niedziela, 9 lutego 2014

Cannelloni wg Roberta Makłowicza

 Doskonale pamiętam czasy, gdy nie było internetu i z drżącym sercem oczekiwałam na " Kulinarne podróże Roberta Makłowicza". Serce jak serce, ale najważniejsza była sprawna ręka, kartka papieru i coś do pisania :D. Każdy odcinek zachwycał nie tylko ze względu na smakowite potrawy i ciekawe miejsca, ale przede wszystkim na sposób w jaki było to wszystko przedstawiane. Wiele lat temu spisałam na karteluszku przepis na coś co wydawało mi się, że może być smaczne, wypróbowałam i to był strzał w dziesiątkę. Kilka przeprowadzek i notatki zaginęły, ale pozostał w pamięci smak, który zdecydowanie chciałam odtworzyć i znów poczuć. Odnalezienie przepisu nie sprawiło większych trudności, kilka kliknięć i pojawił się na ekranie, a na ustach zagościł uśmiech. Uwielbiam te momenty, kiedy jem i mruczę sobie coś pod nosem zachwycając się smakiem, a zarazem prostotą dania. Bo jedzenie musi wywoływać emocje, które zapisują się głębiej niż cokolwiek innego, szczególnie, gdy towarzyszą mu fajne wydarzenia. Wtedy po raz pierwszy przygotowywałam mięso z dodatkiem wina i powiem, że nie warto tego robić inaczej! Wino jest idealnym dodatkiem do mięsa, ale o tym chyba nie muszę nikomu mówić.
 Nie jest to takie typowe cannelloni, bo nie używa się tutaj rurek z makaronu, a naleśniki, ale czy to ważne? Wszak najistotniejszym elementem przepisu są walory smakowe, a nie jego nazwa. Poza tym nie widzę problemu, by farsz umieścić w makaronowych rurkach.
 Najśmieszniejsze jest, że gdy przyszło do napisania przepisu na naleśniki był to największy problem :) Nie dlatego, że nigdy ich nie robiłam, a właśnie dlatego, że robię je tak często, że znam konsystencję ciasta.  Jeśli jest potrzeba dosypię mąki, albo doleję mleka. Najważniejsza w pieczeniu naleśników jest patelnia, no i żeby ciasto nie było zbyt rzadkie, reszta to cierpliwość :) I tak najlepsze naleśniki robiła moja babcia, najśmieszniejsze, że robiłyśmy je razem, a ja nigdy nie byłam w stanie powtórzyć tego smaku... Może sukces tkwi w składnikach, mleko prosto od krowy, swojskie jajka i bez użycia miksera. To jest zdecydowanie mój smak dzieciństwa :) Nie nadawałyby się do tego przepisu, bo były na słodko, ale i tak będę o nich myśleć :)



Cannelloni wg Roberta Makłowicza

Składniki: (4-5 sztuk)

Farsz:

* 600 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego)
* 3 gałązki selera naciowego
* 1 cebula
* 5 ząbków czosnku
* 1 puszka pomidorów z puszki
* 2 łyżki oliwy z oliwek
* 1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina                       Fot. Piotr Kunc
*  2 średnie liście laurowe
* 1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
* sól
* świeżo zmielony pieprz

Sos beszamelowy:

* 1 łyżka mąki
* 1 łyżka masła
* 1/2 litra mleka
* 100 g parmezanu
* liść laurowy
* gałka muszkatołowa
* sól
* pieprz

Naleśniki: (5-6 sztuk)

* 100 g mąki pszennej
* 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
* 1 jajko
* 100 ml mleka
* 50 ml wody mineralnej gazowanej
* szczypta soli
* olej do smarowania patelni


Dodatkowo: 

* 200 g  mozzarelli

Przygotowanie:

Naleśniki: Do miski wsypujemy przesianą mąkę, wbijamy jajka i dolewamy mleko, wodę i sypiemy szczyptę soli. Całość miksujemy, jeśli ciasto jest za rzadkie możemy dosypać mąki, a jeśli za gęste dolewamy wody.Odstawiamy na 30 minut, choć jeśli czas na to nie pozwala możemy smażyć od razu. Najlepiej przygotować ciasto przed farszem.  Patelnię delikatnie smarujemy olejem i smażymy cienkie naleśniki. Powinny być raczej blade. Dodatek mąki ziemniaczanej sprawia, że naleśniki są sprężyste i nie rozpadają się przy zawijaniu.

Farsz: Kroimy cebulę w kostkę wrzucamy na rozgrzaną patelnię, gdy będzie już ładnie podsmażona, dorzucamy przeciśnięty czosnek i podsmażamy kilkanaście sekund, tak by czosnek nadał smaku oliwie, a jednocześnie, żeby się nie przypalił, bo będzie gorzki. Do całości dodajemy mięso i mieszamy, tak by cebula nie została na dole, bo się spali.Kiedy mięsko już nabierze koloru dodajemy pomidory i drobno posiekane gałązki selera (dodaję też kilka liści, ale po usmażeniu wyjmujemy je i zostawiamy tylko łodyżki). Wszystko dokładnie mieszamy i dodajemy wino, liść laurowy, sól, pieprz i paprykę. Jeśli mięso mielone jest z opakowania, pamiętajmy,że jest już słone. Całość powinna się dusić, aż do odparowania płynu i wytworzenia się gęstego sosu. Nie zapominajmy też o mieszaniu od czasu do czasu, żeby nie przywarło.
Sos beszamelowy: Masło topimy w rondelku, dodajemy mąkę i robimy zasmażkę. Następnie zdejmujemy z ognia dodajemy zimne mleko i dokładnie mieszamy. Wstawiamy ponownie na ogień i zagotowujemy do czasu, aż sos zgęstnieje.Dorzucamy parmezan i powstaje wspaniały jednolity i gęsty sos serowy.
Naleśniki nadziewamy przestudzonym farszem, zawijamy jak krokiety, ale trochę większe. Zawsze dopasowuję wielkością do szerokości formy do zapiekania. Do farszu można też dodać surowe jajko( tak jest w oryginalnym przepisie), choć tym razem tego nie zrobiłam. Na pewno będzie bardziej zbite. Formę smarujemy masłem, na dno dajemy trochę sosu beszamelowego, na nim układamy naleśniki z farszem i całość zalewamy sosem. Na naleśnikach układamy plastry mozzarelli. Zapiekamy około 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (funkcja góra dół). Po wyjęciu posypujemy słodką papryką i podajemy :)

Smacznego!!!

2 komentarze:

  1. faktycznie też kiedyś zapisywałam przepisy na kartce i nie było łatwo. Danie wygląda pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Była jakaś magia w tych karteluszkach, cudowne wspomnienia i smaki warte powtórzenia :)

      Usuń