piątek, 18 lipca 2014

Festiwal Smaków Liczyrzepy w Karpaczu

  Dzień pełen wrażeń już za nami. Zaczęłyśmy od wyprawy na Chojnik. W zeszłym roku nas nie wpuścili, o 18 miała się odbyć bitwa o zamek, jednak organizatorzy postanowili przyspieszyć trochę bieg wydarzeń, i szybciej zamknęli zamek dla zwiedzających. Smutek był ogromny, szczególnie Emilki, bo pokonałyśmy dość trudną i długą trasę. Przekonałyśmy się o tym w tym roku, gdy dotarłyśmy do zamku i nie było po drodze miejsc, które mijałyśmy poprzednio. Siedziałyśmy na dziedzińcu zamku i zastanawiałyśmy się, którędy szłyśmy ostatnio? Odtwarzając wspomnienia doszłyśmy do wniosku, że wchodziłyśmy od strony Zachełmia. Reasumując droga była dłuższa, ale za to bardziej malownicza, a nasza czteroletnia wówczas Emilka świetnie sobie z nią poradziła. W tym roku wchodziłyśmy od strony Sobieszowa, podobno najbliżej Chojnika. Pani na parkingu poleciła szlak czarny, ze względu na uroki krajobrazu, skorzystałyśmy z rady i zdecydowanie wspinanie się tym szlakiem było lepszą decyzją niż schodzenie, szczególnie z dzieckiem. Choć jak to zwykle bywa mijałyśmy pary, które nie były zdecydowane, który szlak wybrać i wśród argumentów wysuwanych przez mężczyzn było " zobacz ta dziewczynka przeszła to i Ty dasz radę", a potem riposta " I będę miała brudne buty jak te Panie!". No cóż, niespecjalnie zwracałyśmy na to uwagę, jakbyśmy chciały dojść czyściutkie, to poszłybyśmy czerwonym szlakiem wyłożonym kostką... Zamek ma świetną wieżę widokową i kilka fajnych przejść, związanych z nim jest również wiele ciekawych legend np., o księżniczce Kunegundzie.



Czasem na szlaku Emilce potrzebna była mała pomoc, ale i tak dzielnie pokonywała wszelkie przeszkody.


 - Mamusiu, a jak przytulę drzewo, to ono doda mi energii?
 - Tak
 i nawet o dziwo działało :)



Punkt widokowy, ciekawskie dziecko wszędzie musi postawić swoją stopę, nie ma czasu na odpoczynek, gdy  wkoło tyle atrakcji, uwielbiam to!!! Jeśli ktoś usłyszy na szlaku "dzień dobry", to będziemy my, a raczej Emilka. Nikomu nie przepuści :)




Z Chojnika pojechałyśmy do Karpacza, a tam trwał Festiwal Ducha Gór, w ramach którego odbywał się III Festiwal Smaków Liczyrzepy. Dotarłyśmy akurat na prezentację potraw biorących udział w konkursie na "Danie Liczyrzepy". Brali w nim udział amatorzy i nic w tym dziwnego, że to właśnie wzbudziło moje zainteresowanie. Było nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim  smacznie. Niejednemu z obserwatorów pociekła ślinka, bo dochodzące do nas zapachy i komentarze jury nie pozwoliły myśleć o niczym innym. Potrawy były bardzo intrygujące, różne myśli przebiegały przez głowę, przecież jeszcze nikt po samym wyglądzie nie poznał smaku potrawy. Można się domyślać, a potem i tak następuje chwila zaskoczenia. Po ocenie jury, w którego skład wchodziła zwyciężczyni II edycji programu MasterChef,  Beata Śniechowska, można było posmakować przygotowane dania, bo nie ukrywam, że moja ciekawość była ogromna. Dawało to nie tylko możliwość świadomego wytypowania swojego faworyta, ale i odtworzenia w przyszłości smaku.
Komentarze przewodniczącej jury sprawiały, że każdemu z obserwujących świeciły się oczy i z niecierpliwością czekał, kiedy przyjdzie jego kolej próbowania potrawy. Chciałam też przy okazji wspomnieć o książce Smaki marzeń, napisanej przez panią Beatę Śniechowską, bo warto ją mieć w swojej biblioteczce. Nawet długo nie zastanawiałam się nad jej kupnem, chociaż podeszłam do niej raczej z ciekawością niż zamiarem kupna. Z reguły odstraszają mnie książki wydawane przez "celebrytów", szczególnie poradniki, które są napisane na siłę, nieprzemyślane i niedopracowane. Nie uogólniam, bo czasem można się fajnie zaskoczyć i zmienić zdanie. W książce nie ma potrawy, której nie chciałabym wypróbować, poza tym widać duży wpływ kuchni tradycyjnej, bo przecież w niej wszystko ma swój początek. Zdjęcia sprawiają, że zaczyna działać wyobraźnia, od razu chciałoby się zobaczyć ją na własnym talerzu i poczuć smak potrawy. Bardzo fajne jest to, że składniki użyte do potraw są raczej łatwo dostępne, nawet w moim  małym miasteczku. Nie zdążyłam jeszcze niczego wypróbować, bo książkę porwała moja siostra i trochę u niej poleżała, ale kiedy już ją odzyskałam, nie omieszkam umieścić u siebie jakiegoś smakołyku. 

 Wracając do konkursu próbowałam wszystkich dań z wyjątkiem zupy i przyznaję, że wygrało danie, które najpierw zachwyciło mnie wizualnie, a potem poznałam smak i nie mogłam już myśleć o niczym innym. Jako pierwsze danie zaprezentowana została zupa.
Kuchnia prezentowana przez uczestników konkursu była z jednej strony tradycyjna, bo przekazywana z pokolenia na pokolenie, ale i nowatorska - zachwycająca nie tylko pomysłem, ale i smakiem.

 Pani ze Stowarzyszenia Przyjaciół Podgórzyna przygotowała "Zupę Sudecką", o której niestety wiele nie mogę napisać, bo nie próbowałam, ale z ocen innych dało się wywnioskować, że była bardzo dobra.


 Pan Kamil Środa przygotował "Pączki z wątróbką". Na pierwszy ogień poszła rukola, tworząc pewnego rodzaju łączkę, a na niej wylądowały pączki, piękny widok. Po ocenie pani Beaty nie było już osoby, która nie miałaby ochoty spróbować tego połączenia. Nie jestem zwolenniczką wątróbki, jakoś już samo słowo mnie odstrasza, dlatego tym bardziej byłam ciekawa tego nadzienia. Cóż mogę napisać, zaskoczenie było ogromne. Wcale nie czułam wątróbki i gdybym nie wiedziała, że tu była powiedziałabym, że to jakieś grzybki. Idealnie upieczone pączki, do tego to nadzienie, sos i rukola, ach...przepadłam! Jeśli chodzi o dodatek sosów, to w połączeniu z sosem śliwkowym nie mają sobie równych, uderzenie w kubki smakowe, nie pozwoli skończyć na jednym. Drugi sos według mnie wymaga dopracowania, bo nie miał wyraźnego smaku, ale przecież zawsze można go pominąć.




Pani z Koła Gospodyń Wiejskich z Podgórzyna przygotowała "Pyzy Karkonoskie". Tutaj ogromne nawiązanie do tradycji, bo u kogo w domu nie podaje się "kopytek"? U mnie pojawiają się dość często, ale nigdy nie wpadłam na pomysł, by je nadziać i to tak smakowicie! Młode warzywa, delikatne i jędrne sprawiły, że nie potrzebowałam dodatku mięsnego, co u mnie rzadko się zdarza. Jako zwolenniczka mięsa, przy warzywnym daniu zawsze o nim myślę, a tu było idealnie. Ciasto na kopytka rozpływające się w ustach i warzywny farsz dopełniły całości, do tego jeszcze w formie ozdoby kwiaty cukinii, które miałam ochotę podkraść, by stworzyć tartę. Fajnie jakby kwiat cukinii był zamoczony w cieście i podsmażony, choć może jada się go też na surowo?





Cały konkurs przebiegał w miłej atmosferze, uczestnikom i jury towarzyszył dobry humor, jak mogło być inaczej skoro wszystkie potrawy, zaskakiwały czymś innym. "Zapiekanka z zapiecka" przygotowana przez panią Justynę Goniacz zdobyła uznanie u mojej siostry. Jak widać im więcej osób tym więcej gustów. Nie ma co się dziwić, jedni są zwolennikami kuchni tradycyjnej przekazywanej z pokolenia na pokolenie (tak było właśnie w przypadku tej zapiekanki, jest przygotowywana w domu pani Justyny od kilku pokoleń), inni wolą innowacje i ciągłe poszukiwanie, a jeszcze inni nie lubią danego składnika i nawet nie spróbują. Ziemniaczki pod kołderką były dość smaczne, przypominały taki typowy, domowy obiadek.



  Niestety o autorce tego dania nic nie napisano i nie wiem jak się nazywała, ale przygotowała "Pierożki", a raczej wielkie "Pierogi", wypełnione bardzo aromatycznym farszem mięsnym. Długo nie dało się o nim zapomnieć, świetnym dodatkiem byłoby tu czerwone wytrawne wino, a nawet jakiś delikatny sos. Ciężko byłoby odejść od stołu, a już tym bardziej skończyć na jednym pierożku, chyba dlatego są takie duże. Nie ukrywam, że lubię takie dania i zawsze chętnie do nich wracam, bo zwykle są szybkie w przygotowaniu, a przede wszystkim smaczne. 




 Można powiedzieć, że jury doceniło potrawy kuchni tradycyjnej oraz nowatorskiej, bo wygrały "Pyzy karkonoskie" wraz z  "Pączkami z wątróbką". Dania te będą dostępne w restauracji Dwór Liczyrzepy w Karpaczu i to klienci wybiorą ostatecznego zwycięzcę. Ponadto w restauracji tej  trafimy na dania kuchni regionalnej, na bazie produktów lokalnych, dla każdego coś dobrego.
Zachęcam do odwiedzenia restauracji i wypróbowania dań zwycięzców, a w przyszłym roku do uczestnictwa w Festiwalu Ducha Gór.



2 komentarze:

  1. pączek z wątróbką? to jest jadalne? aż chce się spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko jadalne, ale i bardzo smaczne :)

      Usuń