecuję jednak, że pojawi się również zdjęcie wersji idealnej, czyli z podsmażoną szyneczką i kiełkami . Kilka godzin to zdecydowanie zbyt mało by wszystko wyszło tak jak powinno, czasem w trakcie zmienia się koncepcja, ale i tak zawsze wychodzi smacznie:)



Paczuszki figowe

Składniki:

* 2 figi
* 4 plastry szynki prosciutto lu wędzonego boczku
* 4 cienkie naleśniki
* 4 kawałki koziego sera, lub sera camembert
* kilka listków świeżej bazylii
* kiełki np. rzeżuchy
* 1,5 łyżki miodu
* 1 łyżka oliwy
* 1 łyżeczka octu balsamicznego
* świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:

Figi kroimy na ćwiartki, wkładamy do naczynia żaroodpornego, polewamy miodem, skrapiamy oliwą i octem balsamicznym. Całość pieczemy 12-15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.Szynkę podsmażamy na patelni, aby powstały chrupiące brzegi  (choć nie jest to konieczne). Naleśniki zwijamy w prostokąty o szerokości około 4 cm, kładziemy po jednym na plasterku szynki. Ćwiartki figi przekładamy kozim serkiem i kiełkami, układamy na naleśniku,  zawijamy, z każdej strony przykładamy listek bazylii  i spinamy wykałaczką. Na koniec można polać sosem powstałym z pieczenia fig i delkatnieoprószyć świeżo zmielonym pieprzem.

Smacznego!!






Fot. Piotr Kunc





wtorek, 19 listopada 2013

Piernik staropolski

   
   Przygotowania świąteczne czas zacząć. Przesiewanie mąki, mielenie maku, łuskanie orzechów to rytuał, który pozwala nam wrócić wspomnieniami do dziecięcych lat. Za sprawą pieczonego piernika, w całym domu roztacza się zapach, który sprawia, że święta są czasem magicznym i niezapomnianym. Ach uwielbiam... W tym roku postanowiłam wypróbować przepis krążący po necie, na piernik staropolski według  bardzo starej książki Marii Lemnis i Henryka Vitry  "W staropolskiej kuchni i przy polskim stole".  Swoją drogą fajnie by było mieć w swojej biblioteczce takie cudo. Mówię to ja, miłośniczka pięknych zdjęć, których w tej pozycji na pewno nie znajdę. Jest w tych "starociach" jednak  coś wspaniałego odrobina tajemniczości, niepewności, zapach pożółkłych stron, a przede wszystkim powrót do tradycji. Niestety nie ma wznowień, a egzemplarze, które są dostępne bywają mocno wyeksploatowane i jeśli wypadną z obiegu może zaniknąć część wspaniałej tradycyjnej kuchni polskiej. Całe szczęście są blogi na których można znaleźć co nieco wspomnień. Nie jest to książka stricte kucharska, a raczej o tematyce historycznej, kulturowej i obyczajowej, ale przeplatają się w niej również wątki dotyczące kulinarnych zwyczajów naszych przodków. Piernik był w dawnych czasach symbolem dobrobytu i wysokiego statusu społecznego.  W Polsce na dobre zagościł w połowie XVIII . Co ciekawsze w skład wiana panny młodej, chodziło zapewne o te bogatsze, wchodziła faska (czyli mała beczułka) ciasta piernikowego i galaretowaty wywar mięsny na rosoły. Niektóre źródła podają, że ciasto przechowywano już od narodzin córki i gdy wychodziła za mąż otrzymywała taki właśnie prezent. Zastanawiam się czy to możliwe, tyle lat leżakowania? Podobno przyprawy mają taką moc, że pozwalają na tak długie przechowywanie, a i panny z bogatych domów szybko wychodziły za mąż. Najbardziej podoba mi się powiedzenie „Kto nie pija gorzałki i od niej umyka, ten słodkiego nie godzien kosztować piernika”.  Inne czasy, inne potrzeby, ale  zwyczaj smaczny...
   Z tego co przeczytałam jest to klasyczny przepis na ciasto dojrzewające od 2 do 6 tygodni,  ale podobno te 2 tygodnie to termin dla zapominalskich. Więc jeśli chcecie ze mną przetestować ten piernik to zapraszam do wspólnego pieczenia. Wyrobienie ciasta nie zajmuje zbyt wiele czasu. Trzeba tylko odczekać by masa miodowa przestygła. Na ręczne ugniatanie się nie piszę, dopiero wyzdrowiałam i czuję jeszcze wszechogarniające osłabienie, użyłam miksera i haków. Bałam się, że sobie nie poradzi, bo ciasto jest gumowate jeśli chodzi o konsystencję, ale nie było nieprzyjemnych niespodzianek, straży pożarnej nie wzywałam :) Ciasto w lodówce zmienia konsystencję, więc nie ma co się denerwować, że jest za rzadkie.  Na pewno też zrobię różne masy do przełożenia, żebym wiedziała na przyszłość, która jest najlepsza. Może ktoś zna sprawdzony przepis na idealne smarowidło do przełożenia piernika? Mam jeszcze kilka tygodni by przedstawić idealne połączenie...  
Po upieczeniu stwierdzam, że nigdy nie jadłam tak dobrego piernika. Z ciastem pracuje się bardzo dobrze, nie ma problemów przy rozwałkowaniu. Najlepsze połączenie to masa orzechowa i powidła z przyprawami. Najlepiej dawać jeszcze ciepłą masę orzechową, wtedy fajnie się przyklei. Ja dałam zbyt późno, ale posmarowałam jeszcze powidłami i pięknie chwyciło. Jeśli chodzi o masę marcepanową to świetnie skleiła dwie części. Jak dobrze, że coś mi jeszcze zostało, uciekam podjadać, a Wam proponuję wypróbować, bo naprawdę warto!


Piernik staropolski                                       


Etap I

Przygotowanie ciasta

Składniki:


* 500 g prawdziwego miodu (gryczany,
   ze spadzi iglastej lub akacjowy )
* 1,5 szklanki cukru (około 450 g)
* 250 g masła lub smalcu
* 1 kg pszennej mąki
* 3 całe jaja (duże) dałam 4 średnie
* 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
* 0,5 szklanki zimnego mleka
* 1/2 łyżeczki soli
* 2-3 torebki przypraw korzennych do piernika (dodałam 3 Kotanyi mają 27 g każda, jeśli wolicie mniej aromatyczny piernik dodajcie 2 opakowania)

Miód, cukier i masło lub smalec dajemy do rondelka i podgrzewamy na małym ogniu, tak by wszystko się roztopiło. Następnie studzimy. Do chłodnej masy dodajemy stopniowo mąkę, rozpuszczoną w mleku sodę oczyszczoną, sól, jajka i przyprawy. Całość wyrabiamy rękami lub za pomocą miksera uzbrojonego w hak lub płaskie mieszadło. Dobrze wyrobione ciasto przekładamy do kamionkowego lub emaliowanego garnka, ja włożyłam do plastikowej miski. Przykrywamy ściereczką i odkładamy na 5-6 tygodni w chłodne miejsce: lodówka, spiżarnia, balkon, ale uwaga na mrozy. Najlepiej odłożyć go w miejsce gdzie jest stała temperatura.

Etap II
 Po minimum 2 tygodniach, u mnie po 4, a jeszcze lepiej po 5-6 tygodniach, na 4-5 dni przed Wigilią bierzemy się za PIECZENIE.

Ciasto dzielimy na 3 części, najlepiej włożyć je pomiędzy dwa arkusze papieru, uprzednio posypane mąką i rozwałkować na grubość około 1 cm. Placki przenosimy łącznie z papierem na przygotowaną blaszkę (podobno wystarcza na 3 blaszki w rozmiarze 26x40 cm). Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do
170 stopni i pieczemy 15-20 minut. Ja mam mniejsze blaszki, więc z ciasta które mi zostanie mam zamiar upiec pierniczki.
Wystudzone blaty przekładamy podgrzanymi powidłami śliwkowymi, masą orzechową lub masą marcepanową, w zależności od upodobań. Tak przygotowane pierniki owijamy w folię aluminiową, papier do pieczenia lub lnianą ściereczkę, przykrywamy obciążoną deseczką i odstawiamy w chłodne miejsce na 3 dni,

MASA ORZECHOWA


* 150 g siekanych orzechów włoskich

* 100 g masła
* 110 g cukru
* 2 łyżki śmietanki kremówki 30%
* sok z ćwiartki cytryny
* 1 łyżka spirytusu

  Cukier, masło, śmietankę zagotowujemy, dodajemy orzechy i mieszamy. Odstawiamy do całkowitego wystudzenia, chłodny krem wstawiamy na chwilę do lodówki. Następnie ucieramy mikserem i dodajemy powoli sok z cytryny i spirytus. Tak przygotowaną masą przekładamy jedną część piernika, a drugą powidłami.

POWIDŁA

* 1 słoiczek powideł śliwkowych (410 g)

* 150 g suszonych śliwek
* sok z 1 dużej pomarańczy
* starta skórka z 1/2 pomarańczy
* 1 łyżka miodu
* 3 laski cynamonu
* pół gorzkiej czekolady

  W garnku łączymy powidła, suszone śliwki, sok i otartą skórkę z pomarańczy, a także laski cynamonu. Gotujemy na małym ogniu co jakiś czas mieszając, aż konsystencja będzie odpowiednia do smarowania, dodajemy miód, wyjmujemy laski cynamonu i blendujemy. Ciepłe powidła nakładamy na drugą warstwę piernika.

Można też przełożyć blaty piernikowe gotową masą marcepanową, którą należy rozwałkować i ewentualnie przyciąć do rozmiarów ciasta. Z tym,że  blaty warto delikatnie posmarować dżemem morelowym. Druga warstwa może być wówczas przełożona masą orzechową lub powidłami śliwkowymi.

Mogą być też powidła śliwkowe z dodatkiem bakalii na przykład suszonych fig, albo z rozpuszczoną czekoladą.

Etap III
Dzień przed Wigilią

Polewa:


* 100 g czekolady gorzkiej

* 100 g śmietanki 30%
* 1 łyżka miękkiego masła

Śmietankę zagotowujemy i dodajemy połamaną czekoladę. Mieszamy do momentu rozpuszczenia się czekolady, potem dodajemy miękkie masło. Mieszamy do rozpuszczenia się składników, przestudzoną polewę rozprowadzamy dokładnie z każdej strony.

Lukier:

* 15 łyżek cukru pudru

* 1 łyżka gorącej wody
* 1 łyżka soku z cytryny lub pomarańczy

Wszystkie składniki ucieramy łyżką w miseczce. W przypadku gdy lukier będzie za gęsty dodajemy wody, a jeśli za rzadki cukru pudru. Lukier będzie pasował zapewne do masy marcepanowej.


Miłego pierniczenia :)









czwartek, 14 listopada 2013

Sernikowa Królowa - absolutely fabulous

  Miał być post urodzinowy, ale zamiast zdjęć do pralinek wyszły zdjęcia do sernika. Nieraz już rozpływałam się w zachwytach nad ciastami i jestem przekonana, że nieraz to jeszcze zrobię. Póki co przedstawiam Wam Sernikową Królową, wytworną i elegancką, przystrojoną wspaniałą bezą. Wygląd i smak tego sernika zdecydowanie znajdują odzwierciedlenie w nazwie.Tym smakołykiem można zdobyć najbardziej zatwardziałe serce. W tym przypadku powiedzenie przez żołądek do serca działa w 100%.  Niektórzy mówią "poezja" i zjadają do ostatniego okruszka, zerkając czy gdzieś przypadkiem nie zawieruszył się jeszcze jeden kawałek. Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy słodkości decydują  się spróbować i... jest tak jak się domyślacie, chcą więcej. Uwielbiam te momenty! Już w trakcie robienia zdjęć moje sisterki dopytywały się kiedy koniec zdjęć, nie mogły doczekać się na swój kawałek, a zasłużyły, w końcu nadmuchały 100 balonów. Dziękuję!! Jak zwykle uskuteczniałam nocne pieczenie i nim sernik wystygł trzeba było już jechać do Wrocławia. Zdecydowanie nie polecam konsumpcji przed schłodzeniem, nie warto. Najlepszy jest po całej nocy spędzonej w lodówce. Ponieważ mam jeden piekarnik- elektryczne pudło, a drugi gazowy staroć, musiałam je jakoś połączyć. W tym pierwszym piekłam sernik, nagrzewa się do  temperatury około 170 stopni, w gazówce natomiast piekłam już całość łącznie z bezą, która wymaga niższej temperatury. Udało się, a ja o 4 rano byłam z siebie dumna, bo stworzyłam cudo, którego na dodatek nie mogłam zjeść. Najważniejsze to poznać możliwości swojego piekarnika i uzbroić się w cierpliwość. Sernik jest tak idealny, że nie ma już co udoskonalać, choć pewien pomysł krąży mi po głowie.



eSernikowa Królowa

Składniki na sernik powinny mieć temperaturę pokojową, więc
należy wyjąć je z lodówki znacznie wcześniej.

Składniki:

Spód: 

* 100 g gorzkiej czekolady
* 100 g miękkiego masła
* 5 łyżek cukru
* 1 duże jajko (lub 2 małe)
* 60 g mąki
* 3/4 łyżeczki sody
* 6 łyżek mielonych orzechów lub migdałów


Masa serowa:

* 500 g tłustego twarogu sernikowego zmielonego
   3 razy (im bardziej gęsty tym lepiej) używam
   gotowego sera śmietankowego
* 500 g sera mascarpone
* 3 łyżki mąki ziemniaczanej
* 3/4 szklanki cukru
* 3 łyżki cukru waniliowego lub 2 łyżeczki ekstraktu
   z wanilii
* 5 jajek + 3 żółtka ( białka potrzebujemy do bezy)
* 1/3 szklanki śmietanki kremowej 30 lub 36%,
    najlepiej gęstej
* 1/4 szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej
* 1/4 szklanki drobno posiekanych rodzynek

Beza:

* 3 białka jajek
* 180 g cukru
* 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
* orzechy włoskie

Dodatkowo:

* słoiczek dżemu pomarańczowego lub brzoskwiniowego
* tortownica o średnicy 26 cm

Przygotowanie:

Spód:
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Dno formy wykładamy papierem, tworząc spódnicę dla formy, bowiem papierem nie wykładamy boków, a wystawiamy go na zewnątrz poza foremkę. Tak jakbyśmy chcieli owinąć dno tortownicy. Boki  tortownicy smarujemy masłem.  Do rondelka dajemy masło, cukier i połamaną czekoladę,  wszystko stawiamy na słabym ogniu i mieszamy do połączenia się składników. Gdy uzyskamy jednolitą masę zdejmujemy z ognia, dodajemy jajko i energicznie mieszamy, następnie dodajemy przesianą mąkę, sodę, a na koniec orzechy, wszystko mieszamy. Jeśli masa będzie za rzadka można dodać jeszcze odrobinę mąki. Masę wykładamy równomiernie na spod tortownicy i pieczemy przez 8-9 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciasto,a piekarnik pozostawiamy włączony.
Masa serowa:
 W czasie gdy pieczemy spód, zabieramy się za przygotowanie  masy serowej. Do miski wkładamy ser twarogowy, ser mascarpone, mąkę, cukier i cukier waniliowy. Całość miksujemy na najniższych obrotach miksera przez 2-3 minuty, aż masa będzie gładka. Następnie wbijamy po jednym jajku i po każdym miksujemy przez około 15-30 sekund, delikatnie i na najmniejszych obrotach. Po ostatnim jajku dodajemy żółtka i śmietankę, i również miksujemy około 1 minuty, uważamy by masa zbytnio się nie napowietrzyła. Wylewamy masę na spód i posypujemy delikatnie rodzynkami i skórką pomarańczową, ma powstać warstwa na masie serowej, nie należy mieszać. Masa może być rzadka, ale nie ma powodu do obaw, spokojnie. Pieczemy przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, następnie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy przez 60 minut (nie wyłączamy piekarnika). Ja u siebie piekłam cały czas w temperaturze 170 stopni  i sernik nie popękał, konsystencję miał zbitą. Na około 15 minut przed końcem pieczenia zabieramy się za przygotowanie bezy.
Beza:
Białka wlewamy do miski wsypujemy szczyptę soli i ubijamy, na najwyższych obrotach, na sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier i cały czas miksujemy. Po dodaniu całości cukru miksujemy jeszcze około 5 minut, aż piana będzie gęsta i błyszcząca. Na minutę przed końcem ubijania dodać mąkę ziemniaczaną. Po wyjęciu sernika smarujemy go dżemem pomarańczowym, a na niego wykładamy pianę z białek i posypujemy orzechami włoskimi. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 120 stopni i pieczemy 30 minut, potem jeszcze zmniejszamy temperaturę do 100 stopni i suszymy bezę przez kolejne 30 minut. Sernik wyjmujemy z piekarnika i dokładnie studzimy. Sernik należy obkroić nożem i zdjąć obręcz, a następnie włożyć do lodówki na minimum 8 godzin, a najlepiej na całą noc. Kroimy ostrym nożem zanurzanym we wrzątku.Siadamy w wygodnym fotelu, rozkoszujemy się wspaniałym widokiem i smakiem i robimy wszystko by ta niesamowita chwila trwała jak najdłużej!

Smacznego!!








Fot. Piotr Kunc

poniedziałek, 28 października 2013

Krem z cukinii z krewetkami


  Jeszcze trochę cukinii zostało w spiżarce. Nadszedł czas by wyjaśnić historię owej sesji zdjęciowej. Pole kukurydzy nijak się ma do cukinii, ale... Wyobraźcie sobie, że za tym poletkiem kukurydzy rośnie sobie właśnie cukinia, w końcu każdy skrawek ziemi trzeba wykorzystać. Tak więc by donieść cukinię do domu trzeba przedrzeć się przez owe pole kukurydzy. Niby nic, a  ubaw po pachy. Pamiętam z czasów dzieciństwa jak biegaliśmy po polach,  była świetna zabawa w chowanego i pies, który nigdy nie miał problemu z odnalezieniem kryjówki. Potem powrót do domu i babcia czekająca z pysznym obiadem, o którym marzyliśmy przez całą drogę. Tak było i teraz, po ciężkiej przeprawie, troszkę zgłodnieliśmy, poza tym jedna cukinia dziwnym trafem ucierpiała, a nie mogła się przecież zmarnować...



Krem z cukinii z krewetkami   

Składniki:

* 800 ml bulionu warzywnego (może być z
   kostki)
* 1 duża cukinia
* 2 średnie ziemniaki
* 1/2 cebuli
* 2 ząbki czosnku
* 2 łyżki masła
* 1 łyżka oliwy z oliwek
* 1 łyżka posiekanej mięty
* 1 łyżka mąki ziemniaczanej                                      
* 2 czubate łyżki jogurtu greckiego
* sól, świeżo zmielony czarny pieprz

Dodatkowo:

* opakowanie mrożonych krewetek (250 g)
* 80 g masła
* 4 ząbki czosnku
* sól do smaku
* bagietka

Przygotowanie:

Zaczynamy od bulionu. Jeśli mamy więcej czasu możemy przygotować go na bazie świeżych warzyw, jeśli jest  to ostatni dzwonek - wlewamy do rondelka 800 ml wody i gdy się zagrzeje wrzucamy kostkę mieszamy do rozpuszczenia i zawrzenia. Pora na cukinię i tu również trzeba uważać, jeśli skórka jest twarda, obieramy i wydrążamy pestki, jeśli zaś cukinia jest młoda całość kroimy w kostkę. Cebulę drobno siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę i smażymy na maśle i oliwie, aż będą pięknie zeszklone, po czym dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki, a po kilku minutach dokładamy cukinię i smażymy jeszcze przez 4 minuty. Warzywa dodajemy do bulionu i gotujemy przez 15 minut.  W tym czasie przygotowujemy krewetki, na patelni topimy masło, dodajemy czosnek, po niecałej minucie wrzucamy krewetki i smażymy na średnim ogniu przez około 5 minut. Na koniec doprawić solą. Wracamy do zupy, pod koniec gotowania dodajemy miętę oraz mąkę wymieszaną z kilkoma łyżkami zimnej wody, zagotowujemy i odstawiamy z ognia. Jogurt rozprowadzamy, w kubku, z kilkoma łyżkami zupy, gdy składniki już się połączą mieszamy z zupą, doprawiamy solą i pieprzem i miksujemy blenderem.  Podajemy od razu, po dodaniu jogurtu zupy już nie zagotowujemy. Nakładamy krem do miseczek, na wierzchu układamy usmażone krewetki, ogonkami do góry. Do zdjęcia polałyśmy zupę śmietanką 30%, możemy  też podać z bagietką, którą moczymy w maśle pozostałym po smażeniu krewetek i zapiekamy przez kilka minut w piekarniku. Mniam!!!

Smacznego!!!!!



 











Fot. Piotr Kunc

czwartek, 24 października 2013

Placuszki z cukinii z serem feta

  Kolejny wpis poświęcony cukinii. Placuszki, pychotka. Zajadałyśmy je z Jolcią jak szalone. Uwielbiam placki ziemniaczane i dlatego pokusiłam się o wypróbowanie tych z cukinii. Są bardzo dobre i aromatyczne, ale ja pozostaję wierna tym ziemniaczanym, bo przecież Król może być tylko jeden :) Zwykle problemem jaki pojawia się przy ich robieniu jest to, że trzeba je szybko smażyć, bo robią się wodniste. Jednak i na to są sposoby, najlepiej cukinię zetrzeć, posypać solą i odstawić na sitku na jakieś 20 minut, a potem dokładnie odcisnąć. Na wszystko znajdzie się jakiś sposób, trzeba tylko próbować i nie zniechęcać się.  Jestem przekonana, że jak tylko ich spróbujecie, to będą częstym gościem na Waszym stole.


Placuszki z cukinii z serem feta

Składniki:

* 700 g startej na tarce cukinii
* 1 łyżeczka soli
* 2 duże jajka
* 4 ząbki czosnku
* 2 szalotki lub 1 średnia cebula
* 2 łyżki mleka
* 190 g mąki
* 1 łyżka posiekanej, świeżej mięty
* 1 łyżka posiekanego koperku
* 180 g sera feta
* sól i świeżo zmielony pieprz do smaku



Przygotowanie:

Cukinię myjemy, przecinamy na pół, wydrążamy środek i ścieramy na tarce o grubych oczkach. Jeśli mamy młode cukinie, wówczas skórka nie jest twarda i możemy zetrzeć je w całości, w przypadku tych "przerośniętych" z grubą skórą, zdecydowanie najlepiej jest je obrać (można zostawić kilka zielonych paseczków). Następnie lekko solimy i odstawiamy na 20 minut, aby cukinia puściła soki, po czym dokładnie odciskamy. Szalotkę lub cebulę ścieramy na tarce o drobnych oczkach, czosnek przeciskamy przez praskę, dodajemy pokruszoną fetę, mleko, jajka, miętę i koperek Mąkę najlepiej dodawać partiami, mamy wówczas kontrolę nad gęstością, a masa powinna być taka jak ta na placki ziemniaczane, aby można było nakładać łyżką. Jeśli natomiast masa jest zbyt rzadka dodajemy więcej mąki, w przypadku gdyby wyszła zbyt gęsta ratujemy się kilkoma łyżkami mleka. Całość doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem (pamiętajmy przy tym, że feta sama w sobie jest słona, najlepiej po wymieszaniu wszystkich składników wziąć odrobinę masy na łyżeczkę i czubkiem języka sprawdzić, czy jest słone). Rozgrzewamy patelnię, najlepiej tę, na której smażymy naleśniki, na początku robię testowego placuszka by zobaczyć jak się przewraca. Jeśli napotykamy na trudności (placek się rozpada) po prostu dodajemy więcej mąki, sprawdzamy też jego smak i w razie potrzeby doprawiamy. Placki smażymy, aż będą dobrze wysmażone i rumiane. Podajemy z kleksem jogurtu lub sosem tzatziki i zajadamy się bez opamiętania :)
Możemy wzbogacić też nasze placuszki o pokrojony w słupki i usmażony boczek, pamiętajmy, że on też jest słony, więc sól można nawet pominąć albo dać tylko odrobinę. Tak usmażone placki kładziemy na blaszce przykrytej pergaminem, na placki dajemy plasterek pomidora i posypujemy startym parmezanem, ale może też być ser żółty starty na drobnych oczkach. Podpiekamy w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni C przez kilka minut, do czasu aż ser się stopi. Do tego również dodajemy mój ulubiony sos tzatziki (jogurt, majonez, czosnek, przyprawa tzatziki). Koniec postu, a ja zgłodniałam, chyba czas na dokładkę :)

Smacznego!!!












                                                        Fot. Piotr Kunc











niedziela, 20 października 2013

Tarta z kurkami


  Piękna, w intensywnie żółtym kolorze, lekko pieprznym smaku i o zapachu pobudzającym nie tylko apetyt, ale i wyobraźnię. Oprócz tych zalet jest jeszcze ważny szczegół, nie wymaga długiego gotowania. Dlatego... na grzyby, choć biorąc pod uwagę wczorajszy przymrozek chyba już nic z tego nie będzie :( Rano, jak zwykle spóźniona wsiadłam do autka i... musiałam skrobać szyby, ogromny był mój smutek. Całe szczęście piękny słoneczny dzień wynagrodził poranne rozczarowanie i każdy kto miał wolną sobotę wybrał się na wspaniały jesienny spacer do parku, albo nawet do lasu. Tak się składa, że nie znam się na grzybach, ale po lesie bardzo lubimy chodzić i jeśli jest z nami znawca tematu coś nawet znajdziemy. Śpiewamy sobie z Reni Jusis "kiedyś cię znajdę, znajdę cię, a w końcu znajdę jestem coraz bliżej wiem!" Wtedy nieoczekiwanie kurki same  spadają z nieba, ale w naszym zwariowanym świecie nikogo to nie dziwi. Z czegoś tartę trzeba było zrobić :) Tym bardziej, że jest naprawdę zacna i składają się na nią wszystkie moje ulubione smaki. Wbrew pozorom jesień potrafi być wspaniała i jeśli pogoda jest taka jak dziś i wczoraj, to przyznaję, że uwielbiam tę porę roku, i wszelkie jej dobrodziejstwa. Całe szczęście można kupić mrożone kurki i nawet zimą udaje się przywrócić odrobinę słońca.

Tarta z kurkami

 Składniki:

Ciasto:


* 1 i 1/4 szklanki mąki
* 1/4 łyżeczki soli
* 1/8 łyżeczki proszku do pieczenia
* 1/4 szklanki zimnego kremowego twarożku (może    być też  bardzo gęsta kwaśna śmietana)
* 1 żółtko
* 1 łyżka bardzo zimnej wody
* 1.5 łyżeczki białego octu winnego


Nadzienie:

* 6 cienkich plasterków boczku
* 5 posiekanych cebulek dymek, białe i zielone części
* 2 przeciśnięte ząbki czosnku
* 70-80 g kurek (małe w całości, duże pokrojone na kawałki)

* 1/2 łyżeczki posiekanej świeżej szałwii (około 1/3 łyżeczki suszonej)
* 1/2 łyżeczki świeżego tymianku ( może być suszony, 
   wówczas jest to ok. 1/3 łyżeczki)
* 3 łyżki suszonych pomidorów, osączonych z oliwy i pokrojonych
* 2 łyżki czerwonego wytrawnego wina
* 15 dag pokruszonego sera z niebieską pleśnią (roqueforta, gorgonzoli, rokpola)
* 1/4 szklanki orzechów włoskich lekko zrumienionych na patelni


Przygotowanie:

Ciasto: Łączymy wszystkie składniki ciasta, zagniatamy (możemy też wszystko zmiksować na mniejszych obrotach, a po połączeniu się składników całość zagnieść) i formujemy kulę. Zawijamy w folię i na 30 minut wstawiamy do lodówki.
Nadzienie: Wysmażamy boczek na małym ogniu, a na wytopionym tłuszczu szklimy posiekaną dymkę ( białe i zielone części), czosnek i kurki. Po 4 minutach dodajemy drobno pokrojone czerwone  pomidory, zioła i wino.Dusimy jeszcze 5-6 minut, aż płyn troszkę odparuje, a następnie studzimy, by nadzienie miało temperaturę pokojową. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni C. W tym czasie formę na tartę o średnicy 26 cm smarujemy masłem. Ciasto rozwałkowujemy, na okrągły placek o średnicy ok 30 cm, wkładamy do formy tak by powstał rant o wysokości 3 cm, ale nie dociskamy o do brzegów formy. Następnie układamy masę grzybową, posypujemy pokruszonym serem i orzechami, po czym zawijamy brzegi ciasta, tak by częściowo przykryły nadzienie. Pieczemy 30 - 40 minut. powinno być ładnie zarumienione wyjmujemy z piekarnika i po 5 minutach podajemy na stół. Tartę można posypać  rukolą, albo rukolę wymieszać z przekrojonymi na pół pomidorkami koktajlowymi, uprażonymi orzeszkami, serem camembert lub tym z niebieską pleśnią jeśli coś nam jeszcze zostało, całość polać sosem ziołowym.
Smacznego!











  Przy okazji ostatniej wizyty w lesie, zdecydowanie zbyt późnej, to był najczęściej spotykany i najpiękniejszy widok. Choć wyskakująca z zarośli sarenka także na chwilkę pozwoliła nacieszyć oko :) To jest właśnie natura: dzika, piękna, nieprzewidywalna i smaczna :)


      
                               Fot. Piotr Kunc                                                     

środa, 16 października 2013

Czekoladowy sernik z malinami


   Czas, by zapoznać Was z sernikiem, który powala na łopatki, taki prawy sierpowy w kubki smakowe. Wierzcie mi ani trochę nie przesadzam, każdy kto spróbował, chciał jeszcze. Jeśli jesteście miłośnikami mocno czekoladowych smaków, to jest idealny dla Was. Ja rozpływam się z zachwytu ilekroć tylko o nim pomyślę, tego zdania jest też pewnie Olcia, której obiecałam to cudo. Sernik jest kremowy i bardzo syty, więc wystarczy jeden kawałek, ale rankiem następnego dnia budzicie się z myślą, fajnie byłoby gdyby w lodówce co nieco jeszcze zostało. Efekt jest prawie taki jak u Kubusia Puchatka z miodkiem, dla tego sernika można zrobić wszystko, nawet nie spać do 4 rano :) Tak naprawdę nawet nie jest trudny w przygotowaniu. Z niewielką pomocą zrobiła go już moja siostra i zaskoczyła wszystkich, nawet pytali gdzie kupiła taki sernik.  Trochę czasu zajmuje samo jego pieczenie, ale wówczas można zrobić tyle rzeczy, na przykład poćwiczyć, żeby załatwić trochę miejsca w brzuszku. Chętnie sama skorzystałabym z tej rady, bo ostatnio wyjątkowo dobrze idzie mi pochłanianie słodkości, ale to chyba przesilenie jesienne czy jakoś tak :D Przepis pochodzi z niezawodnej Kwestii Smaku, mistrzyni jeśli chodzi o serniki :)
   Jeśli chcecie oczarować gości to nie ma nad czym się zastanawiać!!!


Czekoladowy sernik z malinami   

Składniki:

Spód:


* 260 g czekoladowych ciastek z dziurką
* 100 g roztopionego masła
* 3 łyżki gorzkiego kakao

Masa serowa:

* 500 g gęstego twarogu sernikowego
* 500 g serka mascarpone
* 3 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 i 1/2 szklanki cukru
* 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub 2 łyżki cukru waniliowego
* 1/3 szklanki śmietany 30% (około 80 ml)
* 2 łyżki gorzkiego kakao
* 5 jajek
* 200  ciemnej czekolady

Mus malinowy:

* 1 mały błyskawiczny kisiel z kawałkami owoców
* 1/2 szklanki konfitury malinowej i kilka dodatkowych łyżek do wypełnienia wgłębień po upieczeniu
* 1/4 szklanki mrożonych lub świeżych malin

Polewa czekoladowa:

* 1/2 szklanki śmietany 30%
* 2 łyżki ciemnego kakao
* 100 g ciemnej gorzkiej czekolady ( może też być mleczna )

Dodatkowo:

* kilka malin do dekoracji
* tortownica o średnicy minimum 26 cm

Przygotowanie:

 Składniki na sernik powinny mieć temperaturę pokojową, dlatego należy je wcześniej wyjąć z lodówki.
Mus malinowy: Do kubka wlewamy 125 ml wrzącej wody,po czym wsypujemy i energicznie mieszamy kisiel, gdy jest już gotowy dodajemy konfiturę malinową  i jeśli posiadamy - 7 malin. Całość odkładamy na czas przygotowania masy serowej.
Spód: Najpierw należy pokruszyć ciastka, można to zrobić tłuczkiem. Do roztopionego masła dodajemy kakao, mieszamy do czasu aż nie będzie grudek, po czym całość wlewamy do pokruszonych ciastek i mieszamy. Dno i boki ( do 1/3 wysokości ) tortownicy wykładamy przygotowanym ciastem. Staramy się dokładnie dociskać łyżką, żeby nie było prześwitów. Wkładamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.
Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni C (grzałki górna i dolna bez termoobiegu). Na dno piekarnika wstawiamy dwie foremki keksowe wypełnione (do 2/3 wysokości) wrzącą wodą.
Masa serowa: W kąpieli wodnej ( do rondelka wlewamy wodę do 1/3 wysokości, wkładamy do niego mniejszy garnuszek lub metalową miskę) rozpuszczamy czekoladę, co chwilkę mieszając.Zabieramy miseczkę z rondelka gdy czekolada już jest prawie płynna, ale pozostają jeszcze niewielkie kawałki czekolady. Jest ona ciepła, więc mieszając pozostałe jeszcze kawałeczki rozpuszczą się, a czekolada będzie idealnie błyszcząca.  Do miski dajemy twaróg, ser mascarpone, mąkę ziemniaczaną, cukier i cukier waniliowy. Mieszamy na najmniejszych obrotach miksera przez 3 minuty, do czasu aż masa będzie gładka. Uważamy, by masa się nie napowietrzyła, dlatego miksujemy delikatnie i jednostajnie. Odstawiamy masę i w tym czasie podgrzewamy śmietankę z kakao, wszystko mieszamy energicznie, żeby nie było grudek. Kiedy już uzyskamy gładką masę, dodajemy ją do masy serowej i miksujemy na małych obrotach miksera. Po połączeniu składników wbijamy kolejno jajka. Po każdym dodanym jajku miksujemy przez 30 sekund. Do całości dodajemy lekko ciepłą czekoladę i miksujemy, na małych obrotach. Masę wylać na przygotowany spód z ciasteczek i wyłożyć jedną porcję musu malinowego, nakładając po łyżeczce i zachowując odstępy. Sernik pieczemy przez 15 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni C. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni C i pieczemy przez 90 minut. W zależności od tego jaki mamy piekarnik radzę obserwować nasze ciasto, jeżeli poruszymy tortownicą i ciasto będzie się jeszcze przelewało można zwiększyć temperaturę do 180 stopni i piec kolejne 20 minut aż masa stężeje. Ja mam dość stary piekarnik gazowy i konieczne jest dłuższe pieczenie. Po upieczeniu wyłączamy piekarnik i studzimy sernik jeszcze 15 minut, dopiero po tym czasie lekko uchylamy drzwiczki piekarnika. Po całkowitym wystudzeniu sernika w powstałe zagłębienia nakładamy konfiturę malinową, albo możemy przygotować drugą porcję musu malinowego.
Polewa czekoladowa: Do rondelka wlewamy śmietanę, dodajemy kakao i mieszamy aż nie będzie grudek. Wstawiamy na palnik i na małym ogniu podgrzewamy, gdy masa będzie już ciepła dodajemy połamaną na kosteczki czekoladę. Mieszamy aż czekolada całkowicie się roztopi, studzimy, a następnie rozprowadzamy po powierzchni sernika. Jako ostatnie układamy maliny.  Zdejmujemy obręcz z tortownicy i wkładamy sernik do lodówki, najlepiej na całą noc. Wówczas najlepiej go nie przykrywać,  dopiero następnego dnia możemy go okryć folią aluminiową, o ile dotrwa...

Smacznego!!
















                                                           Fot. Piotr Kunc

poniedziałek, 14 października 2013

Wytrawna panna cotta z figami


  Byłam bardzo ciekawa tego smaku, lubię nowinki w kuchni, a przede wszystkim element zaskoczenia. Wszyscy zastanawialiśmy się jaki może być efekt takiej mieszanki smaków. Do 4 nad ranem męczyłam sąsiadów, powiem szczerze liczyłam na szybszy finał. Spokojnie panna cotta, nie zajmuje aż tyle czasu, najpierw piekłam sernik czekoladowy, ale o nim następnym razem, późno też zaczęłam. Jeśli chodzi o smak tego dania, ciekawy, coś innego i na pewno sos balsamiczny z figami jeszcze wykorzystam. Wytrawna panna cotta, w smaku zdecydowanie wyczuwalny kalafior, niestety nie wyszła mi tak zbita jak powinna, nie wiem jaka była tego przyczyna. Możliwe, że dałam za mało żelatyny, miałam problem z przeliczeniem listka żelatyny na żelatynę w proszku, ale może to być też niewłaściwe wymieszanie. Nie doczytałam, że można było żelatynę trochę podgrzać, po czym dodać do niej kilka łyżek powstałej masy, a dopiero wtedy dodać całość do kalafiorowej masy. Cóż człowiek uczy się na błędach... Poza tym następnym  razem zrobię ją w silikonowych foremkach, a najpierw poćwiczę na słodkiej pannie, bo do niej też nigdy wcześniej się nie zabierałam. Niemniej jednak połączenie tych smaków jest zdecydowanie trafione i na pewno warte wypróbowania, tylko trzeba zarezerwować dłuższą chwilkę i wspaniałe towarzystwo, z którym wszystko smakuje lepiej. Mus kalafiorowy zastygł, ale nie zrobiła się z niego taka fajna galaretka jak na zdjęciu w magazynie Kuchnia, skąd pochodzi przepis. Zajadany wprost z kubeczka smakował bardzo dobrze, a i zdecydowanie lepiej się prezentuje niż po nieudolnych próbach wyjęcia go z foremki. Smak niecodzienny, może wydawać się dziwny, ale dopóki nie spróbujecie nie przekonacie się.


 Wytrawna panna cotta z figami balsamico 
i szynką prosciutto

Składniki:

Panna cotta

* 40 g masła
* 240 g kalafiora (tylko różyczki)
* 1,5 szklanki wody
* 1 szklanka śmietany 36%
* 60 g świeżo startego sera bursztyn
   (lub parmezanu)
* 1,5 listka żelatyny (dałam 1,5 łyżeczki żelatyny)

Balsamiczny syrop z figami                                       

* 1 szklanka octu balsamicznego
* 2 szklanki wody
* 1 szklana cukru
* 18 - 24 świeżych fig

Dodatkowo:

* masło do wysmarowania foremek
* 18 plastrów szynki prosciutto





Przygotowanie:

Kalafiorowa panna cotta: Różyczki kalafiora podsmażamy na maśle. Następnie zalewamy wodą tak aby  przykryła kalafiora, w razie potrzeby można dolać więcej wody. Całość dusimy 30 minut do miękkości, a woda powinna prawie w całości wyparować. Wówczas do kalafiora dolewamy śmietankę i odparowujemy aż zostanie tylko połowa. Dodajemy ser, mieszamy i zdejmujemy z ognia. Żelatynę namaczamy przez 5 minut w zimnej wodzie( dałam ok 4 łyżki), aby lepiej się rozprowadziła można ją delikatnie podgrzać. Kalafiora wraz z sosem zmiksować na puree, 2 łyżki masy dodać do żelatyny i wymieszać, a następnie dodać do pozostałej masy. Foremki smarujemy masłem, wylewamy mus i wkładamy do lodówki na minimum 4 godziny, ale najlepiej na całą noc.
  Syrop balsamiczny z figami: W rondelku na małym ogniu przez 10 minut gotujemy syrop z octu,wody i cukru. Figi układamy w naczyniu żaroodpornym, zalewamy syropem, przykrywamy i pieczemy godzinę w 130 stopniach. Po wyjęciu studzimy i wkładamy do lodówki, przynajmniej na 4 godziny.
  Na talerzyk o ile się da wykładamy panna cottę, jeśli nie, zostawiamy w kokilce, układamy po 3 plastry szynki i polewamy sosem i łączymy na łyżce wszystkie smaki.

Smacznego!!






Fot. Piotr Kunc